Tony pochylił się do przodu.
– Czy mógł mniej polegać na rzeczywistości, niż dał panu poznać?
– Pyta pan… czy mógł mnie oszukać?
– A było tak?
Rudge skinął głową.
– Psychologia nie jest nauką ścisłą. A w porównaniu z nią psychiatria jest jeszcze mniej ścisła. Tak, mógł mnie oszukać, szczególnie dlatego, że widywałem go raz na miesiąc i nie miałem szansy, aby obserwować wahania nastrojów i zmiany osobowościowe, które byłyby bardziej widoczne, gdybyśmy pozostawali w cotygodniowych kontaktach.
– W świetle tego, co powiedział Joshua chwilę temu, czy pan ma takie odczucie, że został oszukany? – zapytała Hilary.
Rudge uśmiechnął się ponuro.
– Wygląda na to, że tak, nieprawdaż?
Wziął drugą kasetę, która była przewinięta do wybranego uprzednio punktu innej rozmowy z Frye’em, i wsunął ją do magnetofonu.
– Nigdy pan nie wspominał swojej matki.
– A co z nią?
– Właśnie o to pytam.
– Ma pan pełno pytań, prawda?
– W przypadku niektórych pacjentów mogę pytać o cokolwiek. Po prostu się otwierają i zaczynają mówić.
– Tak? A o czym mówią?
– Dość często mówią o swoich matkach.
– To musi być nudne dla pana.
– Bardzo rzadko. Proszę mi opowiedzieć o swojej matce.
– Miała na imię Katarzyna.
– I?
– Nie mam nic o niej do powiedzenia.
– Każdy ma coś do powiedzenia o swojej matce i o ojcu.
Przez prawie minutę trwało milczenie. Taśma przewijała się ze szpuli na szpulę, wydając jedynie szumiący odgłos.
– Tu go przeczekuję – powiedział Rudge, tłumacząc tę ciszę. – Za chwilę przemówi.
– Doktorze Rudge?
– Tak?
– Czy pan myśli…?
– Co takiego?
– Czy pan myśli, że umarli pozostają tylko umarłymi?
– Pan pyta, czy jestem religijny?
– Nie. To znaczy… czy pan myśli, że ktoś może umrzeć… i potem powracać zza grobu?
– Jak duch?
– Tak. Czy pan wierzy w duchy?
– A pan?
– Ja zapytałem pierwszy.
– Nie. Nie wierzę w nie, Bruno. A pan?
– Jeszcze nie wiem.
– Czy kiedykolwiek widział pan ducha?
– Nie jestem pewien.
– Co to ma wspólnego z pańską matką?
– Powiedziała mi, że będzie… wracała zza grobu.
– Kiedy to panu powiedziała?
– Och, tysiące razy. Zawsze to powtarzała. Mówiła, że wie, jak to się robi. Powiedziała, że będzie mnie pilnować po swojej śmierci. Powiedziała, że gdy zobaczy, że się źle zachowuję i nie żyję tak, jak ona chciała, to wróci i sprawi, że tego pożałuję.
– Czy pan jej wierzył?
– …
– Czy pan jej wierzył?
– …
– Bruno?
– Porozmawiajmy o czymś innym.
– O Jezu! – krzyknął Tony. – To stąd wziął mu się ten pomysł, że Katarzyna wróciła. Ta kobieta zaszczepiła w nim to przekonanie, zanim umarła!
– Co, w imię Boże, ta kobieta próbowała zdziałać? Co ich ze sobą łączyło? – zapytał Rudge’a Joshua.
– To źródło problemu – odpowiedział Rudge. – Ale nigdy nie doszliśmy do wyeksponowania go. Ciągle miałem nadzieję, że go namówię do przychodzenia co tydzień, ale on się zawsze opierał – i potem umarł.
– Czy na późniejszych sesjach rozwijał z nim pan temat duchów? – spytała Hilary.
– Tak – powiedział doktor. – Następnym razem, gdy przyszedł, znowu do tego wrócił. Powiedział, że umarli pozostają umarłymi i że tylko dzieci i idioci uważają, że jest inaczej. Powiedział, że nie ma czegoś takiego, jak duchy czy zombie. Chciał, żebym wiedział, że nigdy nie wierzył Katarzynie, kiedy mu mówiła, że wróci.
– Ale kłamał – stwierdziła Hilary. – On jej naprawdę uwierzył.
– Zapewne tak – przyznał Rudge. Włożył trzecią taśmę do urządzenia.
– Doktorze, jaką pan wyznaje religię?
– Zostałem wychowany na katolika.
– Czy nadal pan wierzy?
– Tak.
– Czy pan chodzi do kościoła?
– Tak. A pan?
– Nie. Czy chodzi pan co tydzień na msze?
– Prawie co tydzień.
– Czy pan wierzy w niebo?
– Tak. A pan?
– Tak. A w piekło?
– Do czego pan zmierza, Bruno?
– No bo jeśli jest jakieś niebo, to musi też być jakieś piekło.
– Niektórzy ludzie dowodzą, że ziemia jest piekłem.
– Nie. Jest inne miejsce z ogniem i tym wszystkim. A jeśli istnieją anioły…
– Tak?
– To muszą też istnieć diabły. Biblia mówi, że są.
– Można być dobrym chrześcijaninem, nie traktując całej Biblii dosłownie.
– Czy pan wie, jak rozpoznawać różne piętna demonów?
– Piętna?
– Tak. Jak jakiś mężczyzna albo kobieta zawierają pakt z diabłem, to on ich naznacza. Albo gdy bierze ich w posiadanie z jakiegoś innego powodu, to ich naznacza, tak mniej więcej, jak my znakujemy bydło.
– Czy pan wierzy, że naprawdę można zawrzeć pakt z diabłem?
– Co? Och, nie. Nie, to tylko banialuki. To bzdury. Ale niektórzy ludzie naprawdę w to wierzą. Bardzo wielu ludzi. A ja uważam ich za interesujących. Fascynuje mnie ich psychika. Czytam dużo o okultyzmie tylko po to, by sobie wyobrazić, jacy są ci ludzie, którzy w to mocno wierzą. Chcę pojąć, jak pracuje ich umysł. Rozumie pan?
– Mówił pan o piętnach, jakie diabeł zostawia na innych ludziach.
– Tak. To tylko coś, o czym ostatnio czytałem. Nic ważnego.
– Proszę mi o tym opowiedzieć.
– No tego, rozumie pan, podobno w piekle są całe setki diabłów. Może tysiące. I każdy z nich ma podobno swój znak, który daje ludziom, których duszą zawładnie. Na przykład w takim średniowieczu wierzyli, że znamię w kształcie truskawki na twarzy jest znakiem demona. A innym były zezowate oczy. Trzecia pierś. Niektórzy ludzie rodzą się z trzecią piersią. To naprawdę nie jest takie rzadkie. I są tacy, którzy mówią, że to znak demona. Liczba 666. To znak przywódcy diabłów, szatana. Jego ludzie mają liczbę 666 wypaloną na skórze, pod włosami, gdzie jej nie można zobaczyć. To znaczy, tak wierzą prawdziwi wyznawcy. I bliźnięta… To inny znak dzieła demona.
– Bliźnięta też są robotą demona?
– Rozumie pan, ja tam w nic z tego nie wierzę. Ja nie. To bajdy. Ja tylko mówię, w co wierzą niektórzy pomyleńcy.
– Rozumiem.
– Jeśli pana nudzę…
– Nie. Też to uważam za fascynujące.
Rudge wyłączył magnetofon.
– Jeden komentarz, zanim pozwolimy mu kontynuować. Zachęciłem go do mówienia o okultyzmie, ponieważ uważałem to za ćwiczenie intelektualne dla niego, metodę, aby wzmocnił swój umysł przed zabraniem się do rozwiązywania swojego problemu. Przykro mi to stwierdzić, ale uwierzyłem mu, kiedy mówił, że nie traktuje tego poważnie.
– Ale tak było – powiedziała Hilary. – Traktował to bardzo poważnie.
– Tak się wydaje. Ale wówczas myślałem, że on tylko trenuje swój umysł, przygotowując się do rozwiązania swojego problemu. Gdyby znalazł wytłumaczenie wyraźnie irracjonalnych procesów myślowych takich ekscentryków, jakimi są zaprzysięgli okultyści, wówczas poczułby się gotów do wyjaśnienia tego drobnego wycinka irracjonalnego zachowania jego własnej osobowości. Gdyby potrafił wyjaśnić zachowanie okultystów, to wyjaśnienie snu, którego nie mógł sobie przypomnieć, byłoby łatwiejszą sprawą. Myślałem, że on właśnie do tego dąży. Ale myliłem się. A niech to! Gdyby tylko przychodził do mnie częściej.