– zrzucić przynajmniej dziesięć kilogramów,
– zaczesać włosy na bok, by zminimalizować łysy placek na czubku głowy,
– podwoić rozmiary bicepsów,
– napisać zaległą pracę doktorską.
Żadna z tych rzeczy nie zakończyła się sukcesem i ojciec dostał szału. Bez przerwy nas gnębił pytaniami, czy widać, że ma pięćdziesiąt lat i nic w życiu nie osiągnął. To bardzo przykre obserwować, jak własny rodzic robi z siebie wariata. Przez te wszystkie szopki pomyliłem słodką paprykę z pieprzem kajeńskim, ale Gonzo wpadł na pomysł, żeby zabić ostry smak, dosypując cukru. Teraz moje popisowe chili con carne jest rodzajem jakiejś bardzo egzotycznej konfitury z mielonego mięsa. Ale może nikt tego nie zauważy? Jak zwykle jestem tym wszystkim bardzo zestresowany. Muszę sobie zrobić jakąś przerwę i odciąć się od rzeczywistości.
Relaksujący przegląd prasy
– Zapadł pierwszy wyrok w sprawie ataku terrorystycznego na Bali. Wszystkie gazety pełne są zdjęć rozjaranego Indonezyjczyka idącego ze śpiewem na ustach przed pluton egzekucyjny. Media nazwały go „uśmiechniętym terrorystą”. To obok śpiewających kelnerów kolejna formacja zawodowa, która poszukuje nowych środków wyrazu.
– Trzy amerykańskie zakonnice zniszczyły w Teksasie wyrzutnię pocisków nuklearnych i teraz aż do śmierci będą szorowały kible w szesnastoosobowej celi z murzyńskimi dziecio- i mężobójczyniami oraz żeby przetrwać, handlowały krakiem.
– Saddam Hussajn żyje. Ameryka wysłała za nim list gończy, informując równocześnie, że może mieć teraz inną twarz, bo ze względu na nieograniczoną ilość zdefraudowanych pieniędzy stać go na każdą operację plastyczną. Szukaj wiatru w polu! Może teraz wyglądać jak sam George Bush, Eminem albo nawet młodsza kopia Madonny.
– Po meczu drugo- i trzecioligowej drużyny piłkarskiej znaleziono w szatni zawodników plastikową reklamówkę wypełnioną nieoznakowanymi banknotami. Sprzątaczka, która ją przyniosła prezesowi klubu, już trzeci dzień podłączona jest do wykrywacza kłamstw.
– Wypowiedź nowej członkini jednej z bardziej rozrywkowych partii politycznych SAMOZAGŁADA: „Jestem bardzo dobrze przygotowana do rządzenia, bo jestem w porządku, tylko oni nie byli w porządku, jak odeszli. To znaczy, jak byli, to byli w porządku, a potem to już nie byli. Pan przewodniczący jest w porządku i w ogóle… jeszcze nie jestem przygotowana, żeby wiedzieć, jak to powiedzieć”.
Podobno po tej wypowiedzi rząd ma powołać przy sejmie specjalną komisję tłumaczy, która będzie na żywo wyjaśniać, co dany poseł miał na myśli.
Po przeczytaniu tych absurdalnych wiadomości jeszcze raz sprawdziłem dzisiejszą datę. Ponad wszelką wątpliwość nie jest to prima aprilis.
Zjazd koleżeński
Około szóstej rozległ się gong przy drzwiach wejściowych. Ojciec rzucił się do lustra i obiecał nam z Gonzo, że jak go nie skompromitujemy, to kupi nam nowego Warcrafta.
– Czy ja dobrze trafiłem? Żarowa?
W drzwiach stał chorobliwie otyły brodacz z dwiema paczkami zestawu grillowego i butelką wódki.
– No… nie wiem – ociągał się mój ojciec. – A z kim mam przyjemność?
– Rysiek Wklęsły.
– Kaszana? – Tu ojciec runął na grubasa ze łzami w oczach, lecz ten zachował pełną rezerwy powściągliwość:
– Zara, zara… Żarówa był wątłym chudzielcem z włosami. Pokazuj pan dowód! – zażądał.
To już szczyt wszystkiego, żeby ojciec był legitymowany we własnym domu!
Tymczasem Kaszana oglądał go nieufnie, porównując ze zdjęciem w dokumencie.
– Coś takiego… nie wierzę. A jakie Maryla miała majtki na zadymie w sześćdziesiątym ósmym?
– Czerwone z czarną koronką – wyrecytował ojciec z rozmaślonym wyrazem twarzy.
To przełamało ostatnie lody i grubas zmiażdżył go w uścisku, łkając ze wzruszenia. Ojcu zaczęły powoli wychodzić oczy z orbit.
– Ha! ha! Aleś się chłopino posunął! – ryczała fura tłuszczu.
Na szczęście nowa dostawa gości uratowała ojca przed uduszeniem. Tym razem było to dwóch wysokich i zasuszonych okularników (Bolek i Lolek), którzy tuż po przekroczeniu progu wręczyli ojcu plik papierów:
– To nasza habilitacja i publikacje z ostatnich pięciu lat w pismach specjalistycznych.
Oświadczywszy to, wyminęli nas zręcznie i udali się do salonu, zostawiając ojca z wyciągniętą ręką i głupim wyrazem twarzy.
– Ja właśnie się zabieram za doktorat! – krzyknął histerycznie, ratując swój honor i powitał nowego kumpla, który wjechał na nasz trawnik najnowszym chryslerem coupe. Wszyscy pozostali oniemieli z wrażenia, a Gonzo zakwiczał radośnie:
– Ja chcę taki samochód!
Właściciel tego cacka wypiął dumnie owłosioną pierś, na której wisiało pięć kilogramów złota, zdjął ciemne okulary i błysnął w uśmiechu sztucznymi zębami.
– Hallo, zdechlaki!
– Cacuś?
Mój ojciec zbliżył się do niego z nabożną czcią i już myślałem, że pocałuje jego upierścienioną rękę. Ale tamten rozejrzał się tylko po naszym mieszkaniu i wręczył ojcu ballantinesa, drapiąc się równocześnie w okolicach krocza, które było mocno poupychane w obcisłych, skórzanych spodniach.
– Taaaa… stara bida… – mruknął, a potem spojrzał na Bolka i Lolka i z jego ust z widocznym trudem wydobyło się coś na kształt powitania:
– Czołem, pędzie!
Pędzie zacisnęły mocniej usta i starały się patrzeć w inną stronę, ale znów w najmniej oczekiwanym momencie objawiła się dociekliwość Gonzo:
– Dziadku, co to są pędzie?
– Wyjaśnię ci, jak wszyscy sobie pójdą… hę, hę, tego… co za spotkanie!
– No, no Żarowa, kto by pomyślał, że dorobisz się wnuków! Największa fujara na roku!
Wszyscy zaczęli się śmiać, nawet Bolek i Lolek, ale może to dlatego, że Kaszana wlał im do szklanek swoją wódkę i kazał duszkiem wypić.
– A gdzie szanowna małżonka?
– Babcia jest na… – Gonzo był na prostej drodze do pogrążenia ojca na wieki, ale na szczęście, targany współczuciem, przerwałem mu w samą porę:
– Mama jest na zbiorowym wypiekaniu pączków i cerowaniu małżonkowych skarpet w Kole Wzorowych Żon.
To, co zobaczyłem w ojca oczach, przypominało spojrzenie Hutu cudem ocalałego z rwandyjskiej rzezi. Już do końca życia będę mógł robić wszystkie zakazane rzeczy, a ojciec nie puści pary z gęby. Nareszcie powstała między nami ta niezwykła więź, o której czyta się w arcydziełach literatury światowej. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!
– No, wychować babę to podstawa – zagrzmiał Kaszana. – Jak moja tylko zaczęła jazgotać, powiedziałem: milcz kobieto i gotuj mi na jutro gołąbki, bo wiesz, że jak jestem na kacu, to mam większy apetyt.
Bolek spojrzał na Lolka a Lolek przemówił już trochę bełkotliwie:
– To bardzo anachroniczna postawa. We współczesnym nurcie kina kobiecego dokonano już zdecydowanej demitologizacji mężczyzny jako narzędzia wyrażania…
– Nie pierdziel, Lolo, tylko polej – przerwał mu Cacuś i jak wypili dwie kolejki, rozparł się bardziej na fotelu, aż mu niebezpiecznie popuściły szwy w skórzanych spodenkach. Trzeba mieć głowę do interesów. I co wy macie z tego życia? Jeden siurka nie widzi spod własnego brzucha, a wy spod papierów, mole książkowe. Ja to żyję ile wlezie, robię, co chcę, małolaty piszczą i zapisują się na przejażdżki moim samochodem.
Boże, nawet Bolkowi i Lolkowi to zaimponowało a. mój ojciec wił się z zazdrości. To żenujące. Wypili kolejną zgrzewkę piwa i zabrali się za moje chili. Spadam na górę zanim spróbują. Gonzo gdzieś zniknął, więc mam szansę na spokojną lekturę w zaciszu swojego pokoju.