Выбрать главу

Bruno pochylił się nad nią. Zajrzał jej prosto w oczy i wysyczał:

– Jesteś tu w środku, prawda? Jesteś tu, głęboko w środku, ukryta przede mną, prawda? Prawda, matko? Widzę cię, matko. Widzę cię tam.

* * *

Pierwsze obfite krople deszczu rozprysnęły się na szybie okna z kamiennymi słupkami w biurze Joshui Rhineharta. Zawył nocny wiatr.

– Ciągle nie pojmuję, dlaczego Frye wybrał mnie – powiedziała Hilary. – Kiedy tu przyjechałam po materiał do scenariusza, zachowywał się przyjaźnie. Odpowiadał na wszystkie moje pytania na temat przemysłu winnego. Spędziliśmy razem dwie czy trzy godziny i ani razu nie dostrzegłam oznaki, że jest kimś innym niż zwykłym businessmanem. Potem kilka tygodni później pojawia się w moim domu z nożem. A z tego listu z sejfu wynika, że on mnie uważa za swoją matkę w nowym wcieleniu. Dlaczego ja?

Joshua przesunął się na krześle.

– Patrzę na panią i myślę…

– Tak?

– Może panią wybrał, bo… cóż, trochę pani przypomina Katarzynę.

– Chyba nie chce pan powiedzieć, że mamy do czynienia z kolejnym sobowtórem – powiedział Tony.

– Nie – powiedział Joshua. – Podobieństwo jest bardzo odległe.

– To świetnie – powiedział Tony. – Kolejna żywa kopia to byłoby za dużo jak na mnie.

Joshua wstał, podszedł do Hilary, podłożył jej dłoń pod brodę, uniósł jej twarz, obrócił w lewo, potem w prawo.

– Włosy, oczy, ciemna cera – powiedział w zamyśleniu. – Tak, to wszystko jest podobne. I są jeszcze inne szczegóły w tej twarzy, które ledwo przypominają Katarzynę, bardzo małe, tak drobne, że naprawdę nie potrafię ich określić. To tylko marginalne podobieństwo. I ona nie była tak atrakcyjna, jak pani.

Kiedy Joshua odjął dłoń od jej podbródka, Hilary wstała i podeszła do biurka prawnika. Zastanawiając się nad tym, czego się dowiedziała w ciągu ostatniej godziny, zapatrzyła się na przedmioty poukładane porządnie na biurku: suszka, segregator, nożyk do otwierania listów, przycisk do papierów.

– Czy coś nie tak? – spytał Tony.

Szum wiatru zmienił się w krótkotrwały ryk. W okno uderzyła kolejna nawałnica kropli deszczu.

Odwróciła się, spojrzała na obydwu mężczyzn.

– Pozwólcie, że podsumuję sytuację. Chcę spróbować ją określić.

– Nie sądzę, że ktokolwiek z nas da radę to zrobić – powiedział Joshua, powracając do swego krzesła. – Cała ta cholerna historia jest zbyt poplątana, by dała się wyprostować w postaci eleganckiej, prostej linii.

– Właśnie do tego zmierzam – stwierdziła. – Myślę, że właśnie znalazłam kolejną pętlę.

– Mów – odezwał się Tony.

– Na ile się orientujemy – powiedziała Hilary – krótko po śmierci swej matki Bruno wpadł na pomysł, że ona wróciła z grobu. Przez prawie pięć lat kupował od Lathama Hawthorne’a książki na temat żywych trupów. Przez pięć lat żyje w strachu przed Katarzyną. Kiedy wreszcie spotyka mnie, stwierdza, że to ja jestem tym nowym ciałem, którego ona używa. Ale czemu to tak długo trwało?

– Nie jestem pewien, czy rozumiem – powiedział Joshua.

– Dlaczego potrzebował pięciu lat, aby się na kogoś uwziąć, pięć długich lat, aby obrać jakiś obiekt z krwi i kości za cel swoich lęków?

Joshua wzruszył ramionami.

– To szaleniec. Nie możemy oczekiwać, by jego rozumowanie było logiczne i wytłumaczalne.

Ale Tony wyczuł implikacje jej pytania. Przesunął się do przodu na kanapie, zmarszczył brwi.

– Myślę, że wiem, co chcesz powiedzieć. Mój Boże, ciarki mnie przechodzą.

Joshua patrzył to na jedno, to na drugie i powiedział:

– Chyba mam opóźnienia myślowe u kresu swych dni. Czy ktoś zechce wszystko wyjaśnić staremu dziwakowi?

– Może nie jestem pierwszą kobietą, o której myślał, że jest jego matką – powiedziała Hilary. – Może zabijał inne, zanim natknął się na mnie.

Joshua wgapił się w nią.

– Niemożliwe!

– Dlaczego?

– Wiedzielibyśmy, że przez pięć lat uganiał się za kobietami, aby je zabijać. Przyłapano by go przecież na tym!

– Niekoniecznie – powiedział Tony. – Maniakalni mordercy są często bardzo ostrożnymi, bardzo sprytnymi ludźmi. Niektórzy z nich robią metodyczne plany i na dodatek mają niesamowitą umiejętność podejmowania ryzyka, gdy coś niespodziewanego krzyżuje im plany. Nie tak łatwo ich złapać.

Joshua przeciągnął dłonią po grzywie swoich śnieżnobiałych włosów.

– Ale jeśli Bruno zabijał inne kobiety, to gdzie są ich ciała?

– Nie w St. Helena – powiedziała Hilary. – Może był schizofrenikiem, ale szanowanym; ta jekyllowska połowa jego osobowości była mocno opanowana, kiedy znajdował się wśród ludzi, którzy go znali. Prawie na pewno wyjeżdżał z miasteczka, aby zabijać. W ogóle z doliny.

– Do San Francisco – dodał Tony. – Wyraźnie jeździł tam regularnie.

– Do każdego miasta w północnej części stanu – ciągnęła Hilary. – Do każdego miejsca wystarczająco oddalonego od doliny Napa, by mógł w nim przebywać anonimowo.

– Czekajcie no – powiedział Joshua. – Poczekajcie chwilę. Nawet jeśli jechał gdzieś indziej i znajdował kobietę, która była odrobinę podobna do Katarzyny, nawet jeśli je zabijał w innych miastach – to i tak zostawiał za sobą ciała. Byłyby podobieństwa w metodach, jakimi się posługiwał przy mordowaniu, jakieś związki, które policja by zauważyła. Szukaliby takiego współczesnego Kuby Rozpruwacza. Przeczytalibyśmy o tym w gazetach.

– Jeżeli morderstwa były rozproszone na przestrzeni pięciu lat i w licznych miastach kilku okręgów, wówczas policja nie dałaby rady doszukać się związku między nimi – zauważył Tony. – To duży stan. Setki tysięcy mil kwadratowych. Są tu tysiące organizacji policyjnych i rzadko istnieje miedzy nimi właściwa wymiana informacji. Właściwie jest tylko jeden murowany sposób na rozpoznanie związku między kilkoma przypadkowymi zabójstwami – wtedy, gdy wydarzyły się co najmniej dwa, a najlepiej trzy morderstwa w stosunkowo krótkim czasie w obrębie jednej jurysdykcji policyjnej, jednego okręgu albo większego miasta.

Hilary odeszła od biurka, powróciła do kanapy.

– Więc to jest możliwe – powiedziała, czując ten sam chłód, jaki przynosił szum październikowego wiatru. – Jest możliwe, że zamordował ileś kobiet – dwie, sześć, piętnaście, może więcej – podczas ostatnich pięciu lat i że dopiero ja jestem tą pierwszą, która przysporzyła mu jakichś kłopotów.

– To nie tylko możliwe, ale prawdopodobne – dodał Tony. – Powiedziałbym, że trzeba się z tym liczyć. – Na ławie leżała przed nim kserokopia listu znalezionego w sejfie; podniósł ją i przeczytał pierwsze zdanie na głos: – Moja matka, Katarzyna Anna Frye, umarła pięć lat temu, ale ciągle powraca do życia w nowych ciałach.

– Ciałach – powtórzyła Hilary.

– To jest kluczowe słowo – powiedział Tony. – Nie pojedyncze ciało. Ciała, liczba mnoga. Myślę, że możemy z tego wnosić, że zabijał ją kilka razy, uważając, że ona wróciła więcej niż jeden raz z grobu.

Twarz Joshui była szara jak popiół.

– Ale jeśli macie rację… to znaczy, że ja… że my wszyscy w St. Helena mieszkaliśmy obok najbardziej złego, najbardziej okrutnego potwora. I nawet nie byliśmy tego świadomi!

Tony sposępniał.

– Bestia z piekła rodem chodzi wśród nas w przebraniu zwykłego człowieka.

– Z czego to jest? – spytał Joshua.

– Mam umysł jak śmietnik – powiedział Tony. – Bardzo niewiele z niego ginie, czy chcę to zachować, czy nie. Zapamiętałem ten cytat dawno temu na lekcji religii. To z pism któregoś ze świętych, ale nie pamiętam, którego… Bestia z piekła rodem chodzi wśród nas w przebraniu zwykłego człowieka. Jeśli demon ukaże wam swą twarz w czasie, w którym odwrócicie się od Chrystusa, wówczas będziecie bezbronni i z radością pożre wam serca i powyrywa wam po kolei wszystkie członki i zabierze waszą nieśmiertelną duszę do ziejącej przepaści.