Porucznik Howard stał po jej lewej stronie, nadal wyglądając na odrobinę zmieszanego. Porucznik Clemenza stał po prawej.
Pomieszczenie nie wyglądało jak część kostnicy. Przypominało raczej kabinę statku kosmicznego. Hilary bez trudu wyobraziła sobie, że tuż za szarymi ścianami jest przenikające do szpiku kości zimno przestworzy kosmicznych, a monotonne brzęczenie klimatyzatorów mogło być odległym rykiem silników rakietowych. Stali pod oknem, które wychodziło na następne pomieszczenie, ale ona wolałaby za tym grubym szkłem zobaczyć niezgłębioną ciemność i dalekie gwiazdy. Prawie żałowała, że to nie druga, międzygalaktyczna podróż, tylko pobyt w kostnicy, podczas którego miała zidentyfikować zwłoki człowieka, którego zabiła.
Zabiłam go, pomyślała.
Gdy te słowa zabrzęczały w jej myślach, poczuła się jeszcze bardziej zlodowaciała, niż sekundę wcześniej.
Spojrzała na zegarek.
15.18.
– Za minutę będzie po wszystkim – powiedział uspokajającym tonem porucznik Clemenza.
Gdy mówił te słowa, pracownik kostnicy wprowadził nosze na kółkach do pomieszczenia znajdującego się po drugiej stronie okna. Ustawił je prostopadle do szyby. Leżało na nich ciało przykryte prześcieradłem. Pracownik odsłonił twarz i połowę klatki piersiowej zmarłego mężczyzny i odszedł na bok.
Hilary popatrzyła na ciało i poczuła zawrót głowy.
Zaschło jej w ustach.
Twarz Frye’a była biała i nieruchoma, ale Hilary miała wariackie uczucie, że on w każdej chwili może odwrócić głowę w jej kierunku i otworzyć oczy.
– Czy to on? – spytał porucznik Clemenza.
– To Bruno Frye – powiedziała słabym głosem.
– Ale czy to ten człowiek, który włamał się do pani domu i panią napadł? – spytał porucznik Howard.
– Tylko bez tej głupiej rutyny – powiedziała. – Błagam.
– Nie, nie – powiedział Clemenza. – Porucznik Howard nie wątpi już w pani zeznanie, panno Thomas. Proszę zrozumieć, że my już wiemy, że ten człowiek to Bruno Frye. To ustaliliśmy na podstawie dowodu tożsamości, który miał przy sobie. Musimy tylko usłyszeć od pani, że to jest ten człowiek, który na panią napadł, ten sam, którego pani pchnęła nożem.
Martwe usta nie miały teraz żadnego wyrazu, ani się nie krzywiły, ani nie uśmiechały, pamiętała jednak ten złowieszczy grymas, w jaki potrafiły się wygiąć.
– To on – powiedziała. – Jestem absolutnie pewna. Cały czas byłam tego pewna. Długo mi się to będzie śniło.
Porucznik Howard skinął na pracownika kostnicy znajdującego się po drugiej stronie okna i tamten przykrył ciało.
Przeszedł ją dreszcz przy kolejnej absurdalnej myśli: a jeśli on usiądzie na wózku i odrzuci prześcieradło?
– Teraz odwieziemy panią do domu – powiedział Clemenza.
Wyszła z pomieszczenia, nieszczęśliwa, ponieważ zabiła człowieka – ale ze znacznie lżejszym sercem, a nawet zachwycona, że on nie żyje.
Odwieźli ją do domu nieoznakowanym policyjnym sedanem, Frank prowadził, Tony siedział obok niego, a Hilary Thomas z tyłu. Miała ramiona lekko ściągnięte do góry i skrzyżowane ręce, jakby jej było zimno w tak ciepły dzień końca września.
Tony ciągle szukał jakichś wykrętów, żeby się odwracać i coś do niej mówić. Nie mógł oderwać od niej wzroku. Była tak piękna, że czasem czuł się przy niej tak samo jak w wielkich muzeach, gdy stawał przed jakimś szczególnie znakomitym obrazem któregoś ze znanych mistrzów.
Odpowiadała mu, obdarzyła go nawet paroma uśmiechami, ale nie miała nastroju do beztroskiej konwersacji. Pogrążona we własnych myślach, przez cały czas wyglądała przez boczną szybę i milczała.
Kiedy wjechali drogą wjazdową pod jej dom i zatrzymali się przed drzwiami, Frank Howard odwrócił się do niej i powiedział:
– Panno Thomas… chyba… tego… powinienem panią przeprosić.
Tony nie był zaskoczony tym wyznaniem, ale zdziwił się szczerą nutą skruchy w jego głosie i błagalnym wyrazem twarzy: potulność i pokora raczej nie należały do najmocniejszych stron Franka.
Hilary Thomas również wydawała się zdziwiona.
– No… cóż… przecież pan tylko wykonywał swoją pracę.
– Nie – powiedział Frank. – I właśnie o to chodzi. Nie wykonywałem swojej pracy. A przynajmniej nie wykonywałem jej dobrze.
– Już po wszystkim – powiedziała.
– Ale czy przyjmie pani moje przeprosiny?
– Ależ… oczywiście – zapewniła speszona.
– Jestem na siebie wściekły za sposób, w jaki panią potraktowałem.
– Frye nie będzie mnie już nachodził – powiedziała. – Więc myślę, że tylko to się liczy.
Tony wysiadł z samochodu i otworzył jej drzwi. Nie mogła wysiąść sama, ponieważ tylne drzwi sedana nie miały wewnętrznych klamek, by zapobiegać ewentualnym ucieczkom aresztantów.
– Być może będzie pani musiała złożyć zeznanie, kiedy koroner będzie dochodził przyczyn zgonu – wyjaśnił jej, kiedy zbliżali się do domu.
– Dlaczego, przecież pchnęłam Frye’a nożem, ponieważ był w moim domu wbrew mojej woli. Nastawał na moje życie.
– Och, nie ma wątpliwości, że to jest zwykły przypadek obrony własnej – zapewnił ją szybko Tony. – Jeśli będzie pani musiała pojawić się w trakcie dochodzenia, to będzie to tylko formalność. Absolutnie nie ma takiej możliwości, że będą przeciwko pani postawione jakieś zarzuty albo coś podobnego.
Otworzyła kluczem drzwi, odwróciła się do niego i uśmiechnęła promiennie.
– Dziękuję, że mi pan wczoraj uwierzył, nawet po tym, co powiedział szeryf z Napa.
– Sprawdzimy go – obiecał Tony. – Musi nam co nieco wyjaśnić. Jeśli to panią interesuje, to mogę panią powiadomić, co miał do powiedzenia.
– Będę ciekawa – powiedziała.
– Dobrze. Zawiadomię panią.
– Dziękuję.
– To żaden kłopot.
Weszła do domu.
Nie poruszył się.
Spojrzała na niego.
Uśmiechnął się niepewnie.
– Czy coś jeszcze? – spytała.
– Właściwie tak.
– Co?
– Jeszcze jedno pytanie.
– Tak?
Nigdy dotąd nie czuł się tak niezręcznie wobec kobiety.
– Czy poszłaby pani ze mną w sobotę na kolację?
– Och – powiedziała. – Cóż… chyba nie mogę.
– Rozumiem.
– To znaczy, chciałabym.
– Chciałaby pani?
– Ale naprawdę ostatnio nie mam czasu na życie towarzyskie – wyjaśniała.
– Rozumiem.
– Dopiero co zawarłam umowę z Warner Brothers i będę przez to zajęta całymi dniami i nocami.
– Rozumiem – powiedział.
Czuł się jak uczniak, który właśnie został wyśmiany przez klasowego prowodyra.
– To miło, że mnie pan zaprosił – dodała.
– Jasne. Cóż… życzę powodzenia w pracy z Warner Brothers.
– Dziękuję.
Uśmiechnął się, a ona mu się odwzajemniła.
Odwrócił się, ruszył w kierunku samochodu i usłyszał, jak zamykają się za nią drzwi. Zatrzymał się i obejrzał za siebie.
Z zarośli na kamienną ścieżkę wyskoczyła przed Tony’ego mała żabka. Usiadła w przejściu i spojrzała na niego, przewracając oczami, by osiągnąć odpowiedni kąt widzenia. Maleńka zielonobrązowa pierś unosiła się gwałtownie i opadała w rytm oddechu.
Tony spojrzał na żabę i zapytał:
– Czy nie poddałem się zbyt łatwo?
Mała ropuszka wydała z siebie przenikliwy skrzek.
– Co mam do stracenia? – pytał Tony.
Żaba znowu zaskrzeczała.
– Tak mi to wygląda. Nie mam nic do stracenia.
Obszedł ziemno – wodnego kupidyna i zadzwonił do drzwi. Wyczuwał, że Hilary Thomas patrzy na niego przez judasza i kiedy sekundę później otworzyła drzwi, odezwał się nie dając jej dojść do słowa: