– Tu chodzi o bardziej osobistą kwestię, tato. Dobrze o tym wiesz. Taka historia, wmieszanie mojego nazwiska w… W co? W morderstwo? Czy do tego zmierzają twoje insynuacje? To by zrujnowało moją karierę.
Lód dzwonił o szklankę whisky, gdy Dutch nią obracał.
– Możliwe.
– A co z tobą? Jeśli mówisz poważnie o startowaniu w wyborach na gubernatora, to może zniszczyć twoją kampanię. Gdyby ktokolwiek usłyszał o tym, że próbowałeś załatwić sprawę Taggerta…
– Wyprę się tego. – Oczy Dutcha zaiskrzyły. – A co do twojej cennej kariery, to już jest zrujnowana. Co powiesz na temat spartaczonej rozprawy przeciwko znanemu gwałcicielowi?
Miranda straciła trochę pewności siebie. Ramiona jej opadły. Ojciec ma rację, przynajmniej częściowo. Bruno Larkin od dawna powinien siedzieć za kratkami, zamiast przechadzać się po ulicach. I siedziałby, gdyby zeznanie zostało podtrzymane w sądzie. Zgwałcona kobieta, Ellen Farmer, nieśmiała trzydziestolatka, która wciąż mieszkała z rodzicami, nigdy nie spotykała się z mężczyznami, chodziła regularnie do kościoła i była przekonana, że seks pozamałżeński jest grzechem, popełniła samobójstwo po drugim dniu rozprawy. Miranda powinna była to przewidzieć. Bez zeznania Ellen sprawa była przegrana, niewinna kobieta straciła życie, a Bruno spacerował na wolności.
– Tu muszę ci przyznać rację.
Dutch przesunął wzrok na pozostałe dwie córki.
– W porządku. Skoro już się rozumiemy, to przejdźmy do meritum. Która z was była zamieszana w śmierć Taggerta?
– Na litość boską! – Tessa przewiesiła torbę przez ramię. – Jak już powiedziałam, wychodzę!
Właśnie wtedy rozległ się odgłos silnika niby grom pośród nocy. Claire zbladła i wyglądała, jakby miała za chwilę zemdleć. Ukradkiem zerknęła na Mirandę i wytarła dłonie o wyblakły materiał dżinsów.
– Ten Denver Styles… – powiedziała Miranda drżącym głosem. – Czy on już zaczął zbierać informacje? Czy zaglądał do mego biura, żeby zadawać pytania?
– Nie wiem. – Dutch wzruszył ramionami.
– Nie życzę sobie, żeby ktokolwiek, łącznie z tobą, przewracał moje życie do góry nogami – oświadczyła. Ledwie mogła oddychać. – Był taki czas, kiedy to ty mówiłeś nam, co mamy robić, z kim mamy się umawiać, gdzie chodzić, ale to się skończyło, tato…
Przerwał jej głośny łomot. Obróciła się w stronę źródła odgłosu.
– Drzwi otwarte – krzyknął Dutch.
Miranda poczuła taki skurcz w piersiach, jakby je ktoś ścisnął imadłem. Słychać było szybkie kroki na schodach, potem w holu. W końcu pojawił się mężczyzna: wysoki, długonogi, barczysty mężczyzna w wytartych dżinsach. Jego chód zdradzał niezachwianą pewność siebie. Miał ciemny zarost, ostro zarysowane kości policzkowe i głęboko osadzone, nieco skośne oczy, które sugerowały rdzennie amerykańskie pochodzenie. Przenikliwym, orlim spojrzeniem zmierzył wszystkie trzy kobiety jednocześnie. Najprawdopodobniej od razu sfotografował je w pamięci i zaszufladkował.
– Denver! – Dutch zerwał się na równe nogi i wyciągnął rękę. Gdy Styles podawał mu swoją, jego usta wykrzywił cień uśmiechu, ale w oczach nie było ciepła. – Pojawiłeś się w samą porę. Pozwól, że ci przedstawię córki. – Dutch dłonią wskazywał siostry po kolei: – Miranda, Claire, Tessa. Dziewczęta, to jest człowiek, o którym wam mówiłem. Zada wam kilka pytań, a wy macie mu powiedzieć prawdę.
3.
Miranda zmierzyła mężczyznę wzrokiem. Przez wiele lat pracy w biurze prokuratora widywała różnych ludzi i na kilometr potrafiła wyczuć kanciarza. Ten facet wydał jej się twardzielem, który patrzy na wszystkich z góry. Jednak miał w sobie coś nietypowego. Wyczuwała w nim jakiś fałsz i coś jeszcze… coś jeszcze bardziej niepokojącego. Odniosła wrażenie, że kiedyś już znała kogoś takiego, ale nie mogła skojarzyć tej twarzy z żadną osobą. Po chwili to dziwne uczucie ulotniło się jak poranna mgła rozproszona przez słońce.
– Uważam, że tata, zatrudniając pana, kierował się błędnymi przesłankami – oświadczyła, zakładając nogę na nogę i splatając dłonie na kolanie. Zauważyła, że kątem oka zerknął na jej łydkę, choć wyraz jego twarzy nie zmienił się ani trochę. Więc nie był zupełnie nieczuły. Dobrze. – Ta historia jest…
– Nie interesuje mnie ta historia, panno Holland. – Jego twarz nie zdradzała zniecierpliwienia. Oparł ramię o ciemne drewno obramowania kominka i chłodno się uśmiechnął. – Interesuje mnie wyłącznie prawda.
Miranda postanowiła się odpłacić pięknym za nadobne.
– Jestem pewna, że już zapoznał się pan z raportem policyjnym i wycinkami prasowymi. W przeciwnym wypadku ojciec by pana nie zatrudnił.
Czarne brwi delikatnie się uniosły.
Gdy powtarzała tę samą historię po raz któryś z rzędu (wtedy opowiadała ją zastępcom szeryfa, ciekawskim reporterom, rodzinie i znajomym) ogarniał ją paniczny, paraliżujący strach. Doskonale ją pamiętała, choć była wyssana z palca. Zerknęła na siostry. Wojownicza blondynka Tessa bezceremonialnie paliła kolejnego papierosa. Wyraz twarzy Claire trudno było zinterpretować. Była blada.
– Wszystkie trzy – Miranda gestem wskazała siostry – wracałyśmy z pokazu filmów w plenerowym kinie po drugiej stronie Chinook. Oglądałyśmy trzy filmy z Clintem Eastwoodem. Było już późno, po północy. Projekcja rozpoczęła się dopiero po zachodzie słońca, to znaczy chyba po dziewiątej. Wyszłyśmy stamtąd przed zakończeniem ostatniego filmu. Ja prowadziłam samochód, a byłam piekielnie zmęczona i… chyba zasnęłam za kierownicą. Nie pamiętam, jak zboczyłam z drogi. Kiedy się ocknęłam, samochód był już w jeziorze. – Patrzyła prosto w zimne oczy Stylesa. Nie wierzył w to ani przez sekundę. Jednak kontynuowała, wchodząc coraz głębiej w to błoto półprawd i kłamstw. – Zbudziło mnie uderzenie i przeraźliwe krzyki sióstr. Woda napełniała samochód i musiałyśmy stamtąd wypływać po omacku. To było… – Zatrzęsła się, jakby jej było bardzo zimno i ściszyła głos do szeptu. – Chyba miałyśmy dużo szczęścia. Mój samochód jechał po wodzie tylko dwa metry, więc mogłyśmy pomóc sobie nawzajem i dobrnąć do brzegu.
Styles nie odezwał się ani słowem.
– To nie jest tajemnica, panie Styles…
– Denver. Spotkamy się jeszcze wielokrotnie, więc może byśmy od razu przestali obrzucać się nazwiskami. – Błysnął zębami w fałszywym uśmiechu, który miał zbić ją z tropu i zachęcić do mówienia. Ale w jego szarych oczach nie zaświeciła nawet iskierka ciepła czy zrozumienia.
– Przypuszczam, że siostry powtórzą tę historyjkę niemalże słowo w słowo.
– To nie jest historyjka – wtrąciła Tessa, potrząsając czupryną.
– Nikt nie widział, jak wjeżdżałyście do jeziora. – Styles ściągnął czarne brwi, jakby głęboko się namyślał. – Czy to nie dziwne, zważywszy, że wszyscy was tu dobrze znają, bo należycie do jednej z najbogatszych rodzin w tej okolicy?
– Z nikim nie rozmawiałyśmy.
– Nie? Nawet w barze?
– Napoje wzięłyśmy z domu – wtrąciła Claire niepewnym głosem. Styles potarł policzek.
– I nawet nie wysiadłyście z samochodu? Chociażby po to, żeby skorzystać z toalety?
– Chyba nie – odparła Miranda, zanim Claire dorzuciła coś, co mogłoby jeszcze bardziej skomplikować sytuację.
– To niewiarygodne, chyba zgodzicie się ze mną?
– Po prostu prawdziwe. – Miranda mówiła spokojnym, rzeczowym tonem. – Tak było i tyle. Oczywiście, było tam wiele innych samochodów, nastolatków i ich rodzin, ale nie przypominam sobie, żebyśmy wtedy widziały kogoś znajomego. Jak już przed laty mówiłam w komisariacie, obok nas parkowała taka biała furgonetka od wewnątrz wykładana boazerią. Nie pamiętam marki. Przyjechała nią rodzina z dziećmi. Miejsce z drugiej strony było puste. Przed nami stał samochód dostawczy – ciemny, z rzędem reflektorów na szoferce. Nie pamiętam innych pojazdów.