Выбрать главу

Michael Savatino, właściciel, ekspolicjant, był niepohamowanie wesoły, ściskał Tony’ego, ujmował Hilary za rękę i obcałowywał ją, lekko szczypał Tony’ego po brzuchu, polecając mu przy tym makaron dla nabrania ciała i wreszcie zmusił ich, by zobaczyli nowy automat do cappuccino. Kiedy wyszli z kuchni, przyszła żona Michaela, imponująca blondynka imieniem Paula i znowu musieli się obejmować, całować i obdarzać komplementami. Wreszcie Michael wziął Hilary pod rękę i odprowadził ją i Tony’ego do loży w rogu. Nakazał kelnerowi przynieść dwie butelki biondi – santi’s brunello di montelcino, zaczekał przy ich stoliku i osobiście je odkorkował. Po napełnieniu kieliszków i wzniesieniu toastów, pozostawił ich samych i odchodząc zamrugał do Tony’ego na znak swojej aprobaty, a widząc, że Hilary to zauważyła, roześmiał się i mrugnął również do niej.

– To chyba bardzo miły człowiek – powiedziała po odejściu Michaela.

– To nie byle jaki facet – powiedział Tony.

– Bardzo go lubisz.

– Kocham go. Był doskonałym partnerem, kiedy razem pracowaliśmy w zabójstwach.

Gładko przeszli do dyskusji o pracy w policji, a potem o pisaniu scenariuszy. Z Tonym rozmawiało się tak łatwo, że Hilary czuła się, jakby go znała od lat. Nie było między nimi tej niezręczności, która zazwyczaj towarzyszy pierwszej randce.

W pewnej chwili zauważył, że Hilary przygląda się freskowi.

– Podoba ci się ten obraz? – zapytał.

– Jest znakomity.

– Doprawdy?

– Nie zgadzasz się?

– Jest niezły – powiedział.

– Jest więcej niż niezły. Wiesz może, kto go namalował?

– Pewien artysta ze złą passą – powiedział Tony. – Namalował go za pięćdziesiąt darmowych obiadów.

– Tylko pięćdziesiąt? Michael dobrze na tym wyszedł.

Rozmawiali o filmach, książkach, muzyce i teatrze.

Jedzenie okazało się nieomal tak samo dobre jak rozmowa. Zakąski były lekkie; składały się na nie dwa grube crepes – jeden nadziewany niedojrzałym serem ricotta, drugi pikantną mieszanką siekanej wołowiny, cebuli, papryki, grzybów i czosnku. Sałata miała ogromne liście, była chrupiąca i posypana surowymi, siekanymi grzybami. Tony wybrał pierwsze danie – specjalność kuchni, cielęcinę Savatino, czyli nadzwyczaj kruche mięso cielęce w rzadkim rumianym sosie, z cebulkami i paskami cukinii z rusztu. Kawa cappuccino była doskonała.

Kiedy Hilary skończyła jeść i spojrzała na zegarek, była zdziwiona, że jest już dziesięć po jedenastej.

Michael Savatino przystanął przy ich stoliku, aby się pławić w ich pochwałach, a potem powiedział do Tony’ego:

– To numer dwudziesty pierwszy.

– O nie. Dwudziesty trzeci.

– To niezgodne z moimi obliczeniami.

– Twoje obliczenia są błędne.

– Dwudziesty pierwszy – upierał się Michael.

– Dwudziesty trzeci – powtórzył Tony. – A właściwie dwudziesty trzeci i dwudziesty czwarty. Ostatecznie to były dwa posiłki.

– Nie, nie – powiedział Michael. – Liczymy wizyty, a nie posiłki.

Zaintrygowana Hilary zapytała:

– Czy to ja zwariowałam, albo też ta rozmowa zupełnie nie ma sensu?

Michael potrząsnął głową, pokazując swoje zniecierpliwienie z powodu Tony’ego. Wyjaśnił Hilary:

– Kiedy namalował ten fresk, chciałem mu zapłacić gotówką, ale on jej nie przyjął. Powiedział, że wymieni fresk na kilka darmowych kolacji. Upierałem się przy stu darmowych wizytach. On mówił o dwudziestu pięciu. Wreszcie dogadaliśmy się, że pięćdziesiąt. On pomniejsza wartość swojego dzieła i to mnie cholernie złości.

– Tony malował ten fresk? – zapytała.

– Nie powiedział ci?

– Nie.

Spojrzała na Tony’ego, który uśmiechnął się z zakłopotaniem.

– Dlatego jeździ tym jeepem – powiedział Michael. – Kiedy chce pojechać na wzgórza, żeby pracować na łonie natury, ten jeep go wszędzie dowiezie.

– Powiedział, że ma go, bo lubi jeździć na narty.

– To też. Ale głównie ma go po to, by go woził na wzgórza, na których maluje. Powinien być dumny ze swoich dzieł. Ale łatwiej jest wyrwać zęby aligatorowi, niż zmusić go do mówienia o swoich obrazach.

– Jestem amatorem – powiedział Tony. – Nie ma nic nudniejszego jak amator dyletant, strzępiący sobie język na temat własnej sztuki.

– Ten fresk nie jest dziełem amatora – powiedział Michael.

– Na pewno nie – poparła go Hilary.

– Jesteście moimi przyjaciółmi – powiedział Tony – więc naturalne, że przesadzacie z pochwałami. I żadne z was nie ma kwalifikacji na krytyków sztuki.

– Dostał dwie nagrody – powiedział Michael.

– Nagrody? – spytała Tony’ego.

– Nic ważnego.

– Na obu wystawach wygrał te najwyższe – powiedział Michael.

– Co to były za wystawy? – spytała Hilary.

– Żadne ważne – odparł Tony.

– Marzy o zarabianiu na życie jako malarz – powiedział Michael – ale nigdy nic nie zrobił w tym kierunku.

– Bo to tylko marzenie – powiedział Tony. – Byłbym idiotą, gdybym myślał serio o życiu z malarstwa.

– Nigdy poważnie nie spróbował – ciągnął Michael.

– Malarz nie dostaje cotygodniowej wypłaty – ripostował Tony. – Albo zasiłku zdrowotnego. Albo emerytury.

– Ale gdybyś co miesiąc sprzedał dwa obrazy tylko za połowę tego, ile są warte, zarabiałbyś więcej, niż dostajesz jako glina – powiedział Michael.

– A gdybym nie sprzedał nic przez miesiąc, dwa albo pół roku – zapytał Tony – to kto by opłacał mi czynsz?

– Jego mieszkanie jest zupełnie zapchane obrazami, spiętrzonymi jedne na drugich – powiedział Michael do Hilary. – On siedzi na majątku, ale nic z tym nie robi.

– Michael przesadza – zaprzeczył Tony.

– Ach, poddaję się – powiedział Michael. – Może ty mu przemówisz do rozsądku, Hilary. – Kiedy odchodził od ich stolika, dodał: – Dwadzieścia jeden.

– Dwadzieścia trzy – powiedział Tony.

Później, kiedy odwoził ją jeepem do domu, Hilary zapytała:

– Dlaczego przynajmniej nie dasz swoich obrazów do paru galerii i nie zobaczysz, czy je przyjmą?

– Nie przyjmą ich.

– Mógłbyś, przynajmniej zapytać.

– Hilary, naprawdę nie jestem dostatecznie dobry.

– Ten fresk był znakomity.

– Jest wielka różnica między freskiem w restauracji a prawdziwą sztuką.

– Ten fresk to jest dzieło sztuki.

– Muszę ci znowu zwrócić uwagę, że nie jesteś ekspertem.

– Ja kupuję obrazy zarówno dla przyjemności, jak i po to, by inwestować.

– W tym drugim pomaga ci jakiś właściciel galerii? – zapytał.

– Zgadza się. Wyant Stevens z Beverly Hills.

– No to on jest ekspertem, nie ty.

– Może byś mu pokazał kilka swoich dzieł?

– Nie zniosę odrzucenia.

– Założę się, że on nie odrzuci twoich obrazów.