Выбрать главу

Przy ostatnimi zdaniu drzwi wprost zadrżały od nosowych dźwię­ków kapitana. „Pierwszy” wyjaśnił, że „lady” przyjechała i życzy sobie obejrzeć statek.

- W tej chwili nie mam czasu na te sprawy. Gdy skończę podpi­sywać najbardziej pilne dokumenty, natychmiast przyjdę. Proszę panią przeprosić i pokazać jej wszystko, co sobie życzy... - Donośne dźwięki przeszły w ledwo dosłyszalne mamrotanie.

Dama w pierwszej chwili wydawała się oszołomiona, potem zdu­miona, ale wbrew obawom oficera nie wpadła w gniew. Nawet cienia gniewu nie mógł się dopatrzyć na jej pięknej twarzy.

Chcąc zatrzeć niekorzystne wrażenie, wywołane „nosowo-angielskim” przemówieniem kapitana, oficer zaczął bardzo serdecznie przepraszać damę w języku francuskim. Nie był pewien, czy dama zna ten język, ale wydał mu się w tej chwili bardziej stosowny do przeprosin niż angielski. Starał się mówić jak umial najwytworniej. Okazało się, że dama zna francuski i w tym języku zapytała oficera, czy jest Francuzem i dlaczego kapitan mówił po angielsku.

- Nie jestem Francuzem - wyjaśnił pierwszy oficer - ale w Polsce wszyscy, którzy kończą szkoły, mówią albo po francusku, albo po niemiecku. Poza tym przez parę lat pływałem do Indochin na fran­cuskim statku. Kapitan zaś mówił po angielsku, ponieważ w Nowym Jorku wszyscy interesanci bez wyjątku mówią po angielsku i w ten sposób kapitan wszystkich oficerów zmusza do mówienia w tym języku.

Tu zaczął usprawiedliwiać kapitana, że w porcie jest on zawsze obarczony pracą i że sam osobiście stara się wszystkiego dopa­trzyć.

- Kapitan nie miał pojęcia - zapewniał gorąco - że to właśnie pani zaszczyca teraz swoją wizytą nasz statek. Kapitan jest uosobieniem rycerskości wobec kobiet i musiał dzisiaj być wyjątkowo zajęty, skoro nie mógł natychmiast osobiście pokazać pani statku. Jestem przeko­nany, że gdy tylko podpisze najpilniejsze dokumenty, natychmiast będzie służył pani swoją osobą.

Dama od pierwszego wejrzenia spodobała się oficerowi. Szczerze bolał więc w duchu nad przykrością wyrządzoną jej przez kapitana. Ale skąd kapitan mógł wiedzieć, że to taka kobieta? Nie potrafiłby jeszcze powiedzieć jaka, ale czuł się zniewolony jej wyglądem, spo­sobem bycia i osobowością. Widząc, że powaga, pod postacią której domyślał się niezadowolenia, ustępuje miejsca pogodnemu uśmie­chowi, zdecydował się zapytać ją, co pragnie zobaczyć na „Kościusz­ce”.

Dama, zupełnie już rozpogodzona, odpowiedziała;

- Syn mój odbył podróż na tym statku z Kopenhagi do Nowego Jorku. Chciałabym zobaczyć, w jakich warunkach podróżował. Jak wygląda kabina, w której mieszkał. Jak wygląda bar, jadalnia...

Rozmowa ta odbywała się w hallu prowadzącym do pomieszczeń pasażerów kabinowych. Pierwszy oficer zobaczył idącą korytarzem stewardesę kapitana, Klaudię, więc spytał ją, czy nie pamięta, w której kabinie odbył podróż z Kopenhagi do Nowego Jorku mały chłopczyk.

- Chłopczyk? - zdziwiła się Klaudia. - W ostatniej podróży nie było żadnego małego chłopczyka. Najmłodszy pasażer mieszkał tutaj, w tej kabinie. Ale to nie był mały chłopczyk. - Klaudia otworzyła drzwi kabiny.

Rozmowa z Klaudią była prowadzona w języku polskim, mimo to pierwszy oficer wolał nie wyjaśniać dłużej kwestii wieku chłopca.

- Z tego, co mówi stewardesa - zwrócił się do damy - jest to ta kabina. Proszę bardzo.

Komfort „Kościuszki” w porównaniu z komfortem współczesnych nowych statków oceanicznych, takich jak „Normandie”, był jak gdyby z zeszłego stulecia. To wcale nie oznaczało, że w zeszłym stuleciu nie podróżowano wygodnie, a nawet luksusowo.

Pierwszy oficer stwierdził, że kabina jest w idealnym porządku i spokojnie przyglądał się oględzinom przeprowadzanym przez cie­kawą każdego szczegółu damę.

Tymczasem dama z widoczną znajomością rzeczy badała czystość schowków i zakamarków, nie dając się uwieść blaskowi wyczyszczo­nego niklu, brązu i szkła jak również nieskalanej czystości bielizny pościelowej. Najbardziej ukryte przed okiem miejsca za firankami zostały również sprawdzone przez nieznajomą. Kiedy z kolei przy­stąpiła do przeprowadzania szczegółowej inspekcji koi, oficer zaczął zachodzić w głowę, co kryje się za tą niespodziewaną kontrolą. Kim jest dama? Nie wygląda na tajnego urzędnika jakiegoś biura odpo­wiedzialnego za czystość na statkach. Ale wyraźnie czegoś szukała. A może kobieta-detektyw? Jest wysportowana. Sposób trzymania się i ruchy wskazują, że musiała dużo jeździć konno.

Sam się zagalopowujesz - przyhamował siebie „pierwszy”. - Po prostu rzeczywiście jej dzieciak jechał w tej kabinie i coś zostawił. Dzieciak? Dzieciaka w ogóle nie było. Tak powiedziała stewardesa. A więc kto? Ktoś, kto ją intersuje i kogo podała za swego syna? Usiłuje teraz znaleźć coś ukrytego w kabinie przez tamtą osobę. Robi to zresztą otwarcie. Ale to coś jest chyba w jakimś schowku nie znanym ani stewardesom, ani celnikom.

Gdy dama skończyła wreszcie przegląd koi, odwróciła się do pier­wszego oficera i powiedziała:

- Dziękuję. Bardzo dziękuję.

- Co teraz pani życzy sobie zwiedzić na naszym statku?

Dama zwlekała z odpowiedzią. Zgodnie więc z instrukcją otrzy­maną od kapitana pierwszy oficer zaproponował obejrzenie baru. Zgodziła się natychmiast.

W tym barze wszystko było gotowe na przyjęcie gości, z wyjątkiem mocnych trunków. Zostały zaplombowane przez celników.

Barman powitał damę ukłonem, rozkładając ręce, co według niego miało oznaczać: „Przepraszam, ale tego, co najlepsze, nie posiadam. Jestem zupełnie bezradny”. Przyzwyczaił się, że każda osoba, która podczas postoju w Nowym Jorku trafiała do jego baru, była sprag­niona polskich wódek. Innych napojów nigdy nie ośmielał się nawet proponować.

Dama, domyślając się, że czekają na kapitana, zainteresowała się jednym z obrazów wiszących w barze. W momencie gdy pierwszy oficer skończył objaśniać, co obraz przedstawia i kto go malował, do baru wszedł kapitan. Słysząc rozmowę prowadzoną w języku fran­cuskim, kapitan już na odległość zaczął przeprosiny w tym języ­ku:

- W porcie mam znacznie więcej roboty niż na oceanie. Byłem zajęty aż do tej chwili. Nie mogłem się oderwać ze względu na cenny czas innych ludzi związanych pracą ze mną. Myślę, że znajdę u pani zrozumienie i przebaczenie.