Nos Łasicy wraca do normy. Nie, nie rośnie z powrotem, tylko zaczyna zbliżać się do naturalnych odcieni. Tak czy siak jest to jednak wciąż daleka przyszłość. I dobrze, bo oszczędzimy przynajmniej na charakteryzacji. Budżet tego przedsięwzięcia już i tak bardzo nadwerężył domowe finanse. Całe szczęście, że mamę w dalszym ciągu utrzymują jej tajemniczy pacjenci. Dzięki temu będę mógł latem pojechać z Ozyrysem na wycieczkę do Egiptu, żeby odnaleźć jego ojca. Ozi przygotowuje się do tego bardzo skrupulatnie. Studiuje język i mapy terenów należących do islamskich fundamentalistów. Z nimi nie ma żartów. Jeśli wpadlibyśmy w ich łapy, to zostają nam dwie opcje: śmierć albo dożywotni staż w Hamasie czy równie wyskokowym ugrupowaniu. Wątpię, czy państwu polskiemu opłacałoby się nas odbijać.
Łucja coraz częściej do mnie telefonuje. To znak, że Blacha rozwija się towarzysko w zastraszającym tempie, a jego seksualne wybryki obejmują coraz rozleglejsze połacie kobiecych terytoriów. Pod tym względem zawsze był bardzo ekspansywny. Żal mi tej dziewczyny, ale z drugiej strony za każdym razem, jak mi łka w słuchawkę, doznaję słodkiego uczucia osobistej satysfakcji. To znak, że jestem wciąż na bardzo niskim szczeblu rozwoju duchowego. Od jutra nie jem mięsa.
Wtorek
Tata zrobił na śniadanie jajecznicę na boczku. Zjadłem dwie porcje, więc tym samym zanieczyściłem jeszcze bardziej swój umysł i ciało. Mam straszne wyrzuty sumienia i nie darzę się szacunkiem. To wina tego egoistycznego guru ze schroniska „Katharsis”, dla którego ważniejsze były jakieś vatowskie faktury niż mój kurs oświecenia duchowego. Od jutra znów nie jem mięsa.
13 maja
Spędziłem dziś z Łucją upalny i niezapomniany dzień w nadwiślańskich chaszczach. Było bardzo romantycznie. Tylko dwa razy się pokłóciliśmy. Uparcie twierdzi, że Blacha posiada ogromny potencjał, tylko los rzucił go w nieprzyjazne otoczenie. Jest z rozbitej rodziny i jej zdaniem to tłumaczy jego skłonność do używek, wagarów i dewastacji mienia społecznego. Ciekawe, kiedy przejrzy na oczy i zobaczy, że ten fagas jest zwykłym bezmózgowcem o topornych manierach, dla którego Kant nie jest słynnym filozofem, tylko sposobem na przetrwanie. Ja nie pochodzę co prawda z rozbitej rodziny, ale mam jeszcze gorzej. Moi rodzice zaparli się, że nigdy się nie rozwiodą i wykończą wzajemnie, łamiąc tym samym życie wszystkim kolejnym pokoleniom. Opowiedziałem jej co smaczniejsze rodzinne skandale obyczajowe i wreszcie spojrzała na mnie z uznaniem.
– Teraz rozumiem, dlaczego jesteś taki… dziwny.
Dziwny??? Dobre sobie. Jestem wręcz podręcznikowym przykładem tego, że jednak można wyjść na ludzi, wychowując się w zdegenerowanym i patologicznym środowisku!
Przecież też bym mógł być wykolejonym chuliganem, gdybym… miał tylko więcej odwagi. Na powierzchni trzyma mnie wyłącznie lęk przed zakładem poprawczym, gdzie pracują sami psychopaci nękani przez rozwydrzonych wychowanków.
Około południa słońce zaczęło mocno przygrzewać i Łucja zdjęła bluzkę, co kompletnie mnie wybiło z intelektualnego skupienia. Próbowałem snuć światowe dysputy, filozoficzne wywody i uniwersalne rozważania, ale ilekroć spoglądałem na jej stanik bez ramiączek, przeszywał mnie dreszcz i czułem się jakby mnie podłączono pod 220 V. Po godzinie nieskładnego bredzenia zrezygnowałem i leżąc na piasku, obserwowałem, jak ta nimfa o szyi gazeli pluszcze się w wodzie. Najchętniej dałbym się razem z nią porwać falom i dzikiej namiętności, gdybym tylko się nie bał, że przez nieuwagę nadepnę na szkło. Brocząc krwią, straciłbym na pewno cały swój osobisty urok i szarm.
Piątek
Mama odwołała dzisiejsze wizyty i wyjeżdża po południu nad morze. Oczywiście nie jedzie wypoczywać, bo jak każdy mutant genetyczny, nigdy nie jest zmęczona. Gdybym jej lepiej nie znał, dałbym sobie uciąć głowę, że zasuwa na kokainie. Tym razem do bałtyckich portów przybija jakiś statek feministek, które mają uświadamiać polskie kobiety, jak zapobiegać niechcianej ciąży. A tam, gdzie uświadamia się kobiety, moja mama jest pierwsza. Kiedy tylko powiedzieli w „Wiadomościach”, że szykują się pikiety protestacyjne pod hasłem: POLSKIE KOBIETY CHCĄ BYĆ ZAPŁADNIANE, mama poczuła zew walki. Aż się bałem, że zwyczajem Apaczów pomaluje sobie twarz w wojenne znaki i zabierze ze sobą maczugę. Muszę oglądać wieczorem telewizję, na pewno będzie na pierwszej linii ognia. Pobiegłem do ojca, żeby jej zabronił tego wyjazdu, bo to w końcu go kompromituje jako męża, ale błysnęły mu oczy i zaczął ją jeszcze bardziej podpuszczać:
– Jedź, jedź koniecznie! Trzeba skończyć z tym zaściankiem. Co to jest, żeby kobiety nie mogły decydować same o swojej macicy!
Jego reakcja była tak niestandardowa, że mama kazała mu chuchnąć a potem zrobić test na obecność narkotyków we krwi. Potem wzięła swój plecak i zanim wyszła, rzuciła hardo:
– Już ja im dam popalić!
Co za ulga! Przed nami dwa dni spokoju.
Noc
No i wyszło szydło z worka! Kiedy tylko za mamą zamknęły się drzwi, ojciec jak obłąkany rzucił się do telefonu i zaczął prowadzić gorączkowe narady za zamkniętymi drzwiami. Podsłuchiwałem jak zwykle, ale tym razem rozmawiał bardzo cicho. Chyba nie sprowadza czarterem z Korei swojej dawnej kochanki? Chociaż chętnie bym znowu zobaczył Hee Jong. Ostatnim razem, jak była u nas na kolacji ze swoimi rodzicami, wszyscy bawili się fantastycznie! Dopiero gdy wytrzeźwieli, dostrzegli rozmiary kataklizmu.
Ojciec rozwiał moje nadzieje. Powiedział, że muszę iść z nim rano do Tesco na gigantyczne zakupy, bo zorganizował u nas zjazd koleżeński. Nie widział swoich kumpli od czasu ukończenia studiów i wyjazd mamy to zrządzenie boskie.
O Panie! Miej nas w swej opiece!
Sobota, początek końca świata
Przytachałem z ojcem dziesięć zgrzewek piwa i nie czuję rąk. Teraz stoję przy kuchni jak przykładna pani domu i gotuję wielki gar chili con carne. Ojciec poprosił Filipa, żeby mu pożyczył na dzisiejszy wieczór swoje superanckie bojówki Diesla. Niestety, mój brat ma wieczorem randkę z własna żoną i ojciec będzie chyba musiał podejmować gości w rozmemłanych dżinsach „Bloody horse”, w których niestety wygląda na swoje lata. Obawiam się, że nie zdąży też zrobić sobie przeszczepu włosów.
– Jak się okaże, że jestem najbardziej łysy, to się zastrzelę.
Gonzo, uczynne dziecko, natychmiast ofiarował mu swój przenośny karabinek maszynowy z wyrzutnią pocisków moździerzowych, pozbawiając go tym samym wszelkich złudzeń. Przez następne dwie godziny byliśmy świadkami, jak ojciec z zacietrzewieniem próbował: