Выбрать главу

Wczesnym rankiem w sobotę Tannerton wyjechał do Santa Rosa swoim srebrnoszarym lincolnem. Zabrał z sobą podręczny bagaż, ponieważ miał zamiar nie wracać aż do dziesiątej rano w niedzielę. Pogrzeb Bruno Frye’a był jedynym, który aktualnie organizował. Ponieważ ciało nie miało być wystawione do oglądania, nie miał powodu, by zostawać w „Wieczności”; nie był potrzebny aż do niedzielnej ceremonii.

W Santa Rosa miał kochankę. Była ostatnią z całego drugiego szeregu kobiet; różnorodność dobrze działała na Avrila. Ta kobieta nazywała się Helen Virtillion. Była przystojną kobietą około trzydziestki, bardzo szczupłą, zadbaną, o wielkich, jędrnych piersiach, które go nieodmiennie fascynowały.

Wiele kobiet czuło pociąg do Avrila Tannertona, nie wbrew temu, jak zarabiał na życie, lecz właśnie dzięki temu. Naturalnie niektóre czuły do niego odrazę, kiedy się dowiadywały, że jest przedsiębiorcą pogrzebowym. Ale spora ich liczba była zaintrygowana i nawet podniecona jego niezwykłą profesją.

Zdawał sobie sprawę, dlaczego jest dla nich tak atrakcyjny. Człowiekowi, który pracuje przy zmarłych, udzielona zostaje część tajemnicy śmierci. Pomimo jego piegów i chłopięcej urody, pomimo czarującego uśmiechu, wielkiego upodobania do żartów i otwartego sposobu bycia, niektóre kobiety uważały, że Avril jest i tak zagadkowy, wręcz enigmatyczny. Podświadomie uważały, że nie umrą dopóty, dopóki będą w jego ramionach, tak jakby jego posługi przy zmarłych obdarzały go (i tych, którzy są blisko niego) specjalną dyspensą. Te atawistyczne rojenia były podobne do nadziei żywionych skrycie przez wiele kobiet, które poślubiały lekarzy z powodu podświadomego przekonania, że ich mężowie potrafią ich ochronić przed bakteryjnymi zagrożeniami, jakich pełen jest ten świat.

Dlatego przez całą sobotę, kiedy Avril Tannerton kochał się z Helen Virtillion w Santa Rosa, ciało Bruno Frye’a leżało samotnie w opustoszałym domu.

W niedzielę rano, dwie godziny przed wschodem słońca, w domu pogrzebowym nastąpiło jakieś gwałtowne poruszenie, ale Tannertona nie było na miejscu, nie mógł tego zauważyć.

Zapaliły się nagle górne światła w pracowni, ale Tannertona nie było na miejscu, nie mógł tego spostrzec.

Wieko zamkniętej trumny zostało odbite i odrzucone na bok. Pracownia wypełniła się okrzykami wściekłości i bólu, ale Tannertona nie było na miejscu, nie mógł ich usłyszeć.

* * *

W niedzielę o dziesiątej rano, kiedy Tony pił na stojąco w kuchni sok grejpfrutowy, zadzwonił telefon. To była Janet Yamada, kobieta, z którą ubiegłego wieczoru był umówiony na ślepo Frank Howard.

– Jak poszło? – zapytał.

– To były wspaniały, cudowny wieczór.

– Naprawdę?

– Jasne. Frank jest kapitalny.

– Frank jest kapitalny.

– Powiedziałeś, że może być zimny, że trudno z nim nawiązać znajomość, ale on nie był taki.

– Nie był?

– I jest taki romantyczny.

– Frank?

– No a któżby?

– Frank Howard romantykiem?

– W dzisiejszych czasach nie spotyka się wielu mężczyzn, którzy czują, co to jest prawdziwy romans – powiedziała Janet. – Czasami wydaje się, że romanse i rycerskość zostały wyrzucone za okno, kiedy pojawiła się rewolucja seksualna i ruchy feministyczne. A Frank nadal podaje płaszcz, otwiera przed tobą drzwi, odsuwa krzesło i w ogóle. Przyniósł mi nawet bukiet róż. Są piękne.

– Myślałem, że będzie ci trudno z nim rozmawiać.

– Ależ skąd. Mamy wiele wspólnych zainteresowań.

– Na przykład jakich?

– Przede wszystkim baseball.

– Racja! Zapomniałem, że lubisz baseball.

– Jestem nałogowcem.

– Więc rozmawialiście całą noc o baseballu.

– Ależ skąd – powiedziała. – Rozmawialiśmy o mnóstwie innych rzeczy. O filmach…

– O filmach? Chcesz mi powiedzieć, że Frank jest kinomanem?

– Zna te stare filmy z Bogartem prawie co do słowa. Wymienialiśmy się ulubionymi partiami dialogów.

– Opowiadałem mu o filmach od ponad trzech miesięcy, a on nawet nie otworzył ust – powiedział Tony.

– Nie widział zbyt wielu najświeższych filmów, ale dzisiaj idziemy do kina.

– Znowu się z nim umówiłaś?

– Tak. Chciałam zadzwonić i podziękować ci, że mnie z nim umówiłeś – powiedziała.

– Do licha, czyżbym jednak był jakimś swatem?

– Chciałam ci też powiedzieć, że nawet jeśli nam to nie wyjdzie, to obejdę się z nim delikatnie. Opowiedział mi o Wilmie. Co to za bagno! Chcę, żebyś wiedział, że jestem świadoma, że on ma po niej uraz i że nigdy mu nie zrobię świństwa.

Tony zdumiał się.

– Powiedział ci o Wilmie już pierwszego wieczora, którego cię poznał?

– Powiedział, że nie był w stanie o tym mówić, ale że ty mu pokazałeś, jak ma przełamać swoją nieufność.

– Ja?

– Powiedział, że odkąd mu pomogłeś zaakceptować to, co się stało, może o tym spokojnie mówić.

– Ja tylko siedziałem i słuchałem tego, co chciał z siebie wyrzucić.

– On cię uważa za piekielnie świetnego faceta.

– Ten Frank to się dopiero zna na ludziach, prawda?

Później, z dobrym samopoczuciem z powodu znakomitego wrażenia, jakie Frank wywarł na Janet Yamada, pełen optymizmu w związku z własnymi widokami na miłosną przygodę, Tony pojechał do Westwood na umówione spotkanie z Hilary. Czekała na niego; wyszła przed dom, kiedy wjechał na drogę wjazdową. Wyglądała świeżo i ślicznie w czarnych luźnych spodniach, przewiewnej błękitnej bluzce i lekkim, sztruksowym blezerze. Kiedy otworzył przed nią drzwi, przelotnie, nieomal nieśmiało pocałowała go w policzek, a on poczuł powiew świeżych, cytrynowych perfum.

Zapowiadał się dobry dzień.

* * *

Wyczerpany po nieomal bezsennej nocy w sypialni Helen Wirtillion, Avril Tannerton wrócił w niedzielę z Santa Rosa na krótko przed dziesiątą.

Nie zajrzał do trumny.

Razem z Garym Olmsteadem Tannerton pojechał na cmentarz i przygotował grobowiec do ceremonii, która miała się odbyć o drugiej. Ustawili sprzęt do opuszczenia trumny w głąb ziemi. Przyozdobili cały plac kwiatami i mnóstwem naciętych zielonych gałęzi, żeby wyglądał możliwie jak najsympatyczniej.

Wróciwszy o 12.30 do domu pogrzebowego, Tannerton wytarł irchową szmatką kurz i rozmazane ślady palców z okutej mosiądzem trumny Bruno Frye’a. Kiedy przejechał dłonią po zaokrąglonych krawędziach skrzyni, przypomniał sobie olśniewające kontury piersi Helen Wirtillion.

Nie zajrzał do trumny.

O pierwszej Tannerton i Olmstead załadowali trumnę do karawanu.

Żaden z nich nie zajrzał do trumny.

O wpół do drugiej pojechali na cmentarz okręgu Napa. Jechali za nimi własnymi samochodami Joshua Rhinehart i paru okolicznych mieszkańców. Zważywszy na fakt, że był to bogaty i wpływowy człowiek, procesja pogrzebowa była żenująco mała.

Dzień był jasny i chłodny. Wysokie drzewa rzucały silne cienie na drogę i karawan przejeżdżał przez przeplatające się smugi słonecznego blasku i cienia.

Na cmentarzu trumna spoczęła na pasie nad grobem, a dookoła zebrało się piętnastu ludzi w oczekiwaniu na krótką ceremonię. Gary Olmstead zajął stanowisko obok zamaskowanej kwiatami skrzynki kontrolującej pas i sterującej przy opuszczaniu nieboszczyka do grobu. Avril stał przed grobem i odczytywał z cienkiej książeczki laickie wiersze utrzymane w poważnym nastroju. U boku przedsiębiorcy pogrzebowego stał Joshua Rhinehart. Otwarty grób otaczało pozostałych dwunastu ludzi. Byli wśród nich plantatorzy winorośli oraz ich żony, którzy przyjechali na pogrzeb, ponieważ sprzedawali swoje plony do winnicy Bruno Frye’a i uważali swoją tutaj obecność za zobowiązanie handlowe. Pojawili się również zarządcy winnic „Drzewo Cienia” wraz z żonami, a motywy ich obecności nie były bardziej osobiste od powodów plantatorów. Nikt nie płakał.