Выбрать главу

Rudge ponownie włączył magnetofon.

– Powiedział pan, że bliźnięta to też robota demonów.

– Tak. Nie wszystkie bliźnięta, oczywiście. Tylko pewien szczególny rodzaj bliźniąt.

– Na przykład jakich?

– Bliźnięta syjamskie. Niektórzy ludzie mówią, że to znak demona.

– Tak. Rozumiem, skąd mógł powstać ten przesąd.

– A czasami bliźnięta jednojajowe rodzą się obydwa w czepku. To rzadkość. Jedno tak. Ale nie dwa. To wielka rzadkość, aby obydwa bliźnięta urodziły się w czepkach. Kiedy to się zdarza, można być dość pewnym, że obydwa noszą na sobie piętno demona. Przynajmniej tak myślą niektórzy ludzie.

Rudge wyjął taśmę z magnetofonu.

– Nie jestem pewien, jak to pasuje do tego, co przydarzyło się wam trojgu. Ale ponieważ wydaje się, że istnieje ktoś, kto się podszywa pod Bruno Frye’a, temat bliźniąt wydawał mi się czymś, co chcielibyście usłyszeć.

Joshua spojrzał na Tony’ego, potem na Hilary.

– Ale jeżeli Mary Gunther miała rzeczywiście dwoje dzieci, to dlaczego Katarzyna przywiozła do domu tylko jedno? Dlaczego miałaby kłamać i twierdzić, że jest tylko jedno niemowlę? To jest zupełnie bez sensu.

– Nie wiem – powiedział Tony z wątpliwością w głosie. – Powiedziałem panu, że ta historia brzmi zbyt gładko.

– Czy znalazł pan świadectwo urodzenia Bruna? – spytała Hilary.

– Jeszcze nie – powiedział Joshua. – Nie było go w jego sejfach.

Rudge podniósł ostatnią z czterech kaset oddzielonych od głównego stosu.

– To jest ostatnia sesja, jaką odbyłem z Frye’em. Zaledwie trzy tygodnie temu. Zgodził się wreszcie poddać hipnozie, która miała mu pomóc w przypomnieniu sobie treści snu. Był jednak przezorny. Zmusił mnie, bym obiecał, że ograniczę zasięg pytań. Nie wolno mi było go pytać o nic więcej z wyjątkiem snu. Ten fragment, który dla was wybrałem, zaczyna się od momentu, w którym już jest w transie. Cofnąłem go w czasie, niedaleko, tylko do poprzedniej nocy. Umieściłem go ponownie w tym śnie.

– Co widzisz Bruno?

– Moją matkę. I siebie.

– Mów dalej.

– Ona mnie ciągnie.

– Gdzie jesteś?

– Nie wiem. Ale jestem mały.

– Mały?

– Mały chłopiec.

– I twoja matka zmusza cię, żebyś gdzieś poszedł?

– Tak. Ona mnie ciągnie za rękę.

– Dokąd cię ciągnie?

– Do… tych… drzwi. Te drzwi. Nie pozwólcie ich otworzyć. Nie pozwólcie. Nie pozwólcie!

– Spokojnie. Już dobrze. Opowiedz mi o tych drzwiach. Dokąd one prowadzą?

– Do piekła.

– Skąd to wiesz?

– One są w ziemi.

– Drzwi są w ziemi?

– Na litość boską nie pozwólcie jej ich otworzyć! Nie pozwólcie, by mnie tam znowu wsadziła. Nie! Nie! Ja tam więcej nie pójdę!

– Odpręż się. Uspokój. Nie ma powodu do strachu. Po prostu się rozluźnij, Bruno. Rozluźnij. Jesteś spokojny?

– T – tak.

– W porządku. Teraz powoli, spokojnie, bez żadnych emocji opowiedz mi, co się teraz dzieje. Ty i matka stoicie przed jakimiś drzwiami w ziemi. Co się teraz dzieje?

– Ona… ona… otwiera drzwi.

– Mów dalej.

– Wpycha mnie.

– Mów dalej.

– Wpycha mnie… przez te drzwi.

– Mów dalej, Bruno.

– Zatrzaskuje je… przekręca klucz.

– Zamyka cię w środku?

– Tak.

– Jak tam jest?

– Ciemno.

– Jak jeszcze?

– Tylko ciemno. Czarno.

– Musisz chyba coś widzieć.

– Nie. Nic.

– Co się teraz dzieje?

– Próbuję się wydostać.

– I?

– Drzwi są za ciężkie, za mocne.

– Bruno, czy to naprawdę tylko sen?

– …

– Czy to naprawdę tylko sen, Bruno?

– Właśnie to mi się śni.

– Ale czy to również wspomnienie?

– …

– Czy twoja matka rzeczywiście zamykała cię w ciemnym pokoju, kiedy byłeś dzieckiem?

– T – tak.

– W piwnicy?

– W ziemi. W tym pokoju w ziemi.

– Jak często to robiła?

– Cały czas.

– Raz na tydzień?

– Częściej.

– Czy to była kara?

– Tak.

– Za co?

– Jak… nie zachowywałem się… i nie myślałem jako jeden.

– Co to znaczy?

– To była kara, jak nie byłem jednym.

– Jednym czym?

– Jednym. Jednym. Tylko jednym. To wszystko. Tylko jednym.

– W porządku. Powrócimy do tego później. Teraz pójdziemy dalej i sprawdzimy, co się dzieje potem. Jesteś zamknięty w tamtym pokoju. Nie możesz otworzyć tych drzwi. Co się dzieje teraz, Bruno?

– B – b – b – boję się.

– Nie. Nie boisz się. Czujesz się spokojny, odprężony, zupełnie się nie boisz. Czy nie jest tak? Nie czujesz się spokojny?

– Chyba… tak.

– Dobrze. Co się dzieje, kiedy próbujesz otworzyć drzwi?

– Nie mogę ich otworzyć. Więc tylko stoję na ostatnim stopniu i patrzę w dół, w ciemność.

– Tam są stopnie?

– Tak.

– Dokąd prowadzą?

– Do piekła.

– Czy schodzisz na dół?

– Nie! Tylko… tam stoję. I… słucham.

– Co słyszysz?

– Głosy.

– Co mówią?

– To są tylko… szepty. Nie mogę ich rozróżnić. Ale one… podchodzą… są coraz głośniejsze. Podchodzą bliżej. Wchodzą po stopniach. Teraz są głośne!

– Co mówią?

– Szepty. Zupełnie mnie otoczyły.

– Co one mówią?

– Nic. Coś, co nic nie znaczy.

– Słuchaj uważniej.

– One nie mówią słowami.

– Kim oni są. Kto szepcze?

– Och, Jezu. Posłuchaj. Jezu.

– Kim oni są?

– To nie ludzie. Nie. Nie! Nie ludzie!

– To nie ludzie szepczą?

– Zdejmij je! Zdejmij je ze mnie!

– Dlaczego się otrzepujesz?

– One mnie całego oblazły!

– Niczego na tobie nie ma.

– Cały… obleziemy!

– Nie wstawaj, Bruno. Poczekaj…

– O mój Boże!

– Bruno, leż dalej na kanapie.

– Jezu, Jezu, Jezu, Jezu.

– Nakazuję ci leżeć na kanapie.

– O Jezu, pomóż mi! Pomóż mi!

– Posłuchaj mnie, Bruno. Ty…

– Zdejmij je ze mnie, zdejmij je ze mnie!

– Bruno, nic się nie dzieje. Odpręż się. One odchodzą.

– Nie! Jest ich jeszcze więcej! Ach! Ach! Nie!

– One odchodzą. Szepty są coraz cichsze, coraz dalsze. One…

– Są głośniejsze! Coraz głośniejsze! Ryk szeptów!

– Uspokój się. Leż i…

– Wchodzą mi do nosa! Och, Jezu! Moje usta!

– Bruno!

Z taśmy rozległ się dziwny, zduszony okrzyk. Trwał bardzo długo.

Hilary objęła się ramionami. Poczuła nagle lodowaty chłód.

Rudge powiedział:

– Zeskoczył z kanapy i pobiegł do tamtego kąta. Ukucnął w nim i położył sobie ręce na twarzy.

Z taśmy nadal dochodził niesamowity odgłos charkotu i rzężenia.

– Ale pan wyrwał go z tego transu – powiedział Tony.

Rudge pobladł na samo wspomnienie.

– Z początku myślałem, że już tak zostanie, pogrążony we śnie. Nic takiego dotychczas mi się nie przytrafiło. Jestem bardzo dobry w terapii hipnotycznej. Bardzo dobry. A pomyślałem, że go straciłem. To chwilę potrwało, ale w końcu zaczął reagować.

Na taśmie: rzężenie, krztuszenie, charczenie.

– To, co słyszycie – powiedział Rudge – to krzyk Frye’a. Jest przerażony, że przechwyciły jego gardło, boi się, że stracił głos. Próbuje krzyczeć, ale nie może wydobyć głośniejszego dźwięku.

Joshua wstał, pochylił się, wyłączył magnetofon. Trzęsły mu się ręce.

– Czy uważa pan, że jego matka naprawdę zamykała go w jakimś ciemnym pokoju?