Выбрать главу

Wierzył, że będzie bezpieczny, jeśli będzie siedział w tym domu za dnia, co było prawdziwą ironią losu, bo nie czuł się tu ani minutę bezpieczny podczas trzydziestu pięciu lat, gdy mieszkał tu z Katarzyną. Teraz ten dom był godną zaufania przystanią, ponieważ był ostatnim miejscem, w którym Katarzyna albo jej spiskowcy mogli go szukać. Ona chciała go złapać i sprowadzić właśnie tutaj. Wiedział to. Wiedział to! Powróciła zza grobu tylko z jednego powodu: aby ściągnąć go na szczyt urwiska i poprowadzić dookoła domu, do tylnego dziedzińca, tam gdzie są drzwi w ziemi. Chciała go wsadzić do tej nory, zamknąć w niej na zawsze. Właśnie to obiecała zrobić, jeśli kiedykolwiek powróci, aby go ukarać. Nie zapomniał tego. I dlatego ona teraz myśli, że on będzie za wszelką cenę unikał szczytu urwiska i starego domu. Nawet przez milion lat nie przyjdzie jej do głowy szukać go w dawno opuszczonej sypialni na poddaszu.

Był tak zadowolony ze swej znakomitej strategii, że zaśmiał się głośno.

Ale potem ogarnęła go straszliwa myśl. A jeśli ona wpadnie na pomysł, by jednak go tutaj poszukać i jeśli tu przyjdzie ze swoimi sprzymierzeńcami – innymi żywymi trupami – w wystarczającej ilości, aby wziąć nad nim górę, wówczas nie będą mieli daleko, aby go zawlec; drzwi w ziemi są tuż za domem. Jeśli Katarzyna i jej piekielne towarzystwo złapią go tutaj, wówczas wystarczy im chwila, żeby go zanieść do tamtych drzwi i wrzucić do tamtego ciemnego pokoju, w sam środek szeptów.

Przerażony pobiegł z powrotem do łóżka, usiadł obok siebie i próbował się zmusić do spokoju w nadziei, że wszystko będzie dobrze.

* * *

Joshua nie mógł usiedzieć spokojnie. Chodził tam i z powrotem po kwiaciastych bieżnikach w salonie pani Yancy.

– Kiedy Katarzyna urodziła bliźnięta – kontynuowała staruszka – pojęła, że wymyślne kłamstwo o Mary Gunther dłużej się nie utrzyma. Ludzie w St. Helena byli przygotowani na jedno dziecko. Nieważne, jak będzie wyjaśniała to drugie, zaszczepi w nich podejrzenie. Ta myśl, że każdy, kogo znała, odkryje, co robiła ze swym ojcem… Cóż, sądzę, że to był szczyt wszystkiego, co jej się przydarzyło w życiu. Normalnie zbzikowała. Przez trzy dni awanturowała się jak ktoś w malignie, bredziła jak wariatka. Lekarz dawał jej środki uspokajające, ale nie zawsze działały. Wygłaszała tyrady, majaczyła i bełkotała. Myślałam, że będę musiała wezwać gliny i kazać ją zabrać do domu bez klamek. Ale nie chciałam tego zrobić. Klnę się na wszystko, że nie chciałam.

– Ale ona potrzebowała pomocy psychiatrycznej – powiedziała Hilary. – Pozwolić jej tak krzyczeć i awanturować się przez trzy dni, to nie było dobre. To wcale nie było dobre.

– Może nie – przyznała pani Yancy. – Ale nie mogłam zrobić nic innego. No bo jak się prowadzi wesoły burdelik, to nie chce się spotykać gliniarzy, chyba że przy wsuwaniu im forsy do kieszeni. Zazwyczaj nie nachodzą firm takiej klasy jak moja. W końcu niektórzy moi klienci to byli wpływowi politycy i bogaci businessmani; gliniarze nie chcieli robić numerów grubym rybom na wypadzie. Ale gdybym odesłała Katarzynę do szpitala, to wiedziałam jak mało co, że gazety by się dogrzebały do tej historii i potem gliniarze musieliby mnie zamknąć. Nie pozwoliliby mi prowadzić interesu ot tak po całej takiej aferze. Nie ma mowy. Zupełnie niemożliwe. Straciłabym wszystko. I mój lekarz martwił się, że jego kariera będzie zrujnowana, jak jego pacjenci się dowiedzą, że potajemnie leczy prostytutki. W dzisiejszych czasach lekarzowi nic się nie stanie, nawet gdy wszyscy się dowiedzą, że robi sterylizację aligatorom tymi samymi narzędziami, których używa w swoim gabinecie. Ale w 1940 ludzie byli bardziej… wybredni. Więc rozumiecie, musiałam myśleć o sobie i musiałam chronić lekarza, moje dziewczęta…

Joshua podszedł do krzesła starej kobiety. Przyglądał się jej, nie wyłączając prostej sukni, fartuszka, ciemnobrązowych pończoch, ciężkich czarnych butów i jedwabistego białego kota, próbując przeniknąć przez ten babciowaty obraz do kryjącej się pod nim prawdziwej kobiety.

– Czy przyjmując trzy tysiące dolarów od Katarzyny, również nie wzięła pani na siebie jakiejś odpowiedzialności?

– Nie prosiłam jej, by przyjeżdżała do mojego lokalu, aby tam urodzić dziecko – odpowiedziała pani Yancy. – Mój interes był wart o wiele więcej niż trzy tysiące dolarów. Nie miałam zamiaru pozbywać się wszystkiego tylko dla zasady. Bo pan uważa, że tak powinnam była postąpić? – Potrząsnęła siwą głową z niedowierzaniem. – Jeśli pan tak naprawdę myśli, to żyje pan w świecie snów, drogi panie.

Joshua wpatrywał się w kobietę, niezdolny przemówić z obawy, że będzie na nią wrzeszczał. Nie chciał być wyrzucony z jej domu, dopóki nie będzie pewien, że powiedziała mu absolutnie wszystko, co wie o ciąży Katarzyny Anny Frye i o bliźniętach. Bliźniętach!

– Proszę posłuchać, pani Yancy – powiedział Tony. – Krótko po przyjęciu Katarzyny do siebie odkryła pani, że ona ściskała się pasami i że przez to mogła stracić swoje dziecko. Sama pani przyznała, że tak mówił lekarz.

– Tak.

– Powiedział, że Katarzyna może także umrzeć.

– No to co?

– Śmierć dziecka albo śmierć rodzącej kobiety – przez to pani zakład zostałby zamknięty równie szybko, jak przez wezwanie gliniarzy do kobiety, która cierpiała na rozstrój nerwowy. Jednak nie odprawiła pani Katarzyny, kiedy był jeszcze na to czas. Wiedząc, że to ryzykowna propozycja, zatrzymała pani te trzy tysiące i pozwoliła jej pani zostać. Ale chyba sobie pani uświadamiała, że gdyby ktoś umarł, to musiałaby to pani zgłosić na policję i ponieść ryzyko, że panią zamkną.

– Żaden problem – oświadczyła pani Yancy. – Gdyby umarły niemowlęta, to wynieślibyśmy je w walizce. Pogrzebałoby się je po cichu na wzgórzach w Okręgu Marin. Albo może obciążylibyśmy walizkę i spuścili ją z mostu Golden Gate.

Joshua ledwie panował nad nieodpartą potrzebą schwycenia starej kobiety za siwy kok i ściągnięcia jej z krzesła; wyrwania jej z tego samozadowolenia. Zamiast tego odwrócił się, zrobił głęboki wdech i zaczął znowu kroczyć po kwiaciastym bieżniku, wpatrując się groźnie w podłogę.

– A co z Katarzyną? – spytała Ritę Yancy Hilary. – Co by pani zrobiła, gdyby to ona umarła?

– To samo, co z bliźniętami, gdyby urodziły się martwe – odpowiedziała pani Yancy pogodnie. – Tylko że, naturalnie, nie moglibyśmy wsadzić Katarzyny do walizki.

Joshua przystanął na przeciwległym końcu bieżnika i obejrzał się z przerażeniem na kobietę. Nie próbowała być zabawna. Była całkowicie nieświadoma ponurego dowcipu zawartego w tym prostym oświadczeniu; zwyczajnie stwierdzała fakt.

– Gdyby coś się stało, wyrzucilibyśmy ciało na śmietnik – mówiła pani Yancy, nadal odpowiadając na pytanie Hilary. – I tak byśmy to załatwili, że nikt by się nie dowiedział, że Katarzyna kiedykolwiek zjawiła się u mnie. No, tylko bez takiego zgorszenia i potępienia, młoda damo. Nie jestem morderczynią. Mówimy o tym, co bym zrobiła – co każda rozsądna osoba w mojej sytuacji by zrobiła – gdyby ona albo dziecko umarły naturalną śmiercią. Naturalną śmiercią. Na litość boską, gdybym mordowała, to załatwiłabym biedną Katarzynę, kiedy postradała zmysły, kiedy nie wiedziałam, czy kiedykolwiek wyzdrowieje. Była wtedy dla mnie zagrożeniem. Nie wiedziałam, czy przypadkiem nie stracę przez nią mojego domu, mojego interesu, wszystkiego. Ale nie udusiłam jej, nie? Mój Boże, taka myśl w ogóle mi nie przyszła do głowy! Pielęgnowałam dziewczynę, jak miała te swoje ataki. Pielęgnowałam ją w histerii i potem wszystko było dobrze.