Wiadomość o darze Polonii amerykańskiej dla Pana Prezydenta Rzeczypospolitej dotarła do Polski wcześniej aniżeli sam dar w postaci czterech bizonie.
„Ilustrowany Kurier Codzienny” z 29 października 1934 roku zamieścił notatkę, w której jako przyszłą siedzibę czterech bizonie wymienia nowy zwierzyniec w miejscowości Książ w nadleśnictwie Smardzewice nad Pilicą.
Hrabina
- KochAAAny mój, w moim imieniu przywitasz przy trapie korpus dyplomatyczny i generalicję, które przybędą powitać hrabinę, a następnie przyprowadzisz wszystkich do baru kabinowego. Będziemy ich tam oczekiwali z hrabiną.
Pierwszy oficer Jerzy Mieszkowski, w Szkole Morskiej w Tczewie zwany „Szermierzem”, powtórzył otrzymany rozkaz tak, jak kapitan lubił: głośno, wyraźnie wymawiając każde słowo. A w duchu pomyślał, że od przybycia w Nowym Jorku na „Kościuszkę” hrabiny wszystko się w głowie kapitanowi przemieszało.
Korpus dyplomatyczny i generalicja! Czego jeszcze ten człowiek w związku z hrabiną nie wymyśli?
Przyglądając się kapitanowi, ubranemu w mundur kroju surdutowego, do kolan (w Marynarce Wojennej mundur numer jeden), z orderami przypiętymi na piersi - pierwszy oficer nie miał wątpliwości, że kapitan sam głęboko wierzy w ten „korpus dyplomatyczny i generalicję”, przed którymi spodziewa się odegrać jedną ze swych ulubionych wielkich róclass="underline" Kapitana Siedmiu Mórz, rozmawiającego z każdym dyplomatą w jego ojczystym języku.
Pierwszy oficer zasalutował kapitanowi i wyszedł z jego kabiny na mostek, uśmiechając się pobłażliwie.
Był to rok 1935. „Kościuszko” po przebyciu Atlantyku stał teraz na kotwicy u wrót Kopenhagi. Pogoda była bezwietrzna i słoneczna, widzialność bardzo dobra. „Pierwszy”, chcąc mit ć czas na spotkanie zapowiadanych dostojników i na zawiadomienie o ich przybyciu kapitana, wziął lornetkę i zaczął pilnie śledzić każdą wychodzącą z portu na redę motorówkę.
Może być tłum - rozmyślał. - Mieszkający na wyspach Duńczycy gromadne spotkania mają we krwi. Pod każdym statkiem zawsze jest tłum spotykających bliskie sobie osoby. Dla ułatwienia rozpoznania wśród tej rzeszy każda grupa witających niesie nad sobą na wysokich kijach rozpostarty transparent z napisem, kogo dana grupa spotyka. Na przykład: „Witamy Anię Andersen. Witaj nam!” Hrabinę na pewno przyjedzie spotkać wiele osób. „Korpus dyplomatyczny i generalicja” - myśl o nich nie opuszczała pierwszego oficera. Kapitan oszalał z tą hrabiną, która mu z ust nie schodzi. A zaczęło się to wszystko przecież wprost przeciwnie do tego, co jest teraz.
Kapitan „temat hrabiny” rozpoczął w Nowym Jorku, w przeddzień wyjścia do Gdyni:
- KochAAAny mój, o godzinie jedenastej spotkasz przy trapie jakąś damę, która ci oznajmi, że w porozumieniu z agentem przyjechała obejrzeć nasz statek. Przyprowadzisz ją pod drzwi mojej kabiny i zameldujesz po angielsku, że jakaś dama pragnie obejrzećnasz statek. Co dalej, to ci powiem, gdy już będzie ta dama.
Pierwszy oficer miał właśnie odmaszerować, gdy kapitan, który uważał, że wiele ludzi nie pojmuje jego nosowej wymowy języka angielskiego, zatrwożył się, że „pierwszy” też może do nich należeć i nie będzie wiedział, co z damą zrobić. Zatrzymał go więc i dodał:
- KochAAAny mój, na wszelki wypadek, gdybyś mnie nie dosłyszał, przeprosisz ją i powiesz, że w porcie jestem zawsze bardzo zajęty i spytasz, co chce u nas zobaczyć. Zaprowadzisz ją tam, gdzie będzie sobie życzyła. Naturalnie najlepiej będzie, jeśli ją zaprowadzisz do pomieszczeń pasażerów kabinowych. Klaudia doprowadziła je jużdo należytego porządku, możesz się więc w nich najdłużej zatrzymać. Bar kabinowy również już jest w porządku i barman będzie na miejscu. Pokażesz jej bar i tam będziesz z nią tak długo, aż ja przyjde.
Punktualnie o godzinie jedenastej zjawiła się na trapie bardzo wytworna wysoka dama i widząc nadchodzącego pierwszego oficera oznajmiła mu, że jej agent zapewnił ją, iż może obejrzeć statek. Chciałaby się również zobaczyć z kapitanem statku. Dama mówiła po angielsku.
Pierwszy oficer powitał ją i poprosił, by zechciała pofatygować się z nim do kapitana. Dama wydawała się zaskoczona i zdziwiona, że kapitan osobiście nie przyszedł do trapu, by ją powitać, lecz że ona sama ma się do niego udać. Zgodziła się jednak towarzyszyć oficerowi.
Zgodnie z poleceniem, pierwszy oficer zastukał do kabiny kapitana. Nim zdążył zameldować o wizycie damy, zza zamkniętych drzwi rozległy się nosowe dźwięki i okrzyki w języku angielskim, z których z wielkim trudem można było sklecić następujące zdania: Jestem bardzo zajęty! Co się stało?! Czy jest to coś tak bardzo pilnego, by mi teraz przeszkadzać, gdy jestem taki zajęty? Czy nigdy nie będę miał spokoju w tym porcie?