Выбрать главу

– Nie wiem, który to hotel czy motel – powiedziała telefonistka przepraszająco. – Ale w dolinie Napa naprawdę nie ma tak wielu miejsc noclegowych, więc nie powinien pan mieć kłopotu z jej odnalezieniem.

– Nie ma sprawy.

– Czy ona zna kogoś w St. Helena?

– Co?

– Właśnie sobie pomyślałam, że mogła się zatrzymać u przyjaciół – sugerowała operatorka.

– Tak – powiedział Bruno. – Myślę, że wiem, gdzie ona jest.

– Naprawdę mi przykro z powodu pogrzebu.

– Nie rozumiem?

– Z powodu pogrzebu w rodzinie.

– Och – powiedział Bruno. Oblizał nerwowo wargi. – Tak. Przez ostatnie pięć lat było całkiem sporo pogrzebów w rodzinie. Dziękuję pani za pomoc.

– Nie ma za co.

Odwiesił słuchawkę.

Ona jest w St. Helena.

Ta zuchwała suka wróciła.

Dlaczego? Mój Boże, co ona wyczynia? O co jej chodzi? Do czego zmierza?

Cokolwiek miała na myśli, nie znaczy to nic dobrego dla niego. To było jasne jak słońce.

Oszalały ze zdenerwowania, przerażony, że ona obmyśliła jakiś podstęp, który oznacza jego śmierć, zatelefonował do biura Międzynarodowego Lotniska Los Angeles, próbując zdobyć miejsce w samolocie lecącym na północ. Do rana nie było żadnych lotów z przesiadkami, a wszystkie miejsca w porannych samolotach były już wysprzedane. Nie będzie mógł się wydostać z Los Angeles aż do jutrzejszego popołudnia.

Wtedy już będzie za późno.

Wiedział to. Wyczuwał.

Musiał działać szybko.

Zdecydował się jechać samochodem. Był jeszcze wczesny wieczór. Jeśli spędzi całą noc za kierownicą i będzie jechał bez przerwy na pełnym gazie, to dotrze do St. Helena przed świtem.

Miał uczucie, że od tego zależy jego życie.

Wybiegł z bungalowu, potykając się o zrujnowane meble i inne śmieci, pozostawiając frontowe drzwi szeroko otwarte, nie przejmując się ostrożnością, nie marnując czasu na rozglądanie się, czy ktoś jest w pobliżu. Przebiegł przez dziedziniec, przez mrok i wyludnioną ulicę, w kierunku swojej furgonetki.

* * *

Wypili z przyjemnością kawę i brandy w gabinecie i potem Joshua zaprowadził Tony’ego i Hilary do gościnnego pokoju z oddzielną łazienką, znajdującego się w końcu domu przeciwległym do jego własnej części sypialnej. Pokój był duży i przytulny, miał głębokie parapety okienne i okna z szybkami oprawnymi w ołów, takie same jak w pokoju jadalnym. Stało w nim ogromne łoże z baldachimem, które zachwyciło Hilary.

Powiedzieli Joshui dobranoc, zamknęli drzwi sypialni i kiedy już zasunęli zasłony w oknach, odgradzając się przed ślepym, bezmyślnym spojrzeniem nocy, wzięli razem prysznic, aby dać ukojenie swym obolałym mięśniom. Byli krańcowo wyczerpani i mieli zamiar tylko spróbować odzyskać tę słodką, relaksującą, dziecinną i aseksualną przyjemność kąpieli, jaką dzielili ze sobą poprzedniego wieczoru w hotelu obok lotniska. Gdy jednak namydlał jej piersi; delikatne, rytmiczne, okrężne ruchy jego dłoni sprawiły, że skóra zaczęła, ją mrowić i poczuła cudowne dreszcze. Obejmował jej piersi, wypełniał nimi swoje duże dłonie, a jej sutki twardniały i wyrastały ponad skrywającą je mydlaną pianę. Ukląkł i mył jej brzuch, jej długie, szczupłe nogi, jej pośladki. W oczach Hilary świat skurczył się do maleńkiej przestrzeni, do tych paru westchnień, odgłosów i rozkosznych doznań: liliowego zapachu mydła, szumu i łoskotu spadającej wody, wirujących wzorów pary, widoku jego szczupłego i prężnego ciała, połyskującego, gdy kaskada wody oblewała jego uwydatnione mięśnie, żywego i niewiarygodnego wzrostu jego męskości, kiedy z kolei ona zaczęła go namydlać. Kiedy kończyli brać prysznic, nie pamiętali już o zmęczeniu; nie pamiętali o swych obolałych mięśniach; pozostało jedynie pożądanie.

Na łóżku z baldachimem, w miękkiej łunie pojedynczej lampy, objął ją i całował jej oczy, nos, usta. Całował jej podbródek, kark, napęczniałe sutki.

– Proszę – powiedziała. – Teraz.

– Tak – wyszeptał w zagłębienie jej gardła.

Rozsunęła nogi, aby mógł w nią wejść.

– Hilary – powiedział. – Moja najmilsza, najmilsza.

Wszedł i wypełnił ją z wielką siłą i zarazem ogromną czułością.

Kołysała się wraz z nim. Jej dłonie poruszały się po jego szerokich plecach, wyczuwając zarysy jego mięśni. Nigdy nie czuła się tak ożywiona, tak pełna energii. Już po minucie zaczęła szczytować i myślała, że nigdy nie przestanie, tylko będzie przechodziła od jednego orgazmu do drugiego, nigdy nie przestając, przez całą wieczność, bez końca.

Gdy poruszał się w jej wnętrzu, stali się jednym ciałem i duszą, czego nigdy nie przeżyła z innym mężczyzną. I wiedziała, że Tony też ją czuje – tę wyjątkową i zdumiewająco głęboką więź. Byli fizycznie, emocjonalnie, intelektualnie i psychicznie połączeni, stopieni w jedną istotę, znacznie potężniejszą od sumy ich dwóch połów i w momencie owego fenomenalnego synergizmu, którego żadne z nich nie doświadczyło dotychczas z innymi kochankami, Hilary wiedziała, że to, co ich łączy, jest tak wyjątkowe, ważne i silne, że będzie trwało tak długo, jak będą żyli. Kiedy wołała jego imię i unosiła się do góry, aby przyjmować jego pchnięcia i znowu szczytowała i kiedy zaczął tryskać w ciemnej otchłani jej ciała, wiedziała, tak samo jak wtedy, gdy kochali się po raz pierwszy, że może mu ufać i polegać na nim tak, jak nigdy nie mogła ufać ani polegać na nikim innym; i, co najważniejsze, wiedziała, że już nigdy nie będzie samotna.

Potem, kiedy leżeli przykryci obok siebie, zapytał:

– Czy opowiesz mi o tej bliźnie na twoim boku?

– Tak, teraz opowiem.

– Wygląda jak rana od kuli.

– Bo tak jest. Miałam dziewiętnaście lat, mieszkałam w Chicago. Studiowałam już od roku na uniwersytecie. Pracowałam jako maszynistka, próbując zaoszczędzić pieniądze na wynajęcie własnego mieszkania. Płaciłam Earlowi i Emmie czynsz za pokój.

– Earl i Emma?

– Moi rodzice.

– Nazywałaś ich po imieniu?

– Nigdy o nich nie myślałam jako o ojcu i matce.

– Musieli cię mocno skrzywdzić – powiedział współczująco.

– Nie przepuszczali żadnej okazji.

– Jeśli nie chcesz o tym teraz rozmawiać…

– Chcę – powiedziała. – Nagle, po raz pierwszy w życiu, chcę o tym rozmawiać. Mówienie o tym nie boli. Bo mam teraz ciebie i to jest rekompensata za tamte złe dni.

– Moja rodzina była biedna – powiedział Tony – ale w naszym domu była miłość.

– Miałeś szczęście.

– Tak mi przykro, Hilary.

– Już po wszystkim – powiedziała. – Oni od dawna nie żyją i trzeba było odprawić nad nimi egzorcyzmy wiele lat temu.

– Opowiedz mi.

– Płaciłam im kilka dolarów czynszu co tydzień, które przeznaczali na alkohol, a ja odkładałam do skarpety wszystko, co zarobiłam jako maszynistka. Każdy grosz. Niewiele, ale to rosło w banku. Nie wydawałam niczego na lunch; obywałam się bez niego. Nie obchodziło mnie nawet, czy to będzie inna obskurna nora z małymi ciemnymi pokoikami, złymi instalacjami sanitarnymi i karaluchami – tylko żeby tam nie było Earla i Emmy.

Tony pocałował ją w policzek i w kącik jej ust.

– Wreszcie zaoszczędziłam tyle, że mogłam się wyprowadzić. Jeszcze jeden dzień, jeszcze jedna wypłata i miałam pójść własną drogą – powiedziała Hilary.

Zadrżała.

Tony objął ją mocno.

– Wracam tamtego dnia do domu z pracy – ciągnęła Hilary – wchodzę do kuchni, a tam Earl przytrzymuje Emmę przy lodówce. Miał broń. Lufa była wepchnięta miedzy jej zęby.

– Mój Boże.

– Przechodził bardzo silny atak… Czy wiesz, co to jest delirium tremens?