Выбрать главу

– To absurd!

– Panno Thomas, może to rzeczywiście był ktoś inny. Ktoś, kto mocno przypominał Frye’a – powiedział Clemenza.

Nawet gdyby się chciała wycofać w tym kierunku, nie potrafiła tego zrobić. Zmuszając ją do wielokrotnego opisywania mężczyzny, który ją napadł, wyciągając od niej ileś zapewnień, że napastnik był nikim innym tylko Bruno Frye’em, porucznik Howard utrudnił albo wręcz uniemożliwił skorzystanie z wyjścia, jakie podsunął jej Clemenza. W każdym razie nie chciała się wycofywać i zmieniać zdania. Wiedziała, że ma rację.

– To był Frye – powiedziała twardo. – Frye i nikt inny tylko Frye. Niczego nie zmyśliłam. Nie strzelałam do ścian. Nie przewróciłam sofy i nie podarłam swoich ubrań. Na miłość boską, dlaczego miałabym robić takie idiotyczne rzeczy? Z jakiego powodu miałabym organizować tu taki teatr?

– Mam parę pomysłów – powiedział Howard. – Sądzę, że znała pani Bruno Frye’a od dawna i…

– Mówiłam panu. Poznałam go dopiero trzy tygodnie temu.

– Mówiła nam pani inne rzeczy, które okazały się nie być prawdą – stwierdził Howard. – Dlatego uważam, że znała pani Frye’a od lat albo przynajmniej od jakiegoś czasu i że mieliście romans…

– Nie!

– …i z jakichś powodów on panią rzucił. Może po prostu znudził się panią. Może była inna kobieta. Coś w tym stylu. Tak więc sobie kombinuję, że pani nie pojechała do jego wytwórni win po materiały do scenariusza, jak pani twierdzi. Myślę, że pani tam pojechała, żeby się z nim znowu spotkać. Chciała pani wszystko załagodzić, buzi i po krzyku…

– Nie.

– …ale jego to zupełnie nie interesowało. Znowu panią odprawił. Ale kiedy pani tam była, to dowiedziała się, że on przyjeżdża do LA na krótkie wakacje. Więc postanowiła go pani wykończyć. Sądziła pani, że on pewnie nie ma nic zaplanowanego na pierwszą noc w mieście, prawdopodobnie tylko samotna, spokojna kolacja i wcześnie do łóżka.

Była pani absolutnie pewna, że nie będzie miał później żadnego alibi, gdyby gliniarze chcieli poznać każdy jego ruch tej nocy. Więc postanowiła go pani wsypać pod zarzutem gwałtu.

– Do cholery, to jest obrzydliwe!

– Odbiło się to od pani rykoszetem – powiedział Howard. – Frye zmienił plany. Nawet nie przyjechał do LA. Dlatego teraz dała się pani przyłapać na kłamstwie.

– On tu był! – Miała ochotę schwycić detektywa za gardło i dusić go, dopóki tego nie zrozumie. – Niech pan posłucha, mam jednego czy dwóch przyjaciół, którzy znają mnie wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, czy miałam romans, czy nie. Podam panu ich nazwiska. Proszę się z nimi zobaczyć. Oni panu powiedzą, że nie miałam nic wspólnego z Bruno Frye’em. Do diabła, oni panu powiedzą, że od pewnego czasu nie byłam z nikim. Byłam zbyt zajęta, żeby korzystać z prywatnego życia. Pracuję całymi godzinami. Prawie nie mam czasu na romanse. I jasne jak słońce, że nie miałabym czasu na kochanka, który mieszka na drugim końcu stanu. Proszę porozmawiać z moimi przyjaciółmi. Oni panu powiedzą.

– Przyjaciele są zazwyczaj niewiarygodnymi świadkami – odparował Howard. – Poza tym, to mógł być właśnie taki romans, który pani zatrzymała dla siebie, potajemny skok w bok. Niech pani zrozumie, panno Thomas, zapędziła się pani w kozi róg. Takie są fakty. Mówi pani, że Frye był dziś wieczorem w tym domu. Ale szeryf twierdzi, że on był tam, we własnym domu, nie dalej jak trzydzieści minut temu. Przecież St. Helena jest oddalona o ponad czterysta mil drogą lotniczą, a ponad pięćset mil samochodem. Żadną miarą nie mógł dojechać do siebie tak szybko. A nie mógł być w dwóch miejscach jednocześnie, ponieważ, jeśli pani o tym nie wie, byłoby to pogwałcenie praw fizyki.

– Frank, może mi pozwolisz skończyć sprawę panny Thomas – powiedział porucznik Clemenza.

– Co tu jeszcze kończyć? Już po wszystkim, koniec, kaput. – Howard wycelował w nią oskarżycielski palec. – Ma pani cholerne szczęście, panno Thomas. Gdyby Frye przyjechał do LA i to dostało się do sądu, popełniłaby pani krzywoprzysięstwo. Mogłaby się pani zawinąć do aresztu. Ma również pani szczęście, że nie mamy jak ukarać kogoś takiego jak pani za takie marnowanie naszego czasu.

– Nie wiem, czy zmarnowaliśmy czas – powiedział cicho Clemenza.

– Niech mnie cholera, jeśli nie zmarnowaliśmy. – Howard spojrzał na nią groźnie. – Powiem pani jedną rzecz: Jeśli Bruno Frye będzie chciał pani wytoczyć proces o zniesławienie, to przysięgam na Boga, że będę zeznawał na jego korzyść. – Potem odwrócił się i odszedł od niej w kierunku drzwi gabinetu.

Porucznik Clemenza nie zrobił żadnego ruchu do wyjścia i najwyraźniej chciał jej jeszcze coś powiedzieć, ale ona nie chciała, żeby ten drugi odszedł, zanim jej nie odpowie na parę ważnych pytań.

– Proszę poczekać – powiedziała.

Howard zatrzymał się i spojrzał na nią.

– Tak?

– Co teraz? Co zrobicie z moim doniesieniem?

– Pani pyta poważnie?

– Tak.

– Ja pójdę do samochodu, odwołam APB na Bruna Frye’a i skończę pracę. Pojadę do domu i wypiję kilka butelek zimnego coorsa.

– Nie macie mnie tu chyba zamiaru zostawiać samej? A jeśli on wróci?

– O Jezu – zawołał Howard. – Czy pani przestanie się zgrywać?

Zrobiła parę kroków w jego kierunku.

– Nieważne, co pan sobie myśli, nieważne, co mówi szeryf z Napa, ja nie odstawiam komedii. Czy nie możecie przynajmniej zostawić jednego z tych umundurowanych ludzi pod drzwiami, dopóki nie sprowadzę ślusarza, żeby mi pozmieniał zamki w drzwiach?

Howard potrząsnął głową.

– Nie. Niech mnie cholera, jeśli będę nadal marnował czas policji i pieniądze podatników, żeby dawać ochronę, której pani nie potrzebuje. Niech pani przestanie. Już po wszystkim. Przegrała pani. Proszę się z tym pogodzić, panno Thomas.

Wyszedł z pokoju.

Hilary podeszła do brązowego fotela i usiadła na nim. Była wyczerpana, zdenerwowana i przestraszona.

– Każę oficerom Whitlockowi i Farmerowi zostać z panią, dopóki nie zostaną zmienione zamki – powiedział Clemenza.

Podniosła na niego wzrok.

– Dziękuję.

Wzruszył ramionami. Widać było, że czuje się nieswojo.

– Przykro mi, że tak niewiele mogę zrobić.

– Ja nie zmyśliłam tego wszystkiego – powiedziała.

– Wierzę pani.

– Frye naprawdę był tutaj wieczorem.

– Nie wątpię, że ktoś tu był, ale…

– Nie ktoś. Frye.

– Gdyby się pani jeszcze raz zastanowiła nad jego identyfikacją, moglibyśmy nadal pracować nad tą sprawą i…

– To był Frye – powiedziała, już nie ze złością, ale ze zmęczeniem. – To był on i nikt inny.

Przez dłuższą chwilę Clemenza przyglądał się jej z zainteresowaniem i w jego czystych, brązowych oczach widać było współczucie. Był przystojnym mężczyzną, ale to nie jego uroda cieszyła oko; to była jakaś trudna do opisania, ciepła i delikatna nuta w jego włoskich rysach, szczególna troska i zrozumienie tak widoczne w twarzy, że wyczuła jego prawdziwe zainteresowanie tym, co jej się przytrafiło.

– Miała pani bardzo przykre przejścia – powiedział. – One panią wstrząsnęły. To się doskonale rozumie. I czasami doznanie takiego wstrząsu wpływa na nasze postrzeganie. Może gdyby udało się pani uspokoić, to widziałaby pani wszystko… inaczej. Wpadnę do pani jutro. Może wtedy będzie pani miała coś nowego do powiedzenia.

– Nie będę miała – odpowiedziała bez wahania Hilary. – Ale dziękuję… za pańską uprzejmość.

Zauważyła, że nie miał ochoty wyjść. Ale w końcu wyszedł, a ona została sama w gabinecie.