Tony robił sałatkę. Stał obok niej przy zlewie, z zawiniętymi rękawami, mył i siekał świeże warzywa.
W czasie gdy oni przygotowywali kolację, Joshua dzwonił do szeryfa z aparatu w kuchni. Powiedział Laurensky’emu o pieniądzach wycofanych z kont Frye’a w San Francisco i o sobowtórze, który jest gdzieś w Los Angeles i szuka teraz Hilary. Nadmienił również o teorii masowych morderstw, do której chwilę temu dotarł wspólnie z Tonym i Hilary. Laurensky niewiele mógł zrobić (zgodnie z przewidywaniami), ponieważ nie popełniono żadnych zbrodni w okręgu podlegającym jego władzy. Ale Frye był najprawdopodobniej winien jakichś lokalnych przestępstw, o których, na razie, nie wiedzieli. I było jeszcze bardziej prawdopodobne, że w okręgu nadal będą popełniane przestępstwa, dopóki nie zostanie rozwiązana zagadka sobowtóra. Z tego powodu i ponieważ reputacja Laurensky’ego została lekko nadszarpnięta, gdy poręczył za Frye’a przed policją w Los Angeles w ostatnią środę wieczorem, Joshua uważał (a Hilary go poparła), że szeryf jest upoważniony, by wiedzieć wszystko to, co oni wiedzieli. Mimo że słyszała jedynie jedną stronę biorącą udział w rozmowie telefonicznej, Hilary mogła stwierdzić, że Peter Laurensky jest poruszony i wnioskowała z odpowiedzi Joshui, że on sam dwukrotnie sugerował, aby ekshumować ciało z grobu Frye’a w celu orzeczenia, czy to jest rzeczywiście Frye. Joshua wolał poczekać, aż przesłuchają doktora Rudge’a i Ritę Yancy, ale zapewnił Laurensky’ego, że ekshumacja będzie miała miejsce, jeśli Rudge i Yancy nie będą potrafili odpowiedzieć na wszystkie pytania, które miał zamiar zadać.
Skończywszy rozmawiać z szeryfem, Joshua próbował sałatki Tony’ego, spierał się sam z sobą, czy sałata jest wystarczająco krucha, trapił się, że rzodkiewki są za ostre, a może niezbyt ostre, badał skwierczące steki, jakby szukał skaz w trzech diamentach, kazał Hilary włożyć ziemniaki do piecyka mikrofalowego, szybko posiekał odrobinę świeżego szczypiorku do kwaśnej śmietanki i otworzył dwie butelki kalifornijskiego Cabernet Sauvignon, bardzo wytrawnego czerwonego wina z wytwórni win Roberta Mondaviego, znajdującej się tuż przy drodze. W kuchni stanowił raczej zawadę; jego utrapienia i doszukiwanie się dziury w całym rozbawiło Hilary.
Była zaskoczona, że tak szybko polubiła prawnika. Rzadko kiedy czuła się tak swobodnie przy osobie, którą znała zaledwie od paru godzin. Ale jego ojcowski wygląd, opryskliwa szczerość, poczucie humoru, inteligencja i osobliwa bezceremonialność sprawiały, że czuła się pożądana i bezpieczna w jego towarzystwie.
Jedli w pokoju jadalnym – przytulnej wiejskiej izbie, w której były trzy ściany otynkowane, a czwarta ceglana, podłoga z dębowych desek przytwierdzanych kołkami i belkowany sufit. Na malowniczych oknach o ołowianych ramach rozbryzgiwały się co jakiś czas wielkie krople deszczu.
Kiedy zasiedli do posiłku, Joshua powiedział:
– Jedna zasada. Nikt nie będzie mówił o Bruno Frye’u, dopóki nie uporamy się z ostatnim kawałkiem steku oraz nie przełkniemy ostatniej kropli tego doskonałego wina, ostatniego haustu kawy i ostatniego łyku brandy.
– Zgoda – powiedziała Hilary.
– Jak najbardziej – potwierdził Tony. – Myślę, że mój mózg już za długo jest przeciążony tym tematem. Są inne rzeczy na tym świecie, o których warto rozmawiać.
– Tak – powiedział Joshua. – Ale niestety, wiele z nich przygnębia dokładnie tak samo jak historia Frye’a. Wojna, terroryzm, inflacja, powrót ludytów, nic nie warci politycy i…
– …sztuka, muzyka, kino, ostatnie osiągnięcia w medycynie i zbliżająca się rewolucja techniczna, które znacznie ulepszą nasze życie pomimo nowych ludytów – wtrąciła Hilary.
Joshua rzucił jej ukośne spojrzenie ponad stołem.
– Czy pani ma na imię Hilary czy Pollyanna?
– A pan? Joshua czy Kasandra? – zapytała.
– Kasandra miała rację, kiedy głosiła swe proroctwa na temat przeznaczenia i zagłady – powiedział Joshua – ale w miarę upływu czasu już nikt jej nie chciał wierzyć.
– Jeśli nikt ci nie wierzy – zauważyła Hilary – to co ci przyjdzie z posiadania racji?
– O, ja już przestałem próbować przekonywać ludzi, że to rząd jest ich jedynym wrogiem i że Wielki Brat nas dopadnie. Przestałem ich przekonywać o setkach innych rzeczy, które dla mnie wydają się oczywistymi prawdami, ale oni tego zupełnie nie łapią. Zbyt wielu z nich to głupcy, którzy nigdy nic nie zrozumieją. Ale mam ogromną satysfakcję, gdy wiem, że mam rację, i gdy codzienne gazety dostarczają mi coraz więcej dowodów na to. Ja wiem. I to wystarcza.
– Aha – powiedziała Hilary. – Innymi słowy, nie obchodzi mnie, czy świat się pode mną zawali, wystarczy mi egoistyczna przyjemność płynąca ze stwierdzenia: „A nie mówiłam?”
– No no! – zauważył Joshua.
Tony zaśmiał się.
– Niech pan się jej strzeże, Joshua. Niech pan pamięta, że ona żyje ze sprytnego posługiwania się językiem.
Przez trzy kwadranse rozmawiali o różnych rzeczach, ale potem, pomimo danego sobie przyrzeczenia, przyłapali się na tym, że znowu rozmawiają o Bruno Frye’u, jeszcze przed dopiciem wina i przygotowaniem się na kawę i brandy.
– Co takiego mogła mu zrobić Katarzyna, że tak się jej boi i tak ją nienawidzi? – zapytała w jakimś momencie Hilary.
– Takie samo pytanie zadałem Lathamowi Hawthorne’owi – oznajmił Joshua.
– I co odpowiedział?
– Nie miał pojęcia – mówił Joshua. – Nadal trudno mi uwierzyć, że między nimi mogła zaistnieć taka głucha nienawiść, niezauważalna przez wszystkie te lata, podczas których ich znałem. Katarzyna zawsze wydawała się nie widzieć poza nim świata. A Bruno wydawał się ją wielbić. Oczywiście wszyscy w miasteczku uważali ją za nieomal świętą za to przede wszystkim, że przygarnęła chłopca, ale teraz wychodzi na to, że mogła być bardziej diablicą niż świętą.
– Niech pan poczeka – powiedział Tony. – Przygarnęła go? Co chce pan przez to powiedzieć?
– To, co powiedziałem. Mogła oddać dziecko do sierocińca, ale nie zrobiła tego. Ofiarowała mu swoje serce i dom.
– Myśleliśmy, że on był jej synem – zdziwiła się Hilary.
– Adoptowanym – skorygował Joshua.
– O tym nie było w gazetach – powiedział Tony.
– To było bardzo dawno temu – wyjaśnił Joshua. – Bruno był Frye’em całe życie z wyjątkiem paru miesięcy. Czasami zdawało mi się, że gdyby Katarzyna miała własne dziecko, nie byłoby bardziej Frye’em niż on. Miał ten sam kolor oczu co Katarzyna. I z pewnością tę samą chłodną, introwertyczną i skłonną do zamyśleń osobowość jak Katarzyna, a ludzie twierdzą, że Leo też taki był.
– Jeśli był adoptowany – powiedziała Hilary – to istnieje szansa, że jednak miał brata.
– Nie – stwierdził Joshua. – Nie miał.
– Skąd może pan być taki pewny? Może nawet był bliźniakiem! – krzyknęła Hilary podniecona tą myślą.
Joshua zmarszczył brwi.
– Uważa pani, że Katarzyna adoptowała jedno z dwojga bliźniąt, nie wiedząc o tym?
– To mogłoby wyjaśnić nagłe pojawienie się jego sobowtóra – powiedział Tony.
Mars na twarzy Joshui pogłębił się.
– Ale gdzie mógł znajdować się ten tajemniczy brat bliźniak przez te wszystkie lata?
– Prawdopodobnie wychował się w innej rodzinie – powiedziała Hilary, skwapliwie rozwijając swoją teorię. – W innym mieście, w innej części stanu.
– Albo nawet w innej części kraju – dodał Tony.
– Chcecie mi powiedzieć, że w jakiś sposób Bruno i jego dawno zaginiony brat ostatecznie odnaleźli się nawzajem?