Выбрать главу

Następnego dnia wystawione na nabrzeżu czujne oko zawiado­miło na czas kapitana o przybyciu hrabiny na statek.

Kapitan spotkał ją przy trapie i odprowadził do kabiny, zamie­nionej w oranżerię jej ulubionych czerwonych i białych róż. Przed zejściem do głównego salonu na pierwszy obiad, przy którym, zgod­nie z tradycją przyjętą na wszystkich dużych statkach pasażerskich, nie obowiązywał strój wieczorowy, nastąpiło oficjalne powitanie hrabiny przez kapitana w obecności wszystkich pasażerów kabino­wych i zapoznanie się ich między sobą.

Gdy skończyły się ceremonie zapoznawcze, po których pasażero­wie (na razie) nadal niczego o sobie nie wiedzieli, kapitan wzniósł toast na cześć hrabiny:

- Witaj nam, dostojna Pani, Twoją wolą i łaskawością dla nas przeniesiona na mój statek. Twe laresper marini uścielą Ci drogę przez ocean do Twej ojczyzny, tkaną złotem słońca i srebrem księżyca, a Twe penates famiiieris różami uścielą Ci każdy Twój krok na naszym statku.

Po spełnieniu toastu asystent ochmistrza zbliżył się do kapitana z pękiem biało-czerwonych róż, które kapitan ofiarował hrabinie. Przy dźwiękach marsza El Capitano hrabina została przez kapitana wprowadzona do jadalni i zajęła z jego prawej strony miejsce przy stole. Jadalnia iskrzyła się tysiącami świateł odbitych w kielichach i zastawie, na tle bieli serwet ustawionych w piramidy, pomiędzy którymi rzucone były róże w odcieniach od śnieżnej bieli do ciemnej purpury. Orkiestra statkowa grała ulubione utwory hrabiny. Menu składało się z jej ulubionych potraw. Francuska kuchnia, której hołdował kapitan, była również ulubioną kuchnią hrabiny.

Pierwszy poranek na oceanie powitał hrabinę słońcem i ciszą, stewardesa zaś - pozdrowieniami i wiązanką róż od kapitana oraz zapytaniem, jak się dziś hrabina czuje po nocy spędzonej na jego statku. I tak już do ostatniego dnia podróży witali hrabinę ocean i stewardesa.

Pierwszy posiłek hrabina przyjmowała w kabinie. Toaletę koń­czyła o dwunastej i udawała się do baru, w którym nieodmiennie oczekiwał jej już kapitan. Po wygłoszonym przez kapitana w języku francuskim powitaniu, do którego należało również podziękowanie za czar i urok, jaki hrabina roztacza na jego statku, następował koktajl. Niestety, hrabina zdecydowanie nie lubiła koniaku. Była to jedyna chmurka, która zaciemniała kapitanowi jasne niebo w tej podróży i z powodu której nie były przeprowadzane obserwacje astronomiczne gwiazdozbiorów na butelkach. Potem był lunch.

Po lunchu hrabina układała się na leżaku ustawionym na mostku. Kapitan osobiście i pieczołowicie sprawdzał, czy hrabina została należycie spowita w koce, czy leży w odpowiednim miejscu, w zależ­ności od słońca i prądów powietrznych. Po krzepiącym nerwy śnie na powietrzu hrabina budziła się zdrowsza, młodsza i z coraz większą sympatią dla statku.

Jak dobry nawigator pilnuje wschodu słońca dla obliczenia cał­kowitej poprawki kompasu, tak kapitan pilnował podniesienia powiek przez hrabinę po jej śnie popołudniowym, witając ją w tym momencie tak owacyjnie, jak gdyby wracała z dalekiej zamorskiej podróży. Po jakimś czasie zjawiał się steward z czarną kawą dla hrabiny i kapitana oraz z ciastkami specjalnie według życzeń hra­biny przygotowanymi. Kapitan zasiadał do kawy na drugim leżaku, bawiąc hrabinę opowiadaniami z tysiąca i niejednej nocy w Paryżu, mającymi na celu utrzymanie hrabiny w dobrym nastroju, by ani przez chwilę nie odczuła przykrej dla niektórych pasażerów mono­tonii, zbliżonej do atmosfery więzienia, ofiarowującego jedyną atrakcję polegającą na możliwości utopienia się, o jakiej w zwykłym więzieniu na lądzie nie można nawet marzyć. Rozbawiona hrabina z nie udawanym żalem pozostawiała mostek i szła do kabiny, by się odświeżyć i upiększyć do obiadu, przy którym nieodmiennie obo­wiązywały poczucie humoru i dowcipna rozmowa.

Stewardesa Klaudia, która pomagała hrabinie przy toalecie, była coraz bardziej nią oczarowana. Uważała tę panią za najbardziej udaną hrabinę na świecie i za najlepszą pasażerkę, jaką poznała w swym życiu na statku. Zawsze zadowolona, ujmująca delikatnością bycia - takiej damy Klaudia w swej długoletniej praktyce jeszcze nie widziała. Zachwyt Klaudii podzielała cała załoga. Przebywając co dzień na mostku, hrabina poznała wszystkich oficerów, sterników i marynarzy. Mity uśmiech na powitanie każdej nowej zmiany na sterze i mostku zjednywał jej coraz większą sympatię „bardzo dob­rych nieznajomych”. W rozmowach wśród kolegów mówiono o niej nie inaczej, jak „nasza hrabina”. Wszyscy na statku wiedzieli, natu­ralnie pod sekretem, jaką opinię o „Kościuszce” otrzymała hrabina od konkurencyjnego agenta. Wiedziano również ojej decyzji prze­konania się, jak dalece prawdziwa jest ta „reklama”.

Szef kuchni po każdym obiedzie dowiadywał się, czy jego dania smakowały hrabinie. Po kilku dniach podróży wiadomości z ust trzecich już nie mogły zaspokoić szefa i poprosił o audiencję, po której wszystko było robione wyłącznie według życzeń „naszej hra­biny”. Za przykładem szefa kuchni poszedł cukiernik, twierdząc, że on jest najbardziej powołany do rozmowy z hrabiną, ponieważ to on głównie osładza jej życie na statku, a nie szef kuchni. Barman dwoił się i troił przy dobieraniu smaków koktajlowych dla niej, zapomi­nając o innych pasażerkach.

Po obiedzie następowała chyba najmilsza dla hrabiny część dnia na statku, zwana przez oficerów „seansem” u kapitana. W jasno oświetlonej kabinie, w wesołym nastroju, w gronie dobranych i wybranych gości pito kawę, i nie tylko. Nikły powoli światła. Gdy zapanował półmrok, kapitan przy akompaniamencie gitary rozpo­czynał melodeklamacje. Były to ballady i wiersze okolicznościowe, skomponowane na cześć hrabiny, którą kapitan z każdym dniem poznawał coraz dokładniej. Ballady czyniły hrabinę bohaterką w jej kraju, pełną wiary w siebie i w swe możliwości; w tempie marszów triumfalnych wyczarowywały przyszłość jej i jej syna. Były odzwier­ciedleniem marzeń hrabiny, pozwalały jej śnić na jawie.

Ballady układał kapitan w języku ojczystym hrabiny, po duńsku. Samą hrabinę opiewał wierszem francuskim, twierdząc, że jedynie ta mowa zdolna jest oddać jej urok.

Balladami i wierszami byli zachwyceni wszyscy uczestnicy „sean­su”, ale najbardziej sama hrabina, która nigdy w życiu nie słyszała komponowanych na swą cześć utworów, mówiących o jej najser­deczniejszych marzeniach.