Выбрать главу

Przyjemny młodzian, chmurny jak Achilles w pierwszej pieśni Iliady, ukrył się w pracowni wraz ze swoim wstydem, a Ewcia pobiegła do pani Zawidzkiej, o, jakże wspaniałe odmienionej! Roześmiała się wesoło na widok rozbrykanej kozy i rzekła:

– Gdzie Jurek?

– Płacze gdzieś na strychu! – odpowiedziała Ewcia. – Ale mu dałam łupina, co? O, proszę pani, jaka ja jestem szczęśliwa! Jaka szczęśliwa. Ale mam głowę, prawda?

– Mniejsza o głowę – powiedziała pani Zawidzka. – Rzecz najważniejsza, że masz złote serce. Ale powiedz mi, dziewczyno, teraz już poważnie, bo Jurka nie ma, w jaki sposób potrafiłaś udobruchać pana Mudrowicza?

– Mam wrażenie – odrzekła Ewcia – że to było dość łatwe. Zrozumiałam od razu, że się ni stąd, ni zowąd zrobiło wielkie święto z tego, że ktoś do niego przyszedł i po ludzku zagadał. I o obrazach wcale tego nie mówił, co ja nabredziłam. Ja tylko tak, żeby sobie pożartować. A do mnie to nawet raz jeden powiedział "Ewuniu". Był bardzo dziwny i niby nie chciał ze mną gadać, a gadaliśmy przez cztery godziny. I tylko patrzył i patrzył mi w oczy… Czasem to mi było aż dziwnie… Proszę pani, jak to jest naprawdę z panem Mudrowiczem? Kto on taki? Co mu się stało w życiu, bo że coś się stało, za to dam głowę. Prawda to, co mi się wydaje, że on nie jest zły, tylko bardzo nieszczęśliwy?

Pani Zawidzka zamyśliła się. Potem zaczęła mówić powoli i jakby z głębokim namysłem:

– Cośkolwiek o tym wiem, chociaż wiem niewiele. Powiem ci, dziecko drogie, bo zdaje się, że sama dobrze odgadłaś. Mnie mój nieboszczyk mąż mówił o panu Mudrowiczu. Nie bardzo go wprawdzie lubił, twierdził jednakże zawsze, że mu się stała krzywda. Z Jurkiem o tym nie mówiłam, bo i po co, tobie jednak powiem. To człowiek naprawdę nieszczęśliwy. Pierwszym jego nieszczęściem była jego zdumiewająca brzydota. Zawsze mu się zdawało, że ludzie patrzą na niego z odrazą i że każdy uciekłby chętnie na jego widok…

– Od razu tak pomyślałam, gdy mnie zapytał, czy go się boję.

– Tak, tak… Ta brzydota była powodem jego rozpaczy. Ludzie uciekli od niego, a on jeszcze chętniej unikał ludzi. Był biedny, ale nie samotny, bo nawet rodzina nie utrzymywała z nim zbyt serdecznych stosunków, postanowił wybić się w jakikolwiek sposób i pokazać – przede wszystkim swoim najbliższym – że można być brzydkim, a jednak dokonać niepospolitych rzeczy. Wybrał drogę najpospolitszą, Umyślił sobie bowiem, ze skoro mu się uda zrobić wielki majątek, ukorzy tych, którzy jego chcieli ukorzyć. Pracował niezmordowanie, aby się przygotować do tego dzieła. Zamierzył wyprawę na Wschód, do Chin czy do Mandżurii, nie wiem tego dokładnie. Zanim jednak tam wyruszył, zdarzyła się rzecz najmniej podobna do prawdy. Znalazła się młoda dziewczyna, jakaś sierota, przezacne i przedobre stworzenie. Jak się to stało, tego nikt nie wie, dość że to słodkie biedactwo wzruszyło się jego losem. Była to raczej litość nad człowiekiem odtrąconym niż miłość, tak przynajmniej przypuszczał mój mąż. Obiecała, że za niego wyjdzie po jego powrocie ze Wschodu. Dziewczyna ta…

– Na imię jej było Ewa? Czy tak?

– Tak! Skąd o tym wiesz?

– Gdy pan Mudrowicz usłyszał moje imię, spojrzał nieznacznie na fotografię bardzo miłej osoby.

– Więc ma do dzisiaj jej fotografię, mój Boże!

– Nawet dwie.

– Biedny człowiek! – mówiła pani Zawidzka wzruszona. – Jeszcze nie zapomniał…

– Czy to było dawno?

– O, bardzo dawno! Pan Mudrowicz był młodym człowiekiem. Wyjechał niemal obłąkany z wielkiego szczęścia i nie było go przez trzy lata. Opowiadali, że robi wielki majątek na handlu.

– A co się działo z tą panienką?

– Otóż to! Co się działo z tą panienką? Źle się działo. Ponieważ pan Mudrowicz nie pisał do nikogo z rodziny, tylko do niej, więc u niej zasięgano o nim wiadomości. Najczęściej czynił to jego brat stryjeczny, podobno piękny chłopak i jeszcze wspanialszy lekkoduch. Zdaje się, że mu przyszło bardzo łatwo wyleczyć ją ze złudzeń litości. Piękny pan Mudrowicz był w Warszawie. Tamten pisał krótkie listy, a ten mówił wiele i zapewne pięknie. Pomińmy bowiem szczegóły… Piękny Mudrowicz, myśląc zapewne, że to, co uczyni, będzie doskonale mściwym żartem wobec bogatego i niemiłego krewnego, tak opętał dziewczynę, że wyszła za niego…

– O Boże! Jakże mogła to zrobić? – krzyknęła Ewcia.

– Tego ja ci, moje dziecko, nie wytłumaczę. Serce ludzkie jest pełne tajemnic. Litość z niego wywietrzała, a miłości w tym nie było. Ale najstraszniejsze rzeczy stały się potem dopiero. Piekny Mudrowicz porzucił żonę pół roku po ślubie, a ta nieszczęśliwa kobieta, o której Mudrowicz na Dalekim Wschodzie nic nie wiedział i do której wciąż pisał listy… Nie chcę opowiadać ci szczegółów tragicznych… Nie znam ich zresztą sama zbyt dokładnie i to tylko wiem pewnie, że serce tej kobiety, które oszukało się samo i które oszukali inni, nie mogło znieść nazbyt wielkiej udręki…

– Matko Boska!

– Gdy pan Mudrowicz wrócił bardzo bogaty i szczęśliwy, zastał grozę, pustkę i śmierć. Czy możesz sobie wyobrazić, co się z nim działo? Podobno zapamiętał się obawiano się, że popełni jakieś szaleństwo. Stało się jednak inaczej. Zdawało się, że ten człowiek stężał w rozpaczy i że skamieniał. Całe dnie przebywał na grobie kobiety tej jedynej, która się do niego uśmiechnęła i którą uwielbiał jak świętą. Jej nie winił. Całą nienawiść skierował przeciwko sprawcy tragedii i przeciwko całej swej rodzinie, bliższej i dalszej, uznawszy wszystkich za wspólnych winowajców. Że się nikt za nim nie ujął i że nikt go nie zawiadomił o tym, co się działo. Dowiedział się przy tym, że jego listy pisane w ostatnich czasach jego brat stryjeczny przejmował i głośno je odczytywał wśród rodziny.

– Ależ to wstrętne!

– Któż mówi, że to nie wstrętne? Na świecie jest wiele złych ludzi, Ewuniu… Wyrządzają sobie potworne krzywdy, czasem nie wiadomo dlaczego i po co. Na krzywdzie jednak nikt od początku świata nie zbudował swojego szczęścia… Nie wiadomo po co złamano życie dzielnego człowieka, który wierzył w ludzką uczciwość. Zrobiono z niego nieszczęśliwego dziwaka i nauczono go złości. Ten człowiek wszystko postanowił zamienić w zemstę, którą ścigał winnych i niewinnych. I to stało się może największym i najdotkliwszym jego nieszczęściem. Zemsta nigdy serca nie nakarmi… Nienawiść jest śmiertelną chorobą. Wypija krew z człowieka i oślepia go, bo człowiek, który żyje tylko myślą o zemście, ma na oczach mętną mgłę. Przestaje odróżniać ludzi sprawiedliwych od ludzi złych… I z kolei on wyrządza ciężkie krzywdy. A pan Mudrowicz zapamiętał się w zemście i jakoby postanowił ścigać swoją własną rodzinę do najmłodszego pokolenia. Od trzynastu lat dręczy się nieludzko i nic w nim nie zależało. My na przykład nie zawiniliśmy mu w niczym, a jednak nas by nie oszczędził… Gdyby nie ty, moje dziecko. Może się tobie udało przypadkiem dotknąć w jakiś sposób jego serce? Może się w nim na twoja prośbę uczynił, jest tak dziwne, że się jeszcze uspokoić nie mogę… Szkoda, straszna szkoda tego człowieka. Okropnie go skrzywdzono, ale i on nie zna miary w tym, co dotąd czynił.

– Nieszczęśliwy pan Mudrowicz – szepnęła Ewcia w zamyśleniu. – Pani nie ma pojęcia, w jakim on jest stanie.

Milczał przez chwilę, myśląc o tym człowieku.

– Napisałam do niego list tak serdecznie, jak tylko umiałam – rzekła pani Zawidzka.

– Och, to bardzo dobrze! – zawołała Ewcia. – Trzeba kuć serce, póki gorące.

– Słusznie! – uśmiechnęła się pani Zawidzka.

– A czy pani pozwoli, abym ja zrobiła dopisek?

– Ależ oczywiście! Masz ten list i pisz!