Выбрать главу

- KochAAAny mój! Wpisz do dziennika, że podczas sztormu dowodzę jednocześnie trzema statkami. Pozycja nasza na MERIDIEM jest... o tutaj!

Kapitan bardzo lubił wyrażenie MERIDIEM, które oznaczało połud­nie. Od tego momentu liczyła się nowa doba okrętowa, liczba przebytych podczas tej doby mil, zużycie zapasów paliwa i słodkiej wody. Nakreślił na mapie krzyż w kółku. Symbol ten oznacza pozycję obserwowaną. Obok postawił litery MP, oznaczające pozycję w południe danego dnia. I zszedł z mostku na lunch.

Ciężka troska zaległa duszę oficera nawigacyjnego. Jak zapisać w dzienniku otrzymany od kapitana rozkaz, że w czasie sztormu dowo­dzi trzema statkami jednocześnie?! Usiłował kilka razy napisać to na kawałku papieru „na brudno”: „Kapitan podczas sztormu od godziny 11.50 dowodzi trzema statkami - naszym i dwoma, które znajdują się w pobliżu nas. Na prośbę tych statków kapitan o godzi­nie 11.50 objął nad nimi dowództwo...” Nie brzmiało to przekony­wająco. Oficer nawigacyjny wyszedł na mostek, by ochłonąć i pomy­śleć nad zmianą zapisu. Przez szyby widać było długie szare fale, pokryte białą pianą. Zalewały dziób, piętrzyły się pod mostkiem, jak gdyby dymiąc białawym pyłem. Zmniejszona prędkość statku łago­dziła nieco ich uderzenia.

Na mostek zajrzał starszy oficer, niespokojny o całość transatlantyka. Nawigacyjny, szukając u niego pociechy, zwierzył się ze swojej troski. Na dźwięk słowa „kapitan” skóra na twarzy starszego oficera przybrała kolor purpurowy i jak zwykle, gdy go coś zbytnio podnie­ciło, zacinając się przy niektórych samogłoskach, powiedział:

- Pa-aanie! Już wszyscy pasażerowie pierwszej klasy o-oo tym wiedzą i pyy-ytają, pa‑aanie, ja-ak to ten „genialny wilk morski” wydaje ro-oozkazy trzee-em staa-atkom jednocześnie. Czło-oowiek nie wie, gdzie się ze wstydu scho-oować przed pasa-aażerami. Nie-eech pa-aan zaczeka do jutra, to mo-ooże za-apomni... je-rśh co-ooś no-oowego wymyśli. Nie ma-aa pa-aan większe-eego zma-aartwienia?

Nawigacyjnemu od razu wrócił humor. Rzeczywiście! Nie pomy­ślał o tak prostym wyjściu.

Kolejny dzień nie przyniósł ulgi w pogodzie. Przeciwnie: sztorm wzmagał się. Przed południem na mostku zjawił się kapitan.

- KochAAAny mój! - zwrócił się do oficera nawigacyjnego. - Dlaczego masz tylko trzy ołówki w nawigacyjnej?

- Jeden ołówek jest dla pana kapitana, jeden dla asystenta, a jeden dla mnie, panie kapitanie! - odpowiedział nawigacyjny. - W szufla­dzie są jeszcze dwa pudełka pełne nowych ołówków...

- KochAAAny mój! Za mało masz przyborów piśmiennych w nawigacyjnej. Za mAAAło!

- Dotychczas to zawsze wystarczało, panie kapitanie! Nie rozu­miem, co pan ma na myśli?

- KochAAAny mój! Za mało, bo nie miałeś czym zapisać w dzien­niku okrętowym, że podczas sztormu dowodzę trzema statkami jed­nocześnie.

Zanim oficer znalazł usprawiedliwienie, do kabiny nawigacyjnej wszedł asystent pokładowy i zameldował, iż fala uszkodziła jeden z trapów dziobowych.

- KochAAAny mój! Widzę, że będę musiał teraz sam wszystko zapisywać w dzienniku! - Z tymi słowami kapitan, zwalczając prze­chyły przy intensywnej pomocy rąk, ruszył z nawigacyjnej na mos­tek, by obejrzeć szkody wyrządzone przez fale.

Wieczorem oficer nawigacyjny zobaczył zapis w dzienniku, uczy­niony własnoręcznie przez kapitana:

STATEK IDZIE WSZYSTKIMI MOCAMI, ŻEBY UCHRONIĆ SIĘ PRZED SIŁAMI WYŻSZYMI, KTÓRE NA NIEGO SPADAJĄ. NA SKUTEK TEGO DWA TRAPY ZOSTAŁY ZNISZCZONE...

* * *

Następnego dnia kapitan powiedział:

- KochAAAny mój! Zrobisz wyciąg z dziennika okrętowego w języku angielskim dla asekuracji. Wiesz, jak się to nazywa w języku angielskim?

Nawigacyjny wiedział, ale z niewiadomych sobie samemu przy­czyn odpowiedział, że nie.

- KochAAAny mój! A wiesz, jak się to nazywa w języku hiszpań­skim?

- Nie wiem, panie kapitanie!

- A wiesz, jak po portugalsku?

- Nie wiem, panie kapitanie!

- A wiesz, jak po duńsku?

- Nie wiem, panie kapitanie!

- A wiesz, jak po szwedzku?

- Nie wiem, panie kapitanie!

- W żadnym języku nie wiesz? - nękał go kapitan.

Oficer nawigacyjny chciał już odpowiedzieć, że we wszystkich wspomnianych językach będzie to brzmiało tak samo jak w polskim: „Dziennik wariata”, ale przypomniał sobie powiedzenie: „Cierpli­wość przynosi róże” i zabrał się do sporządzania wyciągu z dziennika okrętowego w języku angielskim.

* * *

Między kapitanem a oficerem nawigacyjnym powstała przepaść, na dnie której leżał nie zapisany w dzienniku okrętowym rozkaz kapitana o tym, że w czasie sztormu dowodził trzema statkami. Żeby wytrzymać na transatlantyku, należało tę przepaść w jakiś cudowny sposób zasypać. Nawigacyjny usiłował wstąpić na drogę myślenia, zamiłowań i słabości kapitana. Słowa piosenki granej przez rozgłoś­nię okrętową: „Dla ciebie, moja najmilsza, różami uścielę ścieżkę...” stały się w pewnym momencie palcem wskazującym drogę.

Miał służbę tego dnia, w którym kapitan obwieścił, że o godzinie 10.30 opuści statek, udając się z oficjalną wizytą na ląd. Gdy o wyznaczonej godzinie kapitan pojawił się w drzwiach wiodących na pokład, w końcu którego ustawiony był trap, powietrze dookoła statku rozbrzmiało wspaniałymi dźwiękami marsza El Capitano. Mie­niły się w słońcu złote palmy na czapce kapitana, tym samym bla­skiem zaiskrzyły się oczy. Chód kapitana stał się posuwisty i wpadł w takt marsza. Oczy kapitana rozjaśnił jeszcze większy blask, gdy naprzeciw trapu, pod ścianą salonu, ujrzał kompanię honorową złożoną z dwunastu marynarzy ubranych jak na paradę. Przed kom­panią stał oficer nawigacyjny i w chwili gdy kapitan znalazł się w przepisowej odległości, z ust oficera padła komenda:

- NA PRAWO PATRZ! STATEK ŻEGNA KAPITANA WYCHO­DZĄCEGO NA LAD!

Szeroki uśmiech i zmarszczony z zadowolenia nos kapitana szybko zasypały czarną przepaść. W chwili gdy w rytm marsza El Capitano kapitan miał wstąpić na trap, sternik służbowy przy trapie według wyrafinowanego ceremoniału zasalutował lewą ręką, prawą zaś przytknął do ust gwizdek bosmański (prywatną własność nawigacyj­nego) i zadął. Na ten dźwięk czterech młodszych marynarzy, usta­wionych jako trapowi, wyprężyło się na baczność.