Выбрать главу

– Czy jestem koszmarnie brzydki?

– Słucham?

– Czy przypominam Quasimodo albo kogoś takiego?

– Naprawdę, ja…

– Nie dłubię publicznie w zębach – powiedział.

– Poruczniku Clemenza…

– Czy to dlatego, że jestem gliną?

– Co takiego?

– Wie pani, co myślą niektórzy ludzie?

– Co myślą niektórzy ludzie?

– Myślą, że gliniarzy się unika w towarzystwie.

– Cóż, ja nie należę do takich ludzi.

– Nie jest pani snobką?

– Nie. Ja po prostu…

– Może odmówiła mi pani, ponieważ nie mam góry pieniędzy i nie mieszkam w Westwood.

– Poruczniku, przeżyłam większość życia bez pieniędzy i nie zawsze mieszkałam w Westwood.

– No to zachodzę w głowę, co jest we mnie złego – mówił patrząc po sobie i udając zdziwienie.

Uśmiechnęła się i potrząsnęła głową:

– Nie ma w panu nic złego, poruczniku.

– Dzięki Bogu!

– Naprawdę odmówiłam tylko z jednego powodu. Nie mam czasu na…

– Panno Thomas, nawet prezydentowi USA udaje się co jakiś czas zdobyć wolny wieczór. Nawet szef General Motors ma czas na odpoczynek. Nawet papież. Nawet Bóg odpoczywał siódmego dnia. Nikt nie jest zajęty przez cały czas.

– Poruczniku…

– Proszę mnie nazywać Tony.

– Tony, po tym wszystkim, co przeszłam przez ostatnie dwa dni, obawiam się, że nie byłabym beczką śmiechu.

– Gdybym chciał iść na kolację z beczką śmiechu, to zaprosiłbym stado małp.

Uśmiechnęła się znowu, a on zapragnął ująć i zacałować jej piękną twarz.

– Przykro mi, ale kilka dni muszę pobyć sama.

– Właśnie nie tego ci trzeba po tych przejściach. Powinnaś wyjść, znaleźć się między ludźmi, poprawić sobie nastrój. I ja nie jestem jedynym, który tak myśli. – Odwrócił się i wskazał na kamienną ścieżkę za sobą. Żaba nadal tam siedziała. Odwróciła się, żeby na nich patrzeć.

– Spytaj pana Żabińskiego – powiedział Tony.

– Pana Żabińskiego?

– To mój znajomy. Bardzo mądra osoba. – Tony pochylił się i spojrzał na żabę. – Czy ona nie powinna wyjść i zabawić się, panie Żabiński?

Ospale zamrugała ciężkimi powiekami i jak na zamówienie wydała z siebie zabawny, krótki dźwięk.

– Ma pan absolutną rację – powiedział Tony do stworzenia. – A czy nie uważa pan, że ona powinna umówić się ze mną?

– Re re re – zaskrzeczała żaba.

– A co ja zrobię, jeżeli ona mnie znowu odrzuci?

– Re re re.

– Aha – powiedział Tony, kiwając z satysfakcją głową, kiedy wstawał.

– No i co powiedział? – spytała Hilary uśmiechając się szeroko. – Co ze mną zrobi, jeśli się z tobą nie umówię? Zarazi mnie brodawkami?

Tony przybrał poważną minę.

– Coś gorszego. Mówi, że przeniknie przez mury twojego domu, przedrze się do twojej sypialni i będzie rechotał co noc tak głośno, że nie będziesz mogła zasnąć, dopóki się nie poddasz.

Uśmiechnęła się.

– W porządku. Poddaję się.

– W sobotę wieczorem?

– Dobrze.

– Przyjadę po ciebie o siódmej.

– W co mam się ubrać?

– W to, co zwykle – powiedział.

– To do zobaczenia w sobotę o siódmej.

Odwrócił się w stronę żaby i powiedział:

– Dziękuję ci, przyjacielu.

Zeskoczyła z chodnika w trawę, potem w zarośla.

Tony spojrzał na Hilary.

– Peszą go wyrazy wdzięczności.

Zaśmiała się i zamknęła drzwi.

Tony doszedł do samochodu i wsiadł do niego, gwiżdżąc z zadowoleniem.

– Co tam się stało? – zapytał Frank ruszając z miejsca.

– Umówiłem się – powiedział Tony.

– Z nią?

– Przecież nie z jej siostrą.

– Denat przyniósł ci szczęście.

– Raczej żaba.

– Co?

– Taki sobie żart.

Kiedy przejechali parę przecznic, Frank odezwał się:

– Jest po czwartej. Zanim odstawimy tego grata do garażu i się wypiszemy, będzie piąta.

– Chcesz chociaż raz skończyć pracę na czas? – spytał Tony.

– I tak do jutra niewiele zdziałamy w sprawie Bobby’ego Valdeza.

– Tak – zgodził się Tony. – Raz trzeba zaszaleć.

Parę przecznic dalej Frank powiedział:

– Czy chciałbyś wskoczyć po pracy na kielicha?

Tony spojrzał na niego zdziwiony. Po raz pierwszy, odkąd ich połączono, Frank zaproponował wspólny wypad po godzinach.

– Tylko na jednego albo dwa głębsze – dodał Frank. – Chyba, że coś już zaplanowałeś…

– Nie, mam wolny czas.

– Znasz jakiś bar?

– Znakomite miejsce. Nazywa się „Bolt Hole”.

– To nie jest gdzieś koło komendy, co? Nie taki lokal, do którego chodzi mnóstwo gliniarzy?

– O ile mi wiadomo, jestem jedynym strażnikiem prawa, który jest jego stałym bywalcem. To przy bulwarze Santa Monica, blisko Century City. Tylko parę przecznic od mojego mieszkania.

– Brzmi nieźle – powiedział Frank. – Spotkam się tam z tobą.

Przejechali resztę drogi do policyjnego garażu w milczeniu – nieco bardziej przyjacielskim od tego, w którym pracowali dotychczas, ale jednak w milczeniu.

Czego on chce? – zastanawiał się Tony. – Co wreszcie przełamało znamienną rezerwę w usposobieniu Franka Howarda?

* * *

O 16.30 inspektor medyczny w Los Angeles zarządził częściową sekcję zwłok Bruno Gunthera Frye’a. W miarę możliwości ciało miało być otworzone jedynie w obrębie ran brzusznych, aby stwierdzić, czy tamte dwa nacięcia były wyłączną przyczyną zgonu.

Inspektor medyczny nie mógł przeprowadzić sekcji osobiście, ponieważ musiał zdążyć na samolot o 17.30 do San Francisco, gdzie miał wygłosić wykład. Zadanie zostało przekazane lekarzowi patologowi z jego zespołu.

Martwy człowiek leżał na zimnym wózku w zimnym pomieszczeniu pełnym innych martwych ludzi. Czekał znieruchomiały pod osłoną białego całunu.

* * *

Hilary Thomas była wyczerpana. Czuła tępy ból w kościach, w każdym stawie wydawał się płonąć ogień. Wszystkie mięśnie bolały ją tak, jakby włożyła je do miksera pracującego na najszybszych obrotach i potem ponownie scalała. Napięcie emocjonalne może mieć dokładnie taki sam wpływ na fizjologię, jak żmudna praca fizyczna.

Była też za bardzo zdenerwowana i napięta, by móc zrelaksować się drzemką. Za każdym razem, kiedy dom wydawał swe normalne odgłosy, zastanawiała się, czy w rzeczywistości nie jest to skrzypienie podłogi uginającej się pod ciężarem jakiegoś intruza. Kiedy łagodny, szemrzący wiatr otarł liściem palmy albo gałęzią sosny o okno, wyobrażała sobie, że ktoś potajemnie rozcina szybę albo podważa zamek w oknie. A kiedy następował dłuższy okres całkowitego spokoju, odbierała brak dźwięku jako coś złowieszczego. Jej nerwy były bardziej zniszczone niż spodnie na kolanach kogoś przymuszanego do skruchy.

Najlepszym znanym jej lekarstwem na nerwowe napięcie była dobra książka. Przejrzała półki w gabinecie i wybrała najnowszą powieść Jamesa Clavella – długą historię rozgrywającą się na wschodzie. Nalała sobie szklankę dry sacka, dodała kostek lodu, usadowiła się w głębokim, brązowym fotelu i zaczęła, czytać.

Dwadzieścia minut później, kiedy książka Clavella zaczynała ją już kompletnie pochłaniać, zadzwonił telefon. Wstała i podniosła słuchawkę.

– Halo?

Nie było odpowiedzi.

Dzwoniący słuchał przez chwilę, po czym rozłączył się.

Hilary odłożyła słuchawkę i chwilę wpatrywała się w nią w zamyśleniu.