Выбрать главу

– To, co zrobiłeś, było zrozumiałe – powiedział Tony.

– To była głupota.

– Bardzo długo byłeś samotny – wyjaśnił Tony. – Przeżyłeś dwa wspaniałe lata z Barbarą Ann, więc uważałeś, że nie przeżyjesz niczego choć w połowie tak wspaniałego, a nie chciałeś poprzestać na czymś gorszym. Więc się odciąłeś od świata. Przekonywałeś samego siebie, że już nikogo nie potrzebujesz. Ale wszyscy kogoś potrzebujemy, Frank. Wszyscy potrzebujemy ludzi, którzy się będą o nas troszczyć. Pragnienie miłości i towarzystwa jest tak naturalne dla naszego gatunku, jak potrzeba wody i pożywienia. I w tobie przez wszystkie te lata ta potrzeba się kumulowała i kiedy spotkałeś kogoś, kto przypominał Barbarę Ann, kiedy spotkałeś Wilmę, to już nie potrafiłeś tego dłużej ukrywać. W jednej chwili wytrysnęło z ciebie dziewiętnaście lat pragnień i potrzeb. Nic dziwnego, że ci trochę odbiło. Szkoda, że Wilma nie okazała się tą właściwą kobietą, zasługującą na to, co jej ofiarowałeś. Ale wiesz, w rzeczy samej to dziwne, że nikt taki jak Wilma nie schwycił cię w swoje szpony ileś lat wcześniej.

– Byłem kretynem.

– Nie.

– Idiotą.

– Nie, Frank. Jesteś człowiekiem – powiedział Tony. – To wszystko. Tylko człowiekiem, jak wszyscy.

Penny przyniosła cheeseburgery.

Frank zamówił kolejną podwójną szkocką.

– Chcesz wiedzieć, dlaczego Wilma zmieniła zdanie? – spytał Frank. – Chcesz wiedzieć, dlaczego w końcu zgodziła się wyjść za mnie?

– Jasne – przyznał Tony. – Ale może byś najpierw zjadł swojego burgera.

Frank zignorował kanapkę.

– Umarł mój ojciec i zostawił mi wszystko. Z początku wydawało się, że to będzie może trzydzieści tysięcy dolcow, ale potem zorientowałem się, że w ciągu ostatnich trzydziestu lat stary zebrał całą kupę pięcio – i dziesięciodolarowych polis ubezpieczeniowych. Po odjęciu podatku cały majątek wynosił prawie dziewięćdziesiąt tysięcy dolarów.

– A niech mnie licho.

– Razem z tym, co już miałem – powiedział Frank – taki szmal wystarczył Wilmie.

– Może byś na tym lepiej wyszedł, gdyby twój ojciec umarł w biedzie – powiedział Tony.

Oczy Franka, otoczone czerwonymi obwódkami, stały się wodniste i przez chwilę wydawało się, że zaraz się rozpłacze. Ale raptownie zamrugał i powstrzymał łzy. Pełnym rozpaczy głosem powiedział:

– Wstyd mi się przyznać, ale kiedy odkryłem, ile jest tych pieniędzy, przestałem się przejmować śmiercią mojego staruszka. Te polisy znalazły się tydzień po jego pogrzebie i w tej samej chwili pomyślałem sobie Wilma! Nagle poczułem się szczęśliwy, że nie mogłem usiedzieć na miejscu. Okazało się, że dla mnie mój tato mógł nie żyć od dwudziestu lat. Rzygać mi się chce, jak sobie pomyślę, jak się zachowałem. Bo chociaż nie byliśmy dość blisko z moim tatą, to jednak zasługiwał na dłuższą żałobę po sobie. Jezus, ale ze mnie kawał samoluba, Tony.

– Już po wszystkim, Frank. To już się dokonało – powiedział Tony. – I jak powiedziałem, trochę ci uderzyło do głowy. Nie za bardzo wiedziałeś, co robisz.

Frank zakrył twarz rękoma i siedział tak przez minutę, trzęsąc się, ale nie płacząc. Podniósł wreszcie wzrok i wyznał:

– Więc kiedy Wilma się dowiedziała, że mam prawie sto dwadzieścia pięć tysięcy dolarów, zgodziła się wyjść za mnie. Po ośmiu miesiącach ograbiła mnie do czysta.

– Kalifornia jest stanem, w którym się przestrzega prawa wspólnej własności – zauważył Tony. – Jak mogła wziąć więcej niż połowę tego, co miałeś?

– Och, nie wzięła ani grosza po rozwodzie.

– Co?

– Ani grosza.

– Nie rozumiem.

– Bo już wtedy niczego nie miałem.

– Niczego?

– Zero!

– Wydała to?

– Ukradła – powiedział martwym głosem Frank.

Tony odłożył swojego cheeseburgera, wytarł usta serwetką.

– Ukradła? Jak?

Frank był już zupełnie pijany, ale nagle przemówił niesamowicie wyraźnie i dobitnie. Uważał za istotne, żeby oskarżenie przeciwko niej zostało jasno zrozumiane, bardziej niż cokolwiek innego w jego opowieści. Nie zostawiła mu nic oprócz wzburzenia i teraz chciał się nim podzielić z Tonym.

– Jak tylko wróciliśmy z miesiąca miodowego, obwieściła, że zajmie się rachunkami. Miała zamiar doglądać wszystkich naszych spraw bankowych, pilnować wkładów i bilansów naszych książeczek czekowych. Zapisała się na kurs planowania inwestycji w szkole businessu i opracowała dla nas szczegółowy budżet. Była w tym bardzo konkretna i przedsiębiorcza, a mnie to się naprawdę podobało, bo wydawała się taka podobna do Barbary Ann.

– Opowiadałeś jej, że Barbara Ann robiła takie rzeczy?

– Tak. No właśnie. Sam się prosiłem, żeby mnie oczyściła do czysta. Tak właśnie było.

Tony nagle nie był już głodny.

Frank przesunął trzęsącą się dłonią po włosach.

– Widzisz, nie miałem żadnych powodów, żeby ją podejrzewać. Bo przecież była dla mnie taka dobra. Nauczyła się gotować moje ulubione potrawy. Zawsze chciała wysłuchać, jak mi minął dzień, kiedy wracałem do domu i słuchała z takim zainteresowaniem. Nie żądała ubrań, biżuterii czy czegoś takiego. Chodziliśmy co jakiś czas na kolację albo do kina, ale ona zawsze twierdziła, że to marnowanie pieniędzy, mawiała, że jest szczęśliwa, gdy zostaje ze mną w domu i razem oglądamy TV albo po prostu rozmawiamy. Nie śpieszyła się z kupnem domu. Była taka… niewymagająca. Robiła mi masaż, kiedy wracałem do domu sztywny i obolały. A w łóżku… była bajeczna. Była doskonała. Tylko że… tylko że… cały czas, kiedy gotowała, słuchała, masowała i pieprzyła się ze mną bez opamiętania, to w rzeczywistości…

– Doiła twoje konto w banku.

– Do ostatniego dolara. Z wyjątkiem dziesięciu tysięcy, złożonych na długoterminowym rachunku oszczędnościowym.

– I potem po prostu odeszła?

Frank wzdrygnął się.

– Przychodzę któregoś dnia do domu i zastaję od niej kartkę. Napisała: „Jeśli chcesz wiedzieć, gdzie jestem, zadzwoń pod ten numer i poproś pana Freyborna. Freyborn był adwokatem. Wynajęła go do przeprowadzenia rozwodu. To był szok. No bo nigdy nie zauważyłem, żeby… W każdym razie Freyborn nie chciał mi powiedzieć, gdzie ona jest. Powiedział, że to będzie prosty przypadek, prosty w orzeczeniu, ponieważ ona nie żąda ode mnie żadnych alimentów czy czegoś innego. Nie żąda ani grosza, jak powiedział Freyborn. Tylko chciała być wolna. Zdębiałem. Normalnie zdębiałem. Za Chiny mi nie przychodziło do głowy, co ja takiego zrobiłem. Omal nie sfiksowałem, próbując się domyślić, co ja takiego schrzaniłem. Myślałem, że może mógłbym się zmienić, nauczyć się być lepszy i ponownie ją odzyskać. A potem… dwa dni później, kiedy musiałem wypisać czek, zobaczyłem, że na koncie są tylko trzy dolary. Poszedłem do banku, potem do towarzystwa oszczędnościowo – kredytowego i potem już wiedziałem, dlaczego nie chciała ani grosza. Już wzięła wszystkie grosze.

– Nie pozwoliłeś jej chyba tak odejść – powiedział Tony.

Frank upił trochę szkockiej. Pocił się. Jego twarz przybrała niezdrowy wygląd i była biała jak płótno.

– Z początku byłem otępiały i… nie wiem… chyba chciałem skończyć z sobą. Znaczy się, nie żebym próbował się zabić, ale też mnie nie obchodziło, czy żyję. Byłem zamroczony, jakby w jakimś transie.

– Ale w końcu się z tego wyrwałeś.

– Tak jakby. Dalej jestem trochę odrętwiały. Ale częściowo się z tego wykaraskałem – powiedział Frank. – Wtedy było mi za siebie wstyd. Wstyd mi było za to, co pozwoliłem jej zrobić z sobą. Byłem takim kretynem, takim durnym sukinsynem. Nie chciałem, by ktoś o tym wiedział, nawet mój prawnik.