Выбрать главу

– Jakbym słyszał Lathama Hawthorne’a – powiedział Joshua.

Za oknami krzyczał wiatr.

* * *

Frye odłożył nóż na nocny stolik, z daleka od zasięgu Sally. Potem uchwycił klapy jej uniformu i rozdarł go. Guziki odpadały z trzaskiem.

Strach ją sparaliżował. Nie opierała się mu; nie potrafiła.

Wyszczerzył do niej zęby i powiedział:

– Zaraz, zaraz, matko. Zaraz będę gotowy.

Rozdarł i rozchylił przód jej sukni. Ukazało się jej szczupłe, piękne ciało w samym biustonoszu, majtkach i pasku do pończoch. Schwycił jej biustonosz za miseczki i ściągnął go szarpnięciem. Ramiączka wbiły się w jej ciało, a potem odpadły. Tkanina rwała się. Elastyk pękał.

Jak na swój wzrost i budowę kości miała dość duże piersi, okrągłe i pełne, z bardzo ciemnymi, przypominającymi kamyki sutkami.

– Tak, tak, tak, tak, tak! – To jedno słowo wymawiane głębokim, chrzęszczącym głosem nabrało osobliwej barwy, jakby było złowieszczym zaklęciem albo satanistyczną litanią.

Zerwał z niej buty, najpierw prawy, potem lewy i odrzucił je na bok. Jeden z nich uderzył w lustro nad toaletką, które rozpadło się z trzaskiem.

Dźwięk spadającego szkła wyrwał kobietę z jej katatonicznego transu wywołanego szokiem; próbowała się mu wyrwać, ale strach ograniczał jej siły; miotała się i rzucała bezskutecznie pod jego ciężarem.

Przytrzymał ją bez trudności i spoliczkował dwa razy z taką siłą, że usta jej obwisły krzywo i zalała się łzami. W kącie warg zebrała się duża kropla krwi i spłynęła jej po brodzie.

– Ty parszywa suko! – krzyknął rozwścieczony. – Żadnego seksu, co? Nie mogę uprawiać seksu, tak powiedziałaś. Nigdy żadnego seksu, tak powiedziałaś. Nie mogę ryzykować, że jakaś kobieta wykryje, kim jestem, tak powiedziałaś. Bo ty już wiesz, kim jestem, matko. Już znasz moją tajemnicę i nie muszę niczego przed tobą ukrywać. Ty wiesz, że nie jestem taki, jak inni mężczyźni. Ty wiesz, że nie mam takiego kutasa jak oni. Ty wiesz, kim był mój ojciec. Ty wiesz. Ty wiesz, że mój kutas jest taki jak jego. Nie muszę go ukrywać przed tobą, matko. Ja go właduję w ciebie, matko. W głąb ciebie. Słyszysz mnie? Słyszysz?

Kobieta płakała, rzucała głową z boku na bok.

– Nie, nie, nie! O Boże! – Ale potem opanowała się, spojrzała mu prosto w oczy, wpatrzyła się w nie z natężeniem (a on tam zobaczył Katarzynę, wyzierającą na niego zza tych brązowych oczu) i zawołała: – Niech mnie pan posłucha. Proszę, niech mnie pan posłucha! Pan jest chory. Pan jest bardzo chory. Panu się wszystko pomieszało. Potrzebuje pan lekarza.

– Zamknij się, zamknij się, zamknij się!

Uderzył ją ponownie, mocniej niż dotychczas, długim, szybkim i zamaszystym hakiem w bok twarzy.

Okrucieństwo go podniecało. Pobudzały go ostre dźwięki każdego uderzenia, jęki bólu i ptasie okrzyki, czerwienienie i puchnięcie jej wrażliwego ciała. Widok wykrzywionej bólem twarzy i tego wzroku przerażonego królika rozpalał jego żądzę do białego żaru, który ledwie mógł wytrzymać.

Trząsł się z pragnienia, drżał, rzucał się i podrygiwał. Sapał jak byk i wytrzeszczał oczy. Usta śliniły mu się tak obficie, że musiał co kilka sekund przełykać ślinę, aby jej nie opluć.

Maltretował jej piękne piersi, ściskał je, bił i tarł.

Ona uciekła przed strachem, zapadła znowu w półtrans, znieruchomiała i zesztywniała.

Z jednej strony Bruno nienawidził jej i nie dbał o to, jak mocno ją ranił. Pragnął sprawić jej ból. Chciał, by cierpiała za wszystko to, co mu zrobiła, a nawet za to, że go w ogóle wydała na świat.

Z drugiej jednak strony wstydził się dotykać piersi swojej matki i wstydził się wpychać w nią swojego penisa. Dlatego kiedy ją obłapiał, próbował sobie wytłumaczyć i usprawiedliwić swoje działanie:

– Powiedziałaś mi, że gdybym kiedyś spróbował kochać się z kobietą, to ona od razu by poznała, że nie jestem człowiekiem. Powiedziałaś, że ona dostrzegłaby różnice i że znałaby prawdę. Wezwałaby policję i oni by mnie zabrali i spalili na stosie, bo wiedzieliby, kim był mój ojciec. Ale ty już wiesz. To nie jest niespodzianka dla ciebie, matko. Więc mogę użyć mojego kutasa przeciwko tobie. Mogę go wsadzić właśnie w ciebie, matko, i nikt mnie nie spali żywcem.

Nigdy nie myślał, że może jej go wsadzić, kiedy żyła. Bał się jej nieopisanie. Ale zanim powróciła od umarłych w swoim pierwszym ciele, Bruno poznał smak wolności i był pełen śmiałych i nowych pomysłów. Od razu pojął, że musi ją zabić, aby nie dopuścić, by znowu zawładnęła jego życiem – albo zawlokła go ze sobą do grobu. I wiedział również, że może ją pieprzyć bezkarnie, bo ona już znała jego tajemnicę. To ona powiedziała mu prawdę o nim samym; powtórzyła mu ją dziesięć tysięcy razy. Wiedziała, że jego ojciec był demonem, czymś diabelskim i obrzydliwym, bo dokonało na niej gwałtu stworzenie nie należące do ludzi, zapładniając ją wbrew jej woli. Podczas swojej ciąży opasywała się ciasno, aby ukryć swój stan. Kiedy jej czas nadszedł, wyjechała do San Francisco, aby tam odbyć poród pod opieką akuszerki, trzymającej język za zębami. Później mówiła ludziom w St. Helena, że Bruno jest nieślubnym synem jej dawnej przyjaciółki z college’u, która popadła w tarapaty; że jego prawdziwa matka umarła krótko po porodzie i że zgodnie z jej ostatnią wolą chłopca miała wychować Katarzyna. Matka przywiozła go do domu i udawała, że jest legalnie oddany pod jej opiekę. Żyła w stałym, paraliżującym strachu, że ktoś odkryje, że Bruno jest jej prawdziwym synem i że jego ojciec nie był człowiekiem. Jedną z rzeczy, która go odznaczała jako potomstwo demona, był jego penis. Miał penis diabła, różniący się od ludzkiego. Musi go zawsze ukrywać, mówiła mu, albo zostanie zdemaskowany i spalony na stosie. Powiedziała mu wszystko o tych rzeczach, mówiła już wtedy, gdy jeszcze był za mały, by wiedzieć, do czego służy penis. Dlatego, w szczególny sposób, stała się zarówno jego błogosławieństwem, jak i przekleństwem. Była przekleństwem, bo stale wracała z grobu, aby przejmować nad nim władzę albo go zabić. Była też błogosławieństwem, bo gdyby bezustannie nie powracała, nie miałby nikogo, w kogo mógłby wypróżniać wielkie, gorące ilości nasienia, które gromadziło się w nim jak wrząca lawa. Bez niej był skazany na życie w celibacie. Dlatego traktując jej zmartwychwstania z panicznym strachem i odrazą, niecierpliwie oczekiwał każdego nowego spotkania z nowym ciałem, które zamieszkiwała.

Gdy teraz klęczał na łóżku obok niej i patrzył na jej piersi i ciemną gęstwinę włosów łonowych, widoczną przez jej przezroczyste, żółte majtki, jego wzwiedziony członek stwardniał tak mocno, że aż go bolał. Wiedział, że bierze nad nim górę demoniczna połowa jego osobowości; czuł bestię wypływającą na powierzchnię jego umysłu.

Uchwycił pasek do pończoch Sally (Katarzyny) i rozdarł nylon, gdy go ciągnął w dół. Uchwycił jej uda w swoje wielkie dłonie, rozchylił je i nieporadnie przesuwał się po materacu aż zdołał uklęknąć między jej nogami.

Sally ponownie wyrwała się z transu. Nagle buntując się, zaczęła się rzucać, kopać i próbować się podnieść, ale on bez najmniejszego trudu pchnął ją z powrotem na łóżko. Biła w niego pięściami, ale w jej uderzeniach nie było siły. Widząc, że jej ciosy nie robią na nim wrażenia, rozczapierzyła palce, zamierzyła się nimi na jego twarz, rozorała mu lewy policzek paznokciami, po czym sięgnęła do jego oczu.