To dziecko ma jednak złote serce.
Niedziela wielkanocna
Babcia zniknęła! Nie stawiła się na uroczyste śniadanie. Przeszukaliśmy całe mieszkanie i ani śladu. Głowiliśmy się nad tym całą godzinę, grzebiąc smętnie widelcami w świątecznych potrawach. Może umarła i leży gdzieś, czekając na pochówek? To by był straszny niefart.
Ze stuporu wyrwał nas dzwonek telefonu:
– Oszukał mnie!
W pierwszej chwili myślałem, że to Kasica Łasica, której Filip nierozważnie obiecał małżeństwo, ale to była zapłakana Adela.
– Antoni mnie oszukał! Miał mnie dziś rano porwać w stylu romantyczno-sentymentalnym i czekam tu na niego cała podekscytowana drugą godzinę. Łupie mnie już w krzyżu!
Nagle wszystko stało się dla mnie jasne. Bulwiak porwał babcię! Ale dlaczego, skoro wcześniej już dokładnie wyczyścił jej konto?
– To proste – przemówił ojciec znad pstrąga w galarecie. – Po prostu miłość.
– Widzę, że mamy w rodzinie eksperta? – fuknęła gniewnie mama, przekładając równocześnie swoje ości na jego talerz.
– Nie rozumiem cię kochanie. Jak tylko usłyszysz to słowo, od razu zamieniasz się w Mohammeda Ali.
– Przestałam wierzyć w miłość, jak tylko za ciebie wyszłam. A teraz ten baran utwierdził mnie jeszcze w słuszności moich sądów. – Tu mama wskazała brodą z podwójnym podbródkiem w stronę Filipa.
Wszyscy wstali od stołu i rozeszli się obrażeni. Tylko Gonzo konstruował herb naszej rodziny z rybiego łba.
Poszedłem do swojego pokoju i aż do obiadu martwiłem się o babcię. Całe szczęście, że okres radosnej płodności ma już za sobą, więc jej szaleństwa nie przyniosą konsekwencji w postaci ryczącego noworodka. Miks z babci i Bulwiaka byłby zaiste dużym wyzwaniem dla inżynierii genetycznej. Ale jej ucieczka oznacza też, że jeszcze mniej mi skapnie w przypadku jej nagłego zejścia. Od tylu lat mami mnie tym spadkiem, ale czuję, że odziedziczę po niej tylko skłonność do dziwactw i artretyzm.
Wpis pełen paniki
Kasica Łasica zabarykadowała się w pokoju babci!!! Oszaleję! Ciągle sobie na niego ostrzę zęby, ale zawsze ktoś mnie ubiegnie. A przecież z całej naszej rodziny, znajomych, kochanek i kochanków, to ja potrzebuję teraz najbardziej skupienia i odizolowania! Wątpię, czy istnieje w Polsce drugi nastolatek, który do egzaminów końcowych przygotowuje się w równie ekstremalnych warunkach. Ale jak tu oczekiwać od tego zwariowanego świata spokoju, skoro nawet takie boże stworzonka jak biedronki angielskie są nękane chorobami wenerycznymi. Muszę koniecznie zapamiętać tę wstrząsającą informację, żeby zabłysnąć przed komisją egzekucyjną. To znaczy egzaminacyjną.
A teraz do rzeczy. W samo południe, niczym John Wayne pojawiła się w naszym przydomowym, zarośniętym chwastami ogródku Kasica Łasica i stanąwszy w rozkroku, wyjęła z kieszeni zapalniczkę. W pierwszej chwili myślałem, że dokona samospalenia i wreszcie będzie z nią spokój, więc rzuciłem się do okna, żeby mieć najlepszy widok. Stałem w pierwszym rzędzie, za mną tłoczyła się reszta spanikowanej rodziny.
– Jezu, podpali się! – wyszeptała mama.
– Gorzej, puści nas wszystkich z dymem. Jasna cholera! Że też musiało ci się zebrać na amory z jakąś rozhisteryzowaną frustratką!
Ojciec spojrzał z wyrzutem na Filipa, ale zaraz zamarł z rozmarzonym wyrazem twarzy. Widać przypomniały mu się jego własne miłosne ekscesy, których mama o mało nie przypłaciła utratą twarzy. Przyganiał kocioł garnkowi!
Tymczasem Łasica zakończyła ustawianie stosu złożonego głównie z poniewierających się przed domem gratów. Splunęła trzy razy przez lewe ramię i… poszłoooo!
– Co robisz nosowaty potworze? – nie zdzierżyła mama.
Łasica, łkając teatralnie, wyrecytowała:
– Oczyszczam moją sakralną przestrzeń. Muszę zabić tę miłość, dlatego palę wszystkie wspomnienia na rytualnym stosie.
To rzekłszy, wyjęła z kieszeni czarne koronkowe stringi i rzuciła w ogień. Filip jako zapalony fetyszysta próbował je ratować i szamotał się z nią zaciekle, ale Łasica była tak roztrzęsiona, że w końcu przywaliła mu kawałkiem nadpalonego krzesła. Gonzo ruszył ojcu na ratunek. W świątecznym mundurku, ze świeżo wybrylantynowanymi włosami dopadł do jej łydki i boleśnie ukąsił przy radosnym wtórze Opony. Jezu, wyglądał jak hrabia Drakula. Łasica zawyła zupełnie bez klasy i zaczęła wrzeszczeć, aż sąsiedzi idący do kościoła przystanęli z zainteresowaniem:
– To tak mnie kochasz, oszuście matrymonialny? A kto chciał zapaść się ze mną w niebyt i namawiał mnie do eksperymentów seksualnych?
– Chryste, kobieto, wstydu oszczędź! Przecież nie wszystko jest na sprzedaż! Ludzie patrzą, dzieci słuchają! – jęczał Filip.
Obgryzaliśmy z ojcem nerwowo paznokcie, wprost płonąc z ciekawości. Niestety, Łasica przerwała w najlepszym momencie. Podniosła dumnie swój haczykowaty nos, kuśtykając wyminęła wszystkich i pognała na górę, ciągnąc za sobą smugę krwi z pogryzionego odnóża. Szczęknął przekręcany w pokoju babci zamek i za drzwiami zaległa złowroga cisza.
Tak więc mamy dzikiego lokatora.
Filip stał osłupiały, trzymając się za głowę, na której wykwitł mu przecudnej urody siniak.
– Nigdy nie mówiłem, że ją kocham.
– Nieważne, co jej mówiłeś. Ważne, co z nią robiłeś, durniu – mruknął ojciec.
Wieczorem zaniosłem Kasicy trochę korniszonów i zostawiłem pod drzwiami. Mimo wszystko, jest mi jej żal. Wiem, co znaczą zawiedzione nadzieje. My odrzuceni musimy się trzymać razem.
Poniedziałek wielkanocny
W domu grobowa atmosfera. Nie zareagowaliśmy nawet wtedy, gdy Gonzo wylał nam na głowy kubeł wrzątku, śmiejąc się dziko:
– Śmigus-dyngus! Ciepła woda zdrowia doda!
Zastanawiamy się, co robić. Jeśli Łasica palnie sobie w łeb, to będziemy musieli zaadoptować jej dziecko, a znając jej skłonność do konfabulacji, może się okazać, że ma ich pięcioro. Mama od rana próbuje pertraktować przez zamknięte drzwi.
– Filip nie może się z tobą ożenić, bo ma już żonę.
– Nic mnie to nie obchodzi. Niech przejdzie na islam!
Mama spojrzała na nas pytająco:
– Co wy na to?
– Wykluczone! Oni nie mogą pić alkoholu – Filip był wyraźnie spanikowany.
– To zależy – przemówił ojciec – jakby tak wziąć pod uwagę wersję mniej ortodoksyjną, to znalazłyby się nawet jakieś plusy.
– Ja nie chcę!!! Moja religia mi nie pozwala!
– Twoja religia nie pozwala ci także cudzołożyć – mama była bezwzględna.
– Dobra, zgrzeszyłem. Ale nie każcie mi się z nią żenić! Ja chcę do Heli!
Patrząc na to wszystko, obiecałem sobie, że w sprawach seksu będę się trzymał od kobiet jak najdalej. Od mężczyzn też, bo oni są niestali w uczuciach. Zostanę ascetą i umęczę się na śmierć.
Podsumowanie świąt: niezwykle udane.
Środa
Sytuacja bez zmian. Łasica nadal zabarykadowana. Jestem z nią sam w domu, bo mam ferie. Gonzo w przedszkolu, mama w gabinecie terapii alternatywnej, ojciec roznosi ulotki, a babcia z Bulwiakiem są nie wiadomo gdzie, ale wiadomo, co robią na kolejnym miesiącu miodowym. Filip śpiewa pod oknem Heli serenady, prosząc o wybaczenie. Rodzice, wychodząc z domu, przypomnieli mi, że do czasu ich powrotu to ja jestem odpowiedzialny za życie Kasicy i mam nie wzniecać konfliktów. Powtórkę do egzaminów szlag trafił. Kasica wykorzystuje moje dobre serce i zażyczyła sobie gruszek w sosie waniliowym na poprawę nastroju. Pierwszą partię rozgotowałem, a drugą przypaliłem. W ten sposób straciłem dużo cennego czasu, który mógłbym przeznaczyć na przeglądanie nowego numeru „Playboya”. Potem kazała mi dzwonić do swojej ciotki z prowincji z pytaniem, jak się czuje Łasica numer dwa, czyli jej córka. Rozmowa z tym dzieckiem kompletnie mnie wyczerpała. Oto zapis: