Jeśli dama była zdumiona znajomością francuskiego u pierwszego oficera, to paryski akcent i wymowa kapitana całkowicie ją oszołomiły. Przeprosiny zostały podane w tak ujmującej formie, że dama z miejsca przebaczyła kapitanowi początkowe chłodne przyjęcie i wyciągnęła pojednawczo rękę, mówiąc:
- Rozumiem i przepraszam za najście. Nie mogę się pozbyć złudzenia, że jestem na francuskim statku.
Trzymając w obu dłoniach podaną rękę, kapitan przypomniał sobie, że zapomniał się przedstawić. Pani wciąż pozostawała osobą nieznaną.
- Co mogę pani teraz pokazać na moim statku? Co panią interesuje? - spytał kapitan.
- Dziękuję, zobaczyłam już wszystko, co chciałam, dzięki uprzejmości pana oficera. Sprawdziłam, na ile mój syn był ścisły, opisując swą podróż na tym statku.
- Pani syn? Opisy wał podróż? - zdumiał się kapitan. - Pani syn już umie pisać?
- Mój syn studiuje na uniwersytecie w Stanach Zjednoczonych. Opisywał mi bardzo szczegółowo podróż na pana statku. Pozostawiła na nim niezatarte wrażenie. Chcąc go zawsze jak najlepiej rozumieć i pragnąc mieć z nim wspólny temat, staram się zobaczyć te miejsca, w których był. Poznać tych ludzi, którzy jemu się spodobali. Dlatego tu jestem. Syn mój jest jedynakiem i cały mój czas - a mam go dużo, bo mąż mój prawie stale przebywa poza domem, a często poza krajem - poświęcam synowi.
„Pierwszy” słuchał tego wszystkiego z niedowierzaniem. Dama wyglądała bardzo młodo. Nawet po wnikliwym przyjrzeniu się jej trudno było przypuszczać, że zbliża się do czterdziestki. Z drugiej strony, sposób oglądania miejsc, w których syn jej byt, miał według „pierwszego” zupełnie inny charakter. Musiała się w tym kryć jakaś tajemnica, której nie mógł odgadnąć. Bardzo chciałby usłyszeć, jakiego tematu do rozmowy z synem szukała dama, przeprowadzając tak dokładną inspekcję kabiny, w której mieszkał. Oficer wiedział, że musi odejść, skoro kapitan już jest, ale jeszcze zwlekał. Sądził, że może jednak usłyszy coś, na co kapitan, nie będąc przy oględzinach kabiny, na pewno nie zwróci uwagi, a co pozwoliłoby mu rozwikłać tajemnicę.
- Wybaczy pani, że ośmielę się zapytać o pani nazwisko - powiedział kapitan.
Zaledwie dama je wymieniła, pierwszy oficer natychmiast przypomniał sobie duńskie hrabiątko, syna admirała, polecone specjalnej pieczy kapitana przez dwór królewski. Paniątko to po raz pierwszy w życiu miało odbyć podróż samotnie, oderwane od matki i swego środowiska. Kapitan nie zawiódł królewskiego zaufania. Nie tylko zupełnie podbił wyobraźnię i serce młodziutkiego chłopca, ale stał się dla niego prawdziwym bożyszczem. Przez całe dnie chłopak nie odstępował kapitana. Dosłownie od otwarcia do zamknięcia powiek podziwiano troskliwość kapitana, bo chłopak absolutnie się nie nadawał na kompana przy biesiadach, do których kapitan przywykł. Otoczeniu kapitana na początku wydawało się, że kapitan, urządzając swe wieczorne wielojęzyczne seanse wokalno-muzyczno-deklamacyjne przy akompaniamencie gitary, zupełnie zapomniał o istnieniu takiego trunku, jak koniak. Musiały to być ciężkie dni dla kapitana. Za to chłopiec był przekonany, że los pozwolił mu spotkać najlepszego lingwistę i najlepszego nawigatora na świecie. Któregoś wieczoru w zapale powiedział, że widzi w kapitanie Kolumba i Vasco da Gamę w jednej osobie, a schodząc ze statku oświadczył publicznie, że go nigdy, ale to nigdy nie zapomni. Obaj rozstanie zaprawili łzami.
Kapitan na dźwięk wymówionego przez damę nazwiska omalże nie pochwycił jej w swe ramiona.
- Wygląda pani hrabina na jego siostrę, chociaż jest pani mało do niego podobna, ale trudno mi uwierzyć, że jest pani jego matką. - Tu kapitan rozpoczął na swój sposób „balladę” o cudownym młodzieńcu, tak mu bliskim, że chwilami można było kapitanowi przypisać ukryte, ale bardzo dumne ojcostwo.
Bogactwo przymiotników w języku francuskim pozwoliło kapitanowi odmalować portret młodzieńca w tak żywych barwach, że matce się wydawało, iż widzi syna tuż przy sobie. Nie usiłowała nawet ukryć wzruszenia. Starała się tylko hamować jego wyraźniejsze oznaki.
Widząc, że hrabina jest osobą niezwykle uczuciową, kapitan natychmiast zmienił temat rozmowy, by pozwolić wzruszonej matce odzyskać zachwianą równowagę, i zaproponował przejście do jego kabiny. Zaprosił też do towarzystwa pierwszego oficera.
Zmiana miejsca wpłynęła uspokajająco na piękną damę. Rozmowa o synu całkowicie już zatarła wszelkie ślady pierwszego przykrego wrażenia, jakie na niej wywarło szorstkie powitanie jej osoby - nie widzianej co prawda, ale zapowiedzianej przez agenta i pierwszego oficera.
Zaledwie hrabina zajęła miejsce w fotelu, kapitan zaproponował prowadzenie rozmowy w jej rodowitym języku i natychmiast powtórzył znane już na pamięć całej załodze zdanie:
- Moi oficerowie wszyscy mówią po duńsku.
Jeśli chodzi o pierwszego oficera, kapitan miał trochę racji, ponieważ „pierwszy” jakiś czas pływał jako asystent na „Polonii”, gdy była ona jeszcze - podobnie jak „Kościuszko” - jednym z klejnotów duńskiej księżniczki Dagmary i gdy cała załoga statku, wraz z kapitanem, składała się z'Duńczyków. Znając tę słabość kapitana, oficerowie zawsze mieli w zanadrzu parę zdań w języku duńskim, by jak po pojedynku „honorowi stało się zadość”.
- Chyba żeby się przekonać, w jakim stopniu opanował pan kapitan i mój język rodzinny - odpowiedziała hrabina - ponieważ syn mi napisał, że mówi pan wszystkimi językami europejskimi. - Ale w dalszym ciągu, prawdopodobnie ze względu na pierwszego oficera, mówiła po francusku.
Kapitan naturalnie natychmiast przeszedł na język duński i oznajmił, że tylko najlepszym szampanem można uczcić zaszczyt poznania hrabiny.
- Mój pierwszy toast będzie na cześć tak niezwykłej matki, która potrafiła wychować tak wspaniałego młodzieńca.
Kapitan osobiście obsługiwał swych gości - hrabinę i pierwszego oficera. W każdym jego ruchu znać było wielką wprawę i ogromne doświadczenie. Wszystko czynił bez cienia najmniejszego wysiłku. Przy odkorkowywaniu butelki, której nie pozwolił otworzyć pierwszemu oficerowi, i nalewaniu musującego płynu do kielichów nie uronił ani jednej kropelki cennego napoju.