Na myśl o zatopieniu noża w ciele drugiego człowieka zastygała jej krew w żyłach; wiedziała jednak, że to zrobi, w przypadku zagrożenia jej życia. Wiele razy w dzieciństwie ukrywała nóż w sypialni pod materacem. To było zabezpieczenie przed nieprzewidzianymi atakami bezmyślnej przemocy ze strony jej ojca. Użyła go tylko raz, tego ostatniego dnia, kiedy Earl miał halucynacje wynikające z połączenia delirium tremens i zwykłego obłędu. Widział ogromne robaki wyłażące ze ścian i wielkie kraby, próbujące wejść przez okno. W paranoiczno – schizofrenicznej furii zmienił ich małe mieszkanie w cuchnącą jatkę i uratowała się tylko dzięki temu, że miała nóż.
Nóż nie był oczywiście tak dobry, jak broń palna. Nie będzie go w stanie użyć przeciwko Frye’owi, chyba że on weźmie nad nią górę, ale wówczas może już być za późno. Więc miała tylko nóż. Policjanci w mundurach zabrali ze sobą jej pistolet kalibru 32, kiedy wychodzili zaraz potem, jak ślusarz skończył swoją robotę.
A niech ich diabli!
Po wyjściu detektywów Clemenzy i Howarda Hilary odbyła z oficerem Farmerem denerwującą rozmowę na temat przepisów dotyczących posiadania broni. Wpadała w szał za każdym razem, gdy o tym pomyślała.
– Panno Thomas, jeżeli chodzi o ten pistolet…
– Co z nim?
– Potrzebne jest pani zezwolenie na posiadanie broni.
– Wiem. Mam takie.
– Czy mógłbym zobaczyć dokument rejestracyjny?
– Jest w nocnej szafce. Trzymam go razem z bronią.
– Czy oficer Whitlock może wejść na górę i go wziąć?
– Proszę bardzo.
I jakąś chwilę potem:
– Panno Thomas, jak się zorientowałem, mieszkała pani kiedyś w San Francisco.
– Przez około osiem miesięcy. Pracowałam tam trochę w teatrze, kiedy próbowałam się wybić jako aktorka.
– To jest rejestracja z adresem z San Francisco.
– Wynajmowałam mieszkanie w North Beach, ponieważ było tanie, a nie miałam wtedy za wiele pieniędzy. Samotna kobieta w takiej dzielnicy z pewnością potrzebuje broni.
– Panno Thomas, czy pani nie wie, że trzeba wypełnić nową kartę rejestracyjną, kiedy się przenosi z jednego okręgu do drugiego?
– Nie.
– Naprawdę nie wie tego pani?
– Proszę posłuchać, ja tylko piszę do filmu. Broń nie należy do mojej specjalności.
– Jeżeli pani trzyma w domu broń, jest pani zobligowana do znajomości prawa dotyczącego jej rejestracji i używania.
– No dobrze, dobrze. Zarejestruję ją, gdy tylko będę mogła.
– Tylko, że widzi pani, pani będzie musiała się zgłosić i ją zarejestrować, jeśli ją będzie pani chciała odzyskać.
– Odzyskać?
– Jestem zmuszony ją zabrać.
– Pan żartuje?
– Takie są przepisy, panno Thomas.
– Chce mnie pan tak zostawić, bez broni?
– Nie ma pani powodów do niepokoju…
– Kto pana do tego namówił?
– Ja tylko wykonuję swoją pracę.
– To Howard tak panu kazał, prawda?
– Detektyw Howard rzeczywiście sugerował, żebym sprawdził dokument rejestracji. Ale nie…
– Jezus Maria!
– Musi pani po prostu się zgłosić, uiścić odpowiednią opłatę, wypełnić nową kartę rejestracyjną i zwrócimy pani pistolet.
– A jeśli Frye wróci tu dzisiejszej nocy?
– To niezbyt prawdopodobne, panno Thomas.
– A jeśli to zrobi?
– Proszę do nas dzwonić. W okolicy jest kilka wozów patrolowych. Przyjedziemy…
– …na czas, żeby wezwać księdza i wóz z kostnicy.
– Nie ma się pani czego obawiać, oprócz…
– …samego strachu? Niech, mi pan powie, Farmer, czy zanim zostajecie glinami, musicie przechodzić kursy mówienia bredni?
– Spełniam tylko swój obowiązek, panno Thomas.
– No tak… szkoda gadania.
Farmer zabrał pistolet, a Hilary miała cenną nauczkę. Policja działała w imieniu rządu, a zatem na rządzie nie można polegać w żadnej sprawie. Skoro rząd nie potrafi utrzymać równowagi budżetowej i powstrzymać inflacji własnej waluty, skoro nie potrafi znaleźć metody na opanowanie korupcji panoszącej się we własnych urzędach, skoro nawet zaczyna, tracić energię i środki do utrzymania wojska i zapewnienia bezpieczeństwa wewnętrznego, to jak mogła od niego oczekiwać, że powstrzyma pojedynczego maniaka przed poderżnięciem jej gardła?
Dawno temu nauczyła się, że niełatwo jest znaleźć kogoś, w kim mogłaby pokładać wiarę i zaufanie. Nie w rodzicach. Nie w krewnych, którzy woleli się do niczego nie mieszać. Nie w pracownikach socjalnych szeleszczących papierami, do których zwracała się o pomoc, kiedy była dzieckiem. Nie w policji. W sumie wiedziała teraz, że jedyną osobą, na której może polegać i której może wierzyć, jest ona sama.
W porządku, pomyślała ze złością. Dobrze. Sama się zajmę Bruno Frye’em.
Ale jak? Jakoś.
Wyszła z kuchni z nożem w ręku, podeszła do wyłożonego lustrami barku alkoholowego, osadzonego w niszy między salonem a gabinetem, i nalała sobie sporą porcję remy martina do dużego, kryształowego kieliszka. Zaniosła nóż i brandy na górę do pokoju gościnnego, ostentacyjnie gasząc po drodze wszystkie światła.
Zamknęła drzwi od łazienki, przekręciła zamek i rozejrzała się nad sposobem zabarykadowania się. Przy ścianie po lewej stronie drzwi stała szafka z ciemnej sosny, ciężka i wyższa od niej. Ważyła zbyt dużo, żeby ją przesunąć za jednym zamachem, ale Hilary podołała jej, gdy wyjęła i odstawiła na bok wszystkie szuflady. Przeciągnęła wielką drewnianą skrzynię po dywanie, ustawiła ją pod drzwiami i ponownie włożyła szuflady. W odróżnieniu od innych szafek, ta nie miała nóżek, tylko spoczywała płasko na podłodze i miała stosunkowo nisko położony środek ciężkości, dzięki czemu stanowiła teraz znaczną przeszkodę dla każdego, kto chciałby się włamać do pokoju.
Zostawiła nóż i kieliszek z brandy na podłodze łazienki. Napełniła wannę najgorętszą wodą, jaką mogła wytrzymać, rozebrała się i zanurzała się powoli, krzywiąc się i posykując. Od czasu, gdy leżała unieruchomiona pod Frye’em na podłodze sypialni, odkąd poczuła jego dłoń wczepioną w jej krocze i rozdzierającą jej pasek do pończoch, czuła się brudna i skażona. Namydlała się teraz z wielką przyjemnością; zrobiła sobie gęstą pianę o zapachu bzu, szorowała się energicznie myjką, robiła krótkie przerwy, by pociągnąć łyk remy martina. Kiedy wreszcie poczuła, że jest dokładnie umyta, odłożyła kostkę mydła na bok i usadowiła się jeszcze głębiej w pachnącej wodzie. W ciele Hilary parowało brandy, wokół niej unosiła się para wodna i ta przyjemna kombinacja wewnętrznego i zewnętrznego ciepła sprawiła, że jej czoło zaperliło się odrobiną potu. Hilary zamknęła oczy i skoncentrowała się na zawartości kryształowego kieliszka. Ciało ludzkie nie funkcjonuje długo, gdy nie dba się o nie odpowiednio. Jest przecież maszyną, cudowną maszyną wykonaną z wielu rodzajów tkanek i płynów, substancji chemicznych i mineralnych; skomplikowanym mechanizmem z jednym silnikiem – sercem i wieloma mniejszymi silniczkami, systemem oliwiącym i chłodzącym, komputerem – mózgiem, który nim steruje, wagonami mięśni i pomysłowej konstrukcji wapniowej, na której wsparta jest jego całość. Do działania jest mu potrzebne wiele czynników, do których jak najbardziej zalicza się pożywienie, odpoczynek i sen. Hilary myślała, że nie będzie w stanie usnąć po tym, co się wydarzyło, że całą noc jak kot z postawionymi uszami będzie nasłuchiwała, czy coś jej nie zagraża. Nadwyrężyła się jednak tej nocy z wielu powodów i chociaż jej czujny umysł zamiast się regenerować, bezustannie chciał pracować, jej podświadomość wiedziała, że jest to konieczne i nieuchronne. Zanim dokończyła brandy, była tak senna, że oczy same jej się zamykały.