– Czyli że to ojciec zmusił ją do noszenia pasów – powiedziała Hilary, czując jeszcze większy żal z powodu Katarzyny Frye, niż się spodziewała, gdy wchodziła do bawialni pani Yancy. – Zadręczał ją, żeby ochronić samego siebie. To był jego pomysł.
– Tak – przyznała pani Yancy. – Nigdy nie potrafiła mu się sprzeciwić. Zawsze robiła to, co jej kazał. Tym razem nie było inaczej. Robiła te rzeczy z pasami i odchudzaniem, mimo że to tak cholernie bolało. Robiła to, bo bała się okazać mu nieposłuszeństwo. Co nie jest dziwne, jeśli się zważy fakt, że jakieś dwadzieścia lat łamał jej wolę.
– Wyjechała do college’u. Czy to nie była próba zdobycia niezależności? – spytał Tony.
– Nie – powiedziała pani Yancy. – College był pomysłem Leo. W 1937 pojechał do Europy na siedem czy osiem miesięcy, aby sprzedać resztę swego majątku w starym kraju. Wiedział, że zbliża się druga wojna światowa, i nie chciał mieć tam żadnych zamrożonych aktywów. Nie chciał brać ze sobą Katarzyny w podróż. Podejrzewam, że miał zamiar połączyć przyjemne z pożytecznym. Był człowiekiem o dużych potrzebach seksualnych. A słyszałam, że niektóre europejskie burdele oferują wszelkie zberezeństwa, co mu pewnie odpowiadało. Brudny stary cap. Katarzyna by mu zawadzała. Postanowił, że pójdzie do college’u, kiedy on będzie poza krajem, i załatwił dla niej pobyt u znajomej rodziny w San Francisco. Posiadali przedsiębiorstwo, które rozprowadzało wino, piwo i likiery w Bay Area i jednym z ich towarów były wyroby „Drzewa Cienia”.
– Narażał się na wiele, spuszczając ją z oka na tak długo – zauważył Joshua.
– Najwidoczniej tak nie myślał – powiedziała pani Yancy. – I okazało się, że miał rację. Przez wszystkie te miesiące bez niego obok siebie ani razu nie wydostała się spod jego wpływu. Nigdy nikomu nie opowiedziała o tym, co jej robił. Nigdy nawet nie wzięła pod uwagę, że może to komuś powiedzieć. Miała złamaną wolę, powiadam wam zniewolona. Tak trzeba to nazwać. Była zniewolona, ale nie jak robotnik na plantacji czy ktoś taki. Zniewolona umysłowo i emocjonalnie. I kiedy wrócił z Europy, zmusił ją do porzucenia college’u. Zabrał ją z powrotem do St. Helena, a ona się nie opierała. Nie potrafiła się sprzeciwiać. Nie wiedziała jak.
Zegar kominkowy wybił godzinę. Dwa odmierzone dźwięki. Nuty odbiły się cichym echem od sufitu w salonie.
Joshua siedział dotąd na skraju krzesła. Teraz osunął się w tył, aż jego głowa zetknęła się znowu z pokrowcem. Był blady i miał ciemne kręgi pod oczami. Jego siwe włosy nie były już puszyste; były przyklapnięte, bez życia. Postarzał się przez ten tak krótki czas, który minął, odkąd Hilary go poznała. Wyglądał na wykończonego.
Wiedziała, co czuł. Historia rodziny Frye’ów była monotonnym, ponurym przekazem o czyimś bestialstwie popełnionym na drugim człowieku. Im więcej grzebali w tych brudach, tym większej ulegali depresji. Serce nie mogło pomóc, a tylko reagowało, natomiast myśli w miarę kolejnych okropnych odkryć stawały się coraz bardziej posępne.
Jakby rozmawiając z samym sobą, doprowadzając do porządku swój umysł, Joshua powiedział:
– Więc wrócili do St. Helena, podjęli swój chory związek od miejsca, w którym go przerwali, w końcu popełnili błąd i ona zaszła w ciążę – a w St. Helena nikt nawet nic nie podejrzewał.
– Niewiarygodne – dodał Tony. – Zazwyczaj najprostsze kłamstwo jest najlepsze, bo tylko takie nie kończy się własną wpadką. A opowieść o Mary Gunther była tak piekielnie pogmatwana! To była żonglerka. Musieli utrzymywać w powietrzu kilka piłek jednocześnie. A jednak przeprowadzili to zupełnie gładko.
– No, prawie gładko – powiedziała pani Yancy. – Był jeden problem, a raczej dwa.
– Jakie?
– Taki, że tego dnia, gdy wyjechała z St. Helena, aby przyjechać do mnie i urodzić swoje dziecko, powiedziała ludziom stamtąd, że zmyślona Mary Gunther przysłała wiadomość, że dziecko się już urodziło. I to była głupota. Wielka głupota. Katarzyna powiedziała, że jedzie do San Francisco zabrać dziecko. Opowiedziała im, że Mary wspomniała, że niemowlę jest śliczne, ale że zapomniała powiedzieć, czy to jest chłopiec czy dziewczynka. To był wzruszający sposób, w jaki Katarzyna osłaniała samą siebie, bo nie mogła znać płci swojego dziecka przed jego urodzeniem. Idiotka. Powinna była mieć więcej oleju w głowie. To był jej jedyny błąd – gdy powiedziała przed wyjazdem z St. Helena, że dziecko się już urodziło. Ach, wiem, że była zupełnym wrakiem nerwowym. Wiem, że nie myślała jasno. Nie mogła być zupełnie zrównoważoną kobietą po tym, co robił z nią Leo przez wszystkie te lata. I ta ciąża, ukrywanie się pod pasami i śmierć Leo w momencie, gdy potrzebowała go najbardziej – to musiało ją jeszcze bardziej wykończyć nerwowo. Miała kłopoty z głową i nie przemyślała tego dokładnie.
– Nie rozumiem – spytał Joshua. – Dlaczego to był błąd, że mówiła, że dziecko Mary już się urodziło? W czym problem?
Głaszcząc kota, pani Yancy powiedziała:
– Powinna była powiedzieć ludziom w St. Helena, że mały Gunther ma się dopiero urodzić, że jeszcze się nie urodził, ale że ona już jedzie do San Francisco, aby być z Mary. W ten sposób nie musiałaby postępować zgodnie z wersją, że jest tylko jedno dziecko. Ale o tym nie pomyślała. Nie przyszło jej do głowy, co może się zdarzyć. Opowiadała wszystkim, że na składzie jest tylko jedno dziecko. Potem przyjechała do mnie i urodziła bliźnięta.
– Bliźnięta? – zapytała Hilary.
– Jasny gwint – wyraził się Tony.
Zdziwienie poderwało Joshuę na równe nogi.
Biały kot wyczuł napięcie. Podniósł głowę z podołka pani Yancy i patrzył z ciekawością po kolei na wszystkich w salonie. Jego żółte oczy wydawały się świecić wewnętrznym światłem.
Pokój na poddaszu był duży, ale nie tak duży, by Bruno nie miał uczucia, że stopniowo zamyka się wokół niego. Rozglądał się za czymś, co mógłby robić, ponieważ bezczynność jeszcze bardziej pogarszała jego klaustrofobię.
Znudził się hantlami, jeszcze zanim jego masywne ramiona zaczęły go boleć od ćwiczeń.
Wyjął książkę z jednej z półek i próbował czytać, ale nie był w stanie się skoncentrować.
Jego umysł jeszcze się nie uspokoił; przemykał od jednej myśli do drugiej, jak zrozpaczony jubiler niewzruszenie poszukujący torby diamentów nie położonej na swoim miejscu.
Rozmawiał ze zmarłym sobą.
Szukał w zakurzonych kątach pająków, aby je miażdżyć.
Śpiewał dla siebie.
Śmiał się czasami, nie wiedząc dokładnie, co go tak rozśmieszyło.
Również płakał.
Przeklinał Katarzynę.
Robił plany.
Krążył nieprzerwanie w kółko.
Miał ochotę wyjść z domu i zacząć szukać Hilary – Katarzyny, ale wiedział, że byłby idiotą, gdyby wyszedł na zewnątrz za dnia. Był pewien, że spiskowcy Katarzyny są wszędzie w St. Helena. Jej przyjaciele z grobu. Inni wędrujący umarli; mężczyźni i kobiety z Tamtej Strony, ukrywający się w nowych ciałach. Wystawieni na czatach czekają na niego. Tak. Tak. Mogą ich być dziesiątki. Za dnia za bardzo będzie się rzucał w oczy. Musi poczekać do zachodu słońca, zanim pójdzie szukać tej suki. Chociaż noc jest ulubioną porą dnia dla żywych trupów, podczas której grasują szczególnie licznie i chociaż będzie w śmiertelnym niebezpieczeństwie, jeśli będzie podchodził Hilary – Katarzynę nocą, ciemność da mu również przewagę. Cienie nocy ukryją go przed chodzącymi umarłymi tak samo dobrze, jak ukryją ich przed nim. Przy tak wyrównanej stawce sukces polowania będzie zależał tylko od tego, kto jest sprytniejszy – on czy Katarzyna – i jeśli to jest jedyny warunek, wówczas może on ma większe szansę na wygraną, bo chociaż Katarzyna była mądra, nieskończenie zła i przebiegła, nie była tak inteligentna jak on.