Выбрать главу

Ale jak wpleść „damy” bizony?

Po każdej inspekcji kapitan zjawiał się wśród klatek, gładził bizony i odprawiał zaklęcia. Patrząc na to, pierwszy oficer utwierdzał się w przekonaniu, że wszystkie te zabiegi zmierzają do jakiejś tajemni­czej, wielkiej sceny finałowej, podczas której kapitan może osobiście zaprezentuje bizony prezydentowi, stojąc wśród nich żywy i nie­tknięty. To byłoby coś! Myślami tymi jednak pierwszy oficer nie dzielił się z opiekunem bizonów, by go przedwcześnie nie trwo­żyć.

Gdy „Kościuszko” był już w połowie drogi do kraju, kapitan Eus­tazy podczas lunchu „pokochał” nagle kapelana. Do chwili wspom­nianego posiłku kapelan - jako biegun jednoimienny, jeśli idzie o siły nadprzyrodzone - był dla kapitana w najlepszym wypadku „obojętny”.

- KochAAAny mój kapelanie! - rozpoczął swe przemówienie kapitan. - Pogoda może się popsuć, a wówczas nie wiadomo, co się stanie z bizonami. Cała moja nadzieja w tobie, kochAAAny kapela­nie, że ty weźmiesz je pod swoją opiekę, dowieziesz do Polski i oddasz krajowi całe i zdrowe.

Kapelan poczerwieniał ze zdumienia, ponieważ nigdy dotychczas nie był przez kapitana „kochany”. Gdy nieco ochłonął, spytał prze­rażony:

- Jak pan kapitan wyobraża sobie moją opiekę nad bizonami? Widziałem je kiedyś na obrazku. Tych na statku nie miałem jeszcze szczęścia oglądać. Stworzenia te nie znają mnie, więc chyba poić i karmić ich nie mogę. Nigdy się tym nie zajmowałem.

- KochAAAny księże kapelanie! Nie o taką pomoc i opiekę chodzi - zareplikował kapitan. - Sam rozumiesz, że podobnie jak poganie, ochrzczeni przez ciebie, przeszliby pod twoją opiekę, tak samo, myś­lę, i bizony, ochrzczone przez ciebie, byłyby pod twoją duchową ochroną. Zauważ, kochAAAny kapelanie, że nie tylko imiona ludzi, ale także imiona koni przeszły do historii. Nawet mały piesek czy kotek ma swoje imię, a cóż dopiero takie olbrzymy, jak bizony czy żubry? Żubry to królewskie zwierzęta. Pozostawały niegdyś pod wyłączną opieką króla. Za życie żubra karano gardłem! - recytował kapitan Eustazy jak wyuczoną lekcję. - Rozumiesz więc, kochAA Any kapelanie, jaka troska miota mną o życie tych królewskich zwierząt. Są one na naszym pokładzie pod moją opieką, a powinny być i pod twoją. Jeśli zdajesz sobie sprawę z ważności sytuacji, to dokonasz chrztu tych królewskich zwierząt!

Wyjaśnienia te odebrały mowę duchownemu. Poczerwieniał i zdumiony wpatrywał się w kapitana. Kapitan zaś, nie czekając, aż ksiądz mowę odzyska, roztaczał w dalszym ciągu wizję pomocy, jakiej oczekiwał od niego, jako od urzędowego kapelana „Kościuszki”.

- Z okazji chrztu bizonów wskrzesisz, kochAAAny kapelanie, mszę żeglarską, inaczej  morską zwaną. Odprawisz ją na pokładzie w pobliżu klatek z bizonami. Następnie ochrzcisz każdego z osobna. O rodzicach chrzestnych też już pomyślałem. Matkami będą studentki, ojcami zaś - starszy oficer i opiekun bizonów. Pozostałych dwóch dobierze się drogą losowania, podobnie jak to musiano zrobić z marynarzami, którzy pragnęli opiekować się tymi kochanymi zwie­ rzętami.

Oniemienie księdza kapelana zaczęło z wolna ustępować. Na razie zdołał tylko - na znak protestu - wznieść obie ręce. Dopiero po chwili powiedział:

- Panie kapitanie! Wymaga pan ode mnie rzeczy niemożliwych! Msza żeglarska dawno już została zakazana, a i warunki na razie są takie, że nie ma żadnego uzasadnienia, by ją odprawić. Chrztu bizonów też nie mam prawa dokonać, pomimo że są to, jak i wszys­tkie inne, stworzenia Boskie...

Łatwiej byłoby jednak lawinę z niebotycznych gór w pół drogi zatrzymać, niż odwieść kapitana Eustazego od raz powziętej decyzji. Obecny przy tej scenie intendent przyglądał się księdzu jak skaza­nemu na śmierć. W każdym razie był pewien, że kapitan księdza do „prawdziwej wiary chrześcijańskiej doprowadzi”.

- Dawniej - odpowiedział kapelanowi kapitan, hamując gniew - księża na małych drewnianych okrętach mieli wielkie i odważne serca. W kapelanie współczesnym, który nie kocha nie tylko morza, ale i swego statku, nie wskrzeszę dawnych tradycji. Jednakże pewne wymagania na MOIM statku w stosunku do MEGO kapelana mogę mieć. Bo jeśli głową Kościoła mógł być panujący, to ja jako Pierwszy po Bogu (tytuł powszechnie przez wszystkich uznany, jak księdzu kapelanowi chyba wiadomo) jestem w pewnym stopniu nawet wła­dzą duchowną księdza kapelana. Jako ta władza mam prawo prosić księdza kapelana o wspólną opiekę nad powierzonymi nam pasaże­rami. Jeśli ksiądz kapelan nie chce czy, jak ksiądz kapelan twierdzi, nie może odprawić mszy żeglarskiej, która by najbardziej do tej uroczystości się nadawała, to można odprawić mszę zwykłą. Przecież cielątka i inne stworzenia, jak księdzu wiadomo, były w stajence i o nich nawet się śpiewa, a w naszym kraju w Noc Wigilijną lud prosty dzieli się z nimi opłatkiem i wieczerzą. Fakt, że bizonów w Palestynie nie było, ale nie mogą one ponosić za to odpowiedzialności. Nie można ich traktować gorzej niż inne stworzenia Boże. Mam nadzieję, że ksiądz swej pomocy w opiece nad bizonami nie odmówi. Na nasze bizony czeka cały kraj!

Kapelan był przerażony druzgocącą logiką wywodów kapitana oraz jego znajomością obyczajów i liturgii. Kapitan, ku zdumieniu kapelana, wiedział nawet o mszy żeglarskiej odprawianej niegdyś na żaglowcach, na których z powodu silnego kołysania nie do pomyś­lenia była manipulacja z winem. Właśnie z tego powodu mszę tę nazywano również „suchą”.

- Mszę zwykłą odprawić mogę, ale chrzcić bizonów nie będę - słabym głosem bronił się kapelan.

- No dobrze! Niech będzie rnsza zwykła - uczynił ustępstwo kapi­tan. - Ale pokropić bizony wodą święconą to chyba ksiądz może? Bo jeśli kropi się pisanki... Jeśli we Włoszech, tuż obok Stolicy Apostol­ skiej, ojcowie zakonni olejem świętym błogosławią konie, krowy iowce przyprowadzane przez okolicznych wieśniaków... Nie żądam przecież, by ksiądz kapelan namaszczał olejem świętym nasze bizo­ny, ale pokropić je wodą święconą to już na pewno ksiądz może!

Miażdżąca argumentacja kapitana, jak zwykle oparta na „rozległej wiedzy historycznej”, stawała się coraz żarłiwsza:

- Zmusić, naturalnie, księdza nie mogę.Jeśli jednak ocean zabierze nam bizony, winę za to będzie ponosił i ksiądz kapelan, ponieważ pomocy w opiece nad nimi udzielić nie chciał. Naturalnie, jeśli ksiądz kapelan sobie życzy, mogę zrobić na ten temat odpowiedni zapis w dzienniku okrętowym.