Выбрать главу

– Eee… nie jest tak źle – ojciec desperacko próbował ratować sytuację. – W porównaniu z tym, co było przedtem, to rzekłbym, że nawet lepiej.

– I nosek jakby mniejszy – popędziła mu w sukurs mama.

Aż miło było patrzeć, jakim są zgodnym małżeństwem. Ja tam nie wiem, ale moim zdaniem Łasica będzie miała normalny kolor twarzy dopiero w przyszłym tysiącleciu, a zanim zejdą jej te siniaki, to wyginie cała ludzkość i nie będzie jej miał kto podziwiać. Tylko Gonzo spał słodko nieświadom niczego, bo tymczasem pożarł pół tortu i upił się do nieprzytomności wiśniówką, którą ten smakołyk był hojnie nasączony.

Wtorek, dwa dni do egzaminów

Staram się o nich nie myśleć, ale rodzice co chwilę pytają mnie, czy na pewno wszystko opanowałem do perfekcji. Oni są strasznie wymagający. Szkoda tylko, że nie wobec siebie. Pod wpływem ostatnich burzliwych wydarzeń chyba jednak trochę złagodnieli. Ojciec nawet czytał wczoraj Łasicy do snu bajki Brzechwy. Ale przy otwartych drzwiach, bo ma andropauzę, a wiadomo, że facet w tym okresie żadną kobietą nie pogardzi, nawet gdyby miała zmasakrowaną twarz i nimfomanię. Szczególnie, gdyby miała nimfomanię.

Staram się dużo spacerować i nie myśleć o tym toporze, co wisi nad moją głową. Im bliżej czwartku, tym mniej pamiętam z powtórzonego materiału. Za Chiny na przykład nie mogę sobie przypomnieć, jak miał na imię Mickiewicz, ale za to doskonale wiem, że jego kochanką była niejaka Maryla. Wątpię jednak, czy komisja pójdzie na taki układ. Przejrzałem jeszcze trochę Młodą Polskę, bo to mój ulubiony okres literacki. Jestem bardzo romantyczny. Wiem, bo kiedyś robiłem sobie psychotest z „Pani domu” pt. „Jaka jest twoja miłość?”. Wyszło mi, że jestem księżniczką marzącą o niezłomnym rycerzu, który pod pancerzem kryje gołębie serce. Prawie wszystko się zgadza z wyjątkiem tej księżniczki.

Po przeczytaniu kilku wierszy Tetmajera, Kasprowicza i Przybyszewskiego, wpadłem w melancholię. Dlaczego dzisiejsze dziewczyny są tak mało romantyczne? Czy naprawdę można im zaimponować tylko rozrostem tkanki mięśniowej i ilością używek spożywanych w kilogramach na minutę? A gdzie miejsce na delikatny łopot serca, przedzawałowe migotanie przedsionków?

Bardzo się zawiodłem na Łucji. Pozory jednak mylą. Kiedy jej w zeszłym, roku usiadłem w metrze na kolanach i spojrzałem w te sarnie oczy, do głowy by mi nie przyszło, że już za kilka miesięcy będzie wyznawczynią hip-hopu i faceta, który ma w głowie więcej trocin niż wszystkie tartaki Norwegii razem wzięte. No i oczywiście nie przyszłoby mi do głowy, że sobie tak szybko wyprostuje zęby, podczas gdy mój zgryz zachowuje się jak Kurdowie wobec reżimu Saddama Husajna. A przecież nosiłem aparat dłużej niż ona! Nawet przedmioty martwe są przeciwko mnie. Najgorsze jest to, że cały czas ją kocham i to miłością namiętną, nieustającą i toksyczną. Nijak nie mogę jej sobie wybić z głowy, chociaż co noc przed zaśnięciem przypomina mi się, jak przyszła do mnie zimą i powiedziała:

– Rudolf, ja już nie mogę znieść, jak patrzysz na mnie tymi jaszczurczymi ślepkami. Nie pociąga mnie ktoś, kto leży plackiem u moich stóp i jest kompletnie pozbawiony godności osobistej. To dla mnie żadna satysfakcja, że jesteś na każde moje gwizdnięcie. Przez ciebie tracę szacunek do siebie samej.

No i bez zbędnych ceregieli, bez baczenia na wspólne wizyty u ortodonty i wspólne dzieci, które kiedyś mieliśmy począć, porzuciła mnie dla Blachy – prawdziwego bezmózgiego ogiera, który jej nie szanuje, spóźnia się albo nie przychodzi na umówione spotkania, bądź jest wiecznie rozdarty między sześciopakiem a tabunem dziewczyn z chórków. W dodatku ta jego kapela nie osiągnęła do tej pory nic poza wpisem na specjalną listę naszego dzielnicowego. Byłem tak rozgoryczony, że stworzyłem dla niej wiersz miłosny, którego nigdy nie wyślę. Opublikują go dopiero, jak rozbiję się swoim czerwonym bugatti niczym nowy James Dean, a ona będzie wtedy rwała sobie resztki włosów z poobijanej przez Blachę głowy. Zatytułowałem go „SKOWYT”.

Po broczącym trupie mojej miłości

Chciałaś rzucić się w przepaść

Blaszanej pułapki

Chciałaś zapomnieć odcisk mych utrudzonych palców

Na swej srebrzysto-aksamitnej szyi

Strząsnąć mój nieregularny oddech gdy biegłem ku tobie

Weź proszę moje oczy

Bo nic już nie widzę prócz ciebie

Przede mną

Tylko zgliszcza okrutnej pamięci

Boże! Jaki jestem… genialny! Pognałem na dół i stojąc w dramatycznej pozie symbolizującej mój ambiwalentny stosunek do własnej twórczości, wyrecytowałem wiersz rodzicom. Słuchali z narastającym przerażeniem, a gdy skończyłem, zaległa cisza. Wiem, że to było niezłe, ale nie przesadzajmy. Niecierpliwie czekałem na bis, ale jedyne, czego się doczekałem, to absurdalna uwaga ojca:

– Chyba powinno być „w przepaść SZKLANEJ PUŁAPKI”?

Temu dyplomowanemu filmoznawcy już się rzuca na mózg amerykańska sieczka kinowa. Powinien przestać oglądać filmy z Bruce’em Willisem, bo niedługo skończy jak on – łysy i porzucony przez żonę.

Wieczorem

Dostałem pocztówkę z Armenii od babci i Bulwiaka:

„Serdeczne pozdrowienia ze szlaku największych wojen domowych.

PS Jesteś już pewnie po egzaminach. Nie upadaj na duchu, każdemu może się w życiu coś nie udać. Jest jeszcze poprawkowy”.

To bardzo miło z ich strony, że są tak pełni wiary w moje siły.

Środa, nóż na gardle

Czuję się jak przed zgilotynowaniem. Mam napad niezidentyfikowanego lęku i wilczego apetytu. Zjadłem pół chleba razowego z camembertem i czosnkiem, ćwierć kilo krówek i trzy tabletki na uspokojenie. Mama twierdzi, że to zastępcze rozładowanie stresu. Chciała, żebym z nią poszedł na wieczorną siłownię, ale boję się, że nadwerężę nadgarstki i nie będę mógł jutro pisać. Tata zapytał, co bym chciał dostać w nagrodę za zdane egzaminy.

– Nowych rodziców – odpowiedziałem.

– Bardzo śmieszne… – obraził się.

Jak zwykle. Jest humorzasty niczym posłowie na konferencjach prasowych. Im też niczego nie można powiedzieć, bo od razu grożą, że uchwalą dożywotni immunitet dla trzech pokoleń naprzód.

Zadzwoniła Hela i powiedziała tylko, że trzyma za mnie kciuki, ale za to takim głosem, że piętnaście minut dochodziłem do siebie. Wezmę teraz uspokajającą kąpiel i położę się spać, żeby mój przesterowany umysł naładował akumulatory. Mama przygotowała mi świeżą pościel z wizerunkiem zespołu Red Hot Chili Peppers.

8 maja, godzina 6.15

Nie mogę znaleźć swojego krawata! To jakieś fatum! Na pewno nic mi się nie uda!

Boże, Boże, a rodzice sobie śpią, jakby nigdy nic!

Godzina 7.00

Awantura z Gonzo. Filip znalazł mój krawat w paszczy krokodyla, ale ten mały Kuba Rozpruwacz nie pozwala go wyjąć, bo to zwłoki turysty pożartego przez bestię! Jeszcze chwila i wszystkich wymorduję.

Godzina 8.00, wymarsz wojsk

Ja to mam pecha! Cała rodzina uparła się, że mnie odprowadzi. Robią straszne zamieszanie, jakbym mało miał nerwów. Jestem już skołowany, bo każdy daje mi sprzeczne wskazówki:

– Bądź czujny i pamiętaj, że wszystkie odpowiedzi mogą być fałszywe (ojciec).

– Nie przejmuj się niczym, tylko idź na żywioł (Filip).