Gdyby kiedykolwiek zdołał odnaleźć źródło tych szeptów albo wreszcie zrozumieć to, co próbowały mu powiedzieć, wiedziałby, co jest treścią koszmaru. Wiedziałby, dlaczego ten sen – ten lodowaty strach – powtarza się, i wreszcie byłby w stanie uwolnić się od niego.
Problem polegał na tym, że gdy tylko się budził i słyszał szepty z końca snu, jego stan duchowy nie pozwalał mu przysłuchać im się uważniej i dokonać ich analizy; zawsze był przerażony i pragnął jedynie, by ustały i pozostawiły go w spokoju.
Bezskutecznie próbował zasnąć przy odległym świetle latarki. Rzucał się i przewracał. Jego umysł pracował na przyśpieszonych obrotach. Był zupełnie rozbudzony.
Uświadomił sobie, że spać nie daje mu nie zakończona sprawa z tamtą kobietą. Nastawił się, że ją zabije, i nie dane mu było tego dokonać. Był zdenerwowany. Czuł pustkę i brak spełnienia.
Próbował zaspokoić swoje pożądanie tej kobiety nasyceniem żołądka. Kiedy to nie pomogło, starał się odwrócić od niej myśli, prowokując bójkę z tamtymi dwoma Chicano. Jedzenie i nadmierny wysiłek fizyczny były dwiema rzeczami, które zawsze stosował, żeby stłumić seksualny głód i oderwać uwagę od płonącej w nim czasem gwałtownie tajemnej żądzy krwi. Pragnął seksu, brutalnego i bolesnego, którego nie zapewniłaby dobrowolnie żadna kobieta, więc w jego zastępstwie obżerał się. Pragnął zabijać, więc spędzał cztery albo pięć godzin na podnoszeniu ciężarów, dopóki jego mięśnie nie były ugotowane na pudding i cała przemoc z niego nie wyparowała. Psychiatrzy nazywają to sublimacją. Ostatnio było to jednak coraz mniej skuteczne w pozbywaniu się tych bezbożnych pragnień.
Ta kobieta nadal wypełniała jego myśli.
Jej gładkie ciało.
Jej krągłe biodra i piersi.
Hilary Thomas.
Nie. To tylko maska.
Katarzyna.
Oto kim jest w rzeczywistości.
Katarzyna. Ta suka Katarzyna. W nowym ciele.
Gdy przymykał oczy, potrafił ją sobie wyobrazić nagą na łóżku, unieruchomioną pod nim, z rozwartymi udami, wijącą się, szamoczącą, trzęsącą jak królik na widok lufy dubeltówki. Potrafił przywołać wizję swej dłoni poruszającej się po jej ciężkich piersiach i naprężonym brzuchu, po udach i wzgórku seksu… a potem jego drugiej dłoni, która podnosi nóż, zagłębia go, wciska w nią srebrzyste ostrze, aż trafia na miękkie pokłady ciała, które przestaje stawiać mu opór i krew tryska jaskrawą, mokrą tajemnicą. Widział absurdalny strach i rozdzierający ból w jej oczach, kiedy rozcina jej piersi i dokopuje się do żywego serca, próbując je wydrzeć, póki jeszcze bije. Nieomal czuł gładką, ciepłą krew i jej lekko gorzki, miedziany zapach. Kiedy ta wizja wypełniła mu umysł i ogarnęła jego zmysły, poczuł, że ściągają mu się jądra, poczuł swędzenie i twardnienie penisa – drugiego noża – i zapragnął zanurzyć go w niej, dotrzeć do samej głębi jej cudownego ciała, najpierw swym grubym, pulsującym penisem, a potem ostrzem; wtryskując w nią strach i słabość za pomocą jednej broni, a tą drugą odbierając jej siłę i żywotność.
Otworzył oczy.
Był oblany potem.
Katarzyna. Ta suka.
Trzydzieści pięć lat nędznie egzystował w jej cieniu, bezustannie się jej bojąc. Pięć lat temu umarła na atak serca i wtedy po raz pierwszy w życiu poznał smak wolności. Ale ona nadal powracała do niego ze świata zmarłych, udawała, że jest inną kobietą, szukała sposobu zawładnięcia nim na nowo.
Pragnął ją wykorzystać i zabić, by jej pokazać, że ona nie jest w stanie go zastraszyć. Nie miała już nad nim władzy. Był teraz od niej silniejszy.
Sięgnął po irchowe zawiniątko leżące obok materaca, rozwinął je, wyciągnął zapasowy nóż.
Nie uśnie, dopóki jej nie zabije.
Dzisiejszej nocy.
Nie będzie się spodziewała, że on wróci tak szybko.
Spojrzał na zegarek. Północ.
Ludzie jeszcze wracają do domów z teatrów, późnych kolacji, przyjęć. Później ulice opustoszeją, w domach będzie ciemno i spokojnie, zmniejszy się ryzyko, że ktoś mógłby go zauważyć i donieść o nim na policję.
Postanowił, że o drugiej pojedzie do Westwood.
ROZDZIAŁ III
Przyszedł ślusarz, wymienił zamki w wejściowych i tylnych drzwiach, potem odjechał, aby wykonać inne zlecenie w Hancock Park.
Odjechali oficerowie Farmer i Whitlock.
Hilary była sama.
Nie sądziła, że będzie mogła zasnąć, ale wiedziała na pewno, że nie będzie w stanie spędzić nocy we własnym łóżku. Kiedy wchodziła do tamtego pokoju, przed oczyma jej duszy stawały żywe obrazy wywołujące paniczny strach – widziała Frye’a, który wyłamuje drzwi, podkrada się do niej, uśmiecha demonicznie, zbliża nieuchronnie do jej łóżka i nagle na nie skacze z wysoko uniesionym nożem… Jak przedtem, dziwnie i płynnie niczym we śnie, wspomnienie Frye’a stawało się wspomnieniem jej ojca, tak że przez chwilę miała szalone uczucie, że to Earl Thomas, wskrzeszony z martwych, próbował ją zabić dzisiejszego wieczoru. Ale ten pokój blokowały nie tylko wibracje pozostałe po złu, które się w nim dokonało. Nie miała też chęci w nim spać, dopóki nie zostaną z niego usunięte zniszczone drzwi i wstawione nowe, a tego mogła dopilnować dopiero następnego dnia, gdy znajdzie jakiegoś stolarza. Słabe drzwi, które nie przetrzymały długo szturmu Frye’a, postanowiła zamienić na solidne drzwi z twardego drewna, zamykane na mosiężną zasuwę zatrzaskową. Ale jeśli Frye powróci i jakimś sposobem włamie się do jej domu dzisiejszej nocy, to wejdzie od razu do jej pokoju, w czasie gdy będzie spała – o ile będzie spała.
A prędzej czy później on wróci. Była tego pewna, jak nigdy dotąd.
Mogła pójść do hotelu, ale to jej nie nęciło. To tak jakby się przed nim chowała albo uciekała. A ona była skrycie dumna ze swej odwagi. Nigdy nie uciekała przed kimś lub przed czymś, odpierała ciosy z całą swą pomysłowością i siłą. Nie uciekła od swych porywczych i nie kochających rodziców. Nie szukała nawet psychicznej ucieczki przed palącymi wspomnieniami potwornego i krwawego finału, który rozegrał się w tamtym małym mieszkaniu w Chicago; nie zaakceptowała tego rodzaju ukojenia, jakie daje szaleństwo albo wygodna utrata pamięci, które były dwoma sposobami, do jakich uciekłaby się większość ludzi, mając za sobą takie przejścia. Nigdy się nie cofnęła przed nieskończoną serią wyzwań, jakie jej rzucano, gdy mozolnie budowała swoją karierę w Hollywood, najpierw jako aktorka, potem jako scenarzystka. Wielokrotnie ją powalano, ale zawsze się podnosiła. Zawsze. Nie ustawała, broniła się i zwyciężała. I w tej dziwacznej bitwie z Bruno Frye’em też zwycięży, nawet gdyby musiała walczyć w pojedynkę.
Do diabła z policją!
Postanowiła spać w jednym z pokoi gościnnych, w którym były drzwi dające się zamknąć na zamek i zabarykadować. Rozłożyła prześcieradła i koce na obszernym łożu i rozwiesiła ręczniki w przyległej łazience.
Na dole, w kuchni, przeszukała szuflady, wyjmując najrozmaitsze noże i sprawdzając ich ciężar i ostrość. Duży nóż rzeźnicki wyglądał groźniej niż pozostałe, ale nie pasował do jej drobnej dłoni. Nie przyda się do walki wręcz, bo zrobienie nim zamachu wymagało przestrzeni. Byłaby to doskonała broń w ataku, ale średnia w samoobronie. Wybrała więc zwykły nóż z czterocalowym ostrzem, wystarczająco mały, aby go zmieścić w kieszeni podomki i wystarczająco duży, aby narobił dużo szkody, gdyby musiała go użyć.