Выбрать главу

– Tak – wtrąciła Hilary. – Przynajmniej od tego możemy zacząć. Jakie miał objawy?

– Najbardziej niepokojącą rzeczą, przynajmniej z punktu widzenia pana Frye’a, był powtarzający się koszmar senny, którego on bał się panicznie.

Na okrągłej ławie stał magnetofon i obok niego leżały dwie sterty kaset; w jednej stercie było ich czternaście, w drugiej cztery. Rudge pochylił się i wybrał jedną z tych czterech.

– Wszystkie moje konsultacje są nagrywane na kasety, które przechowuję w sejfie – powiedział doktor. – To są taśmy z sesji pana Frye’a. Ostatniej nocy, po rozmowie telefonicznej z panem Rhinehartem, wysłuchałem części tych nagrań, aby zobaczyć, czy mógłbym znaleźć parę reprezentatywnych próbek. Podejrzewałem, że przekonacie mnie do otworzenia teczki, i pomyślałem, że lepiej, jak posłuchacie skarg Bruno Frye’a wygłoszonych jego własnym głosem.

– Znakomicie – powiedział Joshua.

– Ta pochodzi z jego pierwszej sesji – powiedział doktor Rudge. – Przez pierwsze czterdzieści minut Frye nie powiedział prawie nic. To było bardzo dziwne. Wydawał się na zewnątrz spokojny i opanowany, ale widziałem, że jest przerażony i że próbuje ukryć swoje prawdziwe uczucia. Bał się ze mną rozmawiać. Omal nie wstał i nie wyszedł. Ale pracowałem nad nim ostrożnie, bardzo ostrożnie. W ciągu ostatnich dziesięciu minut powiedział mi, dlaczego się do mnie zwrócił, ale nawet wtedy przypominało to wyrywanie zębów. Oto fragment.

Rudge włożył kasetę do magnetofonu i włączył go.

Kiedy Hilary usłyszała znajomy, głęboki, chrzęszczący głos, poczuła, jak ciarki przechodzą ją po kręgosłupie.

Pierwszy odezwał się Frye:

– Mam taki problem.

– Jaki problem?

– W nocy.

– Tak?

– Każdej nocy.

– Chce pan powiedzieć, że ma pan kłopoty ze snem?

– To część tego.

– Czy może pan powiedzieć coś bliżej?

– Mam ten sen.

– Jaki to sen?

– Koszmar.

– Ten sam każdej nocy?

– Tak.

– Od jak dawna to się dzieje?

– Jak tylko sięgam pamięcią.

– Rok? Dwa lata?

– Nie, nie. Znacznie dłużej.

– Pięć lat? Dziesięć?

– Co najmniej trzydzieści. Może dłużej.

– Ma pan każdej nocy ten sam zły sen od co najmniej trzydziestu lat?

– Zgadza się.

– Chyba nie dosłownie każdej nocy.

– Tak. Nigdy nie ma przerwy.

– O czym jest ten sen?

– Nie wiem.

– Proszę się nie wycofywać.

– Nie wycofuję się.

– Pan to chce powiedzieć.

– Tak.

– Dlatego pan tu jest. Proszę więc opowiadać.

– Ja chcę. Ale po prostu nie wiem, o czym jest ten sen.

– Jak mógł pan go śnić każdej nocy przez trzydzieści lat albo i dłużej i nie wiedzieć, o czym on jest?

– Budzę się z krzykiem. Zawsze wiem, że obudził mnie jakiś sen. Ale nigdy nie mogę go sobie przypomnieć.

– Więc skąd pan wie, że to zawsze ten sam sen?

– Po prostu wiem.

– To nie wystarcza.

– Nie wystarcza do czego?

– Nie wystarcza, aby mnie przekonać, że to zawsze ten sam sen. Jeśli jest pan taki pewien, że to dokładnie ten sam powtarzający się koszmar to musi pan mieć więcej powodów, żeby tak sądzić.

– Jeśli panu powiem…

– Tak?

– Pan pomyśli, że jestem wariatem.

– Nigdy nie używam słowa „wariat”.

– Nie używa pan?

– Nie.

– No więc… za każdym razem, kiedy ten sen mnie budzi, czuję, że coś jakby na mnie wpełzało.

– Co to jest?

– Ja nie wiem. Nigdy nie pamiętam. Ale czuję, jakby coś próbowało mi wpełznąć do nosa i ust. Coś obrzydliwego. Próbuje wejść do mnie. Wpycha się do oczu, próbuje mnie zmusić, żebym otworzył oczy. Czuję, że rusza mi się pod ubraniem. Jest we włosach. Jest wszędzie. Wpełza, wczołguje się…

Nikt w gabinecie doktora Rudge’a nie odrywał wzroku od magnetofonu.

Głos Frye’a nadal chrzęszczą!, ale teraz jawnie brzmiał w nim paniczny lęk.

Hilary prawie widziała wykrzywioną strachem twarz tego rosłego mężczyzny – oczy rozszerzone z emocji, pobladłą cerę, zimny pot spływający z włosów.

Głosy na taśmie kontynuowały:

– Czy tylko jedno coś wpełza na pana?

– Nie wiem.

– Czy to jest wiele rzeczy?

– Nie wiem.

– Jakie to uczucie?

– Wprost… okropne… wstrętne.

– Dlaczego to coś chce się dostać do pana wnętrza?

– Nie wiem.

– I twierdzi pan, że ma zawsze takie doznania po przebudzeniu ze snu.

– Tak. Przez minutę lub dwie.

– Czy jest jeszcze coś, co pan czuje oprócz tego pełzania?

– Tak. Ale to nie uczucie. To dźwięk.

– Jaki to dźwięk?

– Szepty.

– Chce pan powiedzieć, że budzi się i wyobraża sobie, że ktoś szepcze?

– Nie inaczej. Szepczą, szepczą i szepczą. Ten szept mnie otacza.

– Kim są ci ludzie?

– Nie wiem.

– Co szepczą?

– Nie wiem.

– Czy ma pan uczucie, że chcą panu coś powiedzieć?

– Tak. Ale nie potrafię tego zrozumieć.

– Czy ma pan jakąś teorię, jakieś podejrzenie? Czy potrafi pan to odgadnąć?

– Nie słyszę dokładnie słów, ale wiem, że mówią złe rzeczy.

– Złe rzeczy? W jakim sensie?

– One mi grożą. Nienawidzą mnie.

– Groźby wygłaszane szeptem.

– Tak.

– Jak długo to trwa?

– Mniej więcej tak długo jak… pełzanie… czołganie.

– Około minuty?

– Tak. Czy wyglądam na wariata?

– Zupełnie nie.

– Ale tam. Przecież mówię jak wariat.

– Proszę mi wierzyć, panie Frye. Słyszałem opowieści znacznie dziwniejsze od pańskiej.

– Ciągle myślę, że gdybym wiedział, co mówią te szepty, i że gdybym wiedział, co po mnie pełza, to mógłbym zrozumieć, o czym jest ten sen. A jak już będę wiedział, to może już nigdy mi się nie przyśni.

– Mniej więcej dlatego właśnie zajmiemy się tym problemem.

– Może mi pan pomóc?

– Cóż, w dużym stopniu to zależy od tego, na ile pan sam chce sobie pomóc.

– Ależ ja chcę to zwalczyć. Naprawdę chcę.

– To z pewnością się panu uda.

– Żyję z tym od tak dawna… ale nigdy się do tego nie przyzwyczaiłem. Boję się kłaść spać. Każdej nocy. Tak się boję.

– Czy poddawał się pan wcześniej terapii?

– Nie.

– Dlaczego?

– Bałem się.

– Czego?

– Tego, co… by to ujawniło.

– Dlaczego miałby się pan bać?

– To mogło być coś… zawstydzającego.

– Pan mnie nie może zawstydzić.

– Ja mogę się sam zawstydzić.

– Proszę się o to nie martwić. Jestem pańskim lekarzem. Jestem tu, aby wysłuchać i pomóc. Jeśli pan…

Doktor Rudge wyciągnął kasetę z magnetofonu i powiedział.

– Powtarzający się koszmar senny. To nie takie znowu niezwykłe. Ale koszmar, po którym następują halucynacje dotykowe i słuchowe, to nie jest codzienna bolączka.

– I pomimo to – zapytał Joshua – on nie wydał się panu niebezpieczny?

– Ależ skąd, na Boga – powiedział Rudge. – On tylko bał się snu i to było zrozumiałe. A fakt, że niektóre sensacje senne utrzymywały się nawet po przebudzeniu, prawdopodobnie był efektem jakichś szczególnie okropnych, zrepresjonowanych doświadczeń pogrzebanych w jego podświadomości. A koszmary senne stanowią zazwyczaj zdrowe ujście dla psychicznej pary. On nie wykazywał żadnych objawów psychozy. Nie wydawał się mieszać składników swego snu z rzeczywistością. Wytyczył wyraźną granicę, kiedy o tym rozmawialiśmy. W jego umyśle wydawało się istnieć ostre rozróżnienie miedzy koszmarem sennym a światem rzeczywistym.