Выбрать главу

Zrobiłem obojętną minę, żeby stworzyć wrażenie w pełni uzasadnionego dystansu, ale Blacha przysunął się do mnie, gwałcąc moją osobistą przestrzeń i plując mi w twarz kawałkami bekonowych chipsów. Potem wyciągnął skręta aż nazbyt dobrze mi znanego z rodzinnych posiedzeń, zaciągnął się dymem i rozpoczął błyskotliwy wywód na temat istoty rzeczy, stosunków międzyludzkich, ustroju społeczno-politycznego i tym podobnych bzdur. Jego poglądy można streścić następująco:

„(piiip) ich mać! Je…(piip) popaprańce, zawszone poj…(piip)! Wystarczy skumać, że w tym jeb…(piip) kraju byłoby od razu lepiej, gdyby kościół został opodatkowany. Pier…(piip) dziura budżetowa zniknęłaby jak cnota, rolników wyj…(piip)…ać w kosmos, a nie dopłacać im do (piip) jeb…(piip) produkcji świń. Zalegalizować blanty i domy publiczne, żeby chłopaki mogły sobie legalnie i zajefajnie podymać. Nie byłoby jeb… (piip) rozwodów, dzieciaki nie włóczyłyby się po ulicach i k…(piip) ich mać, wreszcie byłaby jakaś przyszłość. A tak to musisz zap…(piip) jak frajer i gówno z tego masz, a jeb…(piip) policja ci robi regularny wpier…(piip). Zresztą i tak ch…(piip) w d…(piip)

Przez cały czas modliłem się, żeby skończył jak najszybciej i wreszcie sobie poszedł, bo jego żyła na łysym czole coraz mocniej pulsowała i bałem się zrobić jakikolwiek ruch, żeby nie wyładował na mnie swojej agresji. Ale im dłużej siedziałem w marihuanowych oparach, tym bardziej Blacha miał rację i stawał się z sekundy na sekundę coraz przystojniejszy. A kiedy zaczął mi przypominać Roberta De Niro z Harry Angel, zrozumiałem, jak bardzo się myliłem co do niego. Poczułem, że znalazłem prawdziwego przyjaciela, więc napisaliśmy sprayem na ścianie mojego pokoju HWDP i właśnie miałem już iść za nim jak w ogień i przekląć Łucję, ale na szczęście zwymiotowałem i wróciła mi cała jasność umysłu.

W samą porę, bo Blacha zaproponował, byśmy zrobili skok na pobliski monopolowy. Wykręciłem się, że muszę iść z babcią na nabożeństwo majowe i tylko to uchroniło mnie przed wejściem na ścieżkę bezprawia. Teraz jest mi bardzo wstyd, bo mu strasznie nakłamałem, jaki jest inteligentny i boję się, że to wszystko powtórzy Łucji. Wtedy będę spalony na amen. Muszę go podstępnie zabrać na seans hipnozy i wykastrować mu pamięć.

7 czerwca, pierwszy dzień referendum

Obudziłem się niezwykle przejęty już o czwartej nad ranem. Umówiliśmy się z Ozim za dziesięć szósta przed punktem głosowania. Za wszelką cenę musimy dać przykład społeczeństwu i być pierwszymi, którzy powiedzą TAK. Po cichu liczyłem na obecność kamer i moje zdjęcia we wszystkich światowych stacjach telewizyjnych począwszy od BBC aż po Al-Dżazirę. Niestety, o szóstej nie tylko nie było telewizji, ale nawet żywego ducha. Dreptałem nerwowo przed zamkniętymi na głucho drzwiami. Wreszcie, pół godziny po czasie, pojawił się zaspany kierownik z przekrzywionym krawatem i gmerając niespiesznie w zamku, mamrotał pod nosem: „I o co tyle hałasu? Unia, wielkie mi halo”. No z takim nastawieniem, to ja kiepsko widzę wygraną. Od razu wzięliśmy się ostro do roboty, próbując wrzucić do urn podwójne karty, ale ten urzędas, widać, rozbudził się już na dobre, bo obserwował nas, jakbyśmy chcieli wyciąć mu podstępnie wszystkie wewnętrzne organy. Wyszliśmy stamtąd za dziesięć ósma i muszę z przykrością stwierdzić, że nasze społeczeństwo gorzko mnie rozczarowało. To wprost nie do pomyślenia, że jak dostajemy tę niepowtarzalną szansę, by stać się narodem wybranym i ucywilizowanym, wejść na wyższą gałąź ewolucyjną, to wolimy spać do południa lub robić bezsensowne zakupy w Tesco. Po raz pierwszy pomyślałem z przerażeniem, że w razie porażki proeuropejskiego stanowiska, jako namolny agitator znajdę się w pierwszym rzędzie do odstrzału. Co innego Ozi. On już może zginąć, bo jest pewnie po inicjacji seksualnej. A poza tym na pewno mu darują ze względu na to, że jest czarny i wychowywał się bez ojca. Co jak co, ale my, Polacy, mamy gest. Pobiegłem do domu, rozglądając się trwożliwie na boki i tak długo dulczyłem nad uchem śpiącym rodzicom, że wreszcie obiecali jak najszybciej zagłosować.

Godzina 12.00, ukryty za drzewem

Nie jest dobrze. Naliczyłem tylko siedem osób i psa. Przed momentem zakiełkowała we mnie nadzieja, gdy zobaczyłem zbliżający się spory tłumek. Niestety, były to baby kościelne, które pod wodzą organisty zorganizowały przed wejściem pikietę. PRECZ ZE ZGNILIZNĄ MORALNĄ! NIE DLA EUROPY! POLSKA DLA POLAKÓW! Spojrzały na mnie czujnie, więc dla niepoznaki wzniosłem okrzyk KU CHWALE OJCA RYDZYKA i oczywiście musiała to usłyszeć zbliżająca się Łucja, która spojrzała na mnie, jakbym nie tylko był idiotą, ale też kolaborantem, folksdojczem i lichwiarzem w jednym. Czy ja naprawdę nigdy nie mogę się wstrzelić w odpowiednią chwilę?

Powlokłem się zdezorientowany do domu i szlag mnie trafił z miejsca, bo rodzice dalej w najlepsze sobie spali, podczas gdy nasza ojczyzna spadała w przepaść średniowiecznego zacofania. Chyba będę musiał otworzyć stragan z przenośnymi szafotami i szubienicami, na których ginąć będą wrogowie ludu, czarownice i wybitnie uzdolnione artystycznie jednostki. Byłem tak przygnębiony i skołowany, że faktycznie zacząłem się zastanawiać, czy po tym wejściu do Unii nie czekają nas kartki żywnościowe i paczki ze słoniną, słane w hojnym geście przez białoruskich przyjaciół.

Wieczór

Gorycz porażki zalewa mi usta, oczy i serce. W pierwszych sondażach przegrywamy jak reprezentacja piłki nożnej. Tylko 27% frekwencji! Musi być ponad połowa, żeby głosowanie było w ogóle ważne! Teraz to już mi wszystko jedno. Naradziliśmy się z Ozim, że w razie groźby linczu społecznego pakujemy manatki i emigrujemy. Ozi, powodowany krótkowzroczną nostalgią, proponuje Egipt. Ja zdecydowanie obstawiam Florydę. Jak nam się poszczęści, to możemy nawet zostać sąsiadami Ricky’ego Martina, Jennifer Lopez, albo przynajmniej nająć się u nich do czyszczenia basenu lub robienia pedikiuru ich zwariowanym psom.

Prezenter wieczornych „Wiadomości” miał bardzo przygnębioną minę i podchwytliwą mimiką próbował przemycić gorączkowe sygnały do tej części leniwego społeczeństwa, które jeszcze nie ruszyło tyłków z foteli. Czyli do moich rodziców. Jak żyję, nie widziałem takich malkontentów! Ciągle są niezadowoleni i mają tak skwaszone miny, że od samego patrzenia na nich bolą mnie ślinianki. Ojciec najpierw lamentował, jakie to mamy niedouczone i nieuświadomione społeczeństwo, ale sam nie kwapi się do dania chwalebnego przykładu. Twierdzi, że odkąd przestał być dyrektorem mojego gimnazjum, to nic już nie musi. Może się degenerować do woli. Zapomina tylko, że niewinne dzieci i wnuki na niego patrzą. To znaczy ja, bo Gonzo był już aspołecznym socjopatą w łonie swojej biednej matki. Przez całą ciążę kopal jak wściekły, a kiedy przyszło do rozwiązania, to zrobił fikołka i zafundował matce kilkugodzinny poród pośladkowo-kleszczowy z komplikacjami. Hela schudła po nim dwanaście kilo i wyglądała jak rachityczna modelka Kate Moss.

Podsumowanie 48-godzinnego horroru

Yes! Yes! Yes! Jesteśmy w Europie! To nie do wiary, jak nasz naród potrafi się zmobilizować w chwili próby. Ani przez moment w nas nie wątpiłem! Rozpiera mnie duma, że jestem Polakiem! Nie mam żadnych wątpliwości, że mój wkład w ten spektakularny i wiekopomny sukces jest ogromny. To ja w końcu siłą wykopałem z domu rodziców i kto wie, czy właśnie ich głosy nie przechyliły szali zwycięstwa. Frekwencja wyniosła oszałamiające 58% a 77% głosowało na tak. Od jutra zaczynamy nowe życie, zgodnie z wymogami Unii Europejskiej. Kiedy wyjedziemy z Ozim do Egiptu, nie będziemy już musieli tłoczyć się na lotnisku do jednego okienka z całą resztą Trzeciego Świata, tylko jak nadludzie, rasa wybrańców i panów, staniemy sobie spokojnie wśród wyperfumowanej arystokracji tego świata z nagłówkiem UE Citizen.