Выбрать главу

– Wiesz – powiedział – zaskoczyłaś mnie. Wydajesz się taka układna i czysta, prawie anielska, a masz w sobie żyłkę do cudownej rozwiązłości.

– Potrafię być rozwiązła – przyznała.

– Okropnie rozwiązła.

– Podoba ci się moje ciało?

– To piękne ciało.

Przez chwilę wiedli rozmowę kochanków, rozprawiając głównie o bzdurach, mruczeli w rozmarzeniu. Czuli się tak podekscytowani, że wszystko im się wydawało zabawne.

Potem, nadal cicho, ale z poważniejszą nutą w głosie, Tony powiedział:

– Wiesz oczywiście, że nigdy cię już nie puszczę.

Wyczuła, że jest gotów do zobowiązań, jeśli będzie wiedział na pewno, czy ona też potrafi je podjąć. Ale tu był problem. Nie była gotowa. I nie wiedziała, czy kiedykolwiek będzie gotowa. Pragnęła go. Boże, jak ona go pragnęła! Nie wyobrażała sobie nic bardziej ekscytującego czy rekompensującego, jak wspólne życie, wzbogacane wzajemnie przez ich odrębne talenty i zainteresowania. Ale bała się rozczarowania i bólu, który on mógł jej zadać, przestając ją kiedyś kochać. Pozostawiła za sobą wszystkie tamte straszne lata z Earlem i Emmą w Chicago, ale nie mogła tak łatwo lekceważyć tych lekcji, jakie jej dano dawno temu w tamtym czynszowym mieszkaniu. Bała się zobowiązań.

Szukając uniku przed pytaniem zawartym w oświadczeniu Tony’ego i mając nadzieję podtrzymać frywolny ton rozmowy, zapytała:

– Masz zamiar już nigdy mnie nie puścić?

– Nigdy.

– A czy wykonywanie pracy policyjnej ze mną obok nie będzie dla ciebie krępujące?

Spojrzał w jej oczy, starając się stwierdzić, czy zrozumiała jego słowa.

– Nie poganiaj mnie, Tony. Potrzebuję czasu. Tylko trochę czasu – powiedziała nerwowo.

– Weź tyle czasu, ile ci potrzeba.

– W tej chwili jestem taka szczęśliwa, że po prostu chcę się powygłupiać. To nie jest odpowiednia pora na powagę.

– No to też postaram się powygłupiać.

– O czym porozmawiamy?

– Chciałbym wszystko o tobie wiedzieć.

– To brzmi poważnie, a nie głupio.

– Powiem ci coś. Ty bądź trochę poważna, a ja się będę częściowo wygłupiał. I będziemy się zamieniać.

– W porządku. Pierwsze pytanie.

– Co najbardziej lubisz jeść na śniadanie?

– Płatki kukurydziane – powiedziała.

– Twój ulubiony lunch?

– Płatki kukurydziane.

– Ulubiony obiad?

– Płatki kukurydziane.

– Czekaj chwilę – powiedział.

– Co się stało?

– Myślę, że o śniadaniu mówiłaś poważnie. Ale potem wymknęły ci się dwie głupie odpowiedzi pod rząd.

– Uwielbiam płatki kukurydziane.

– Jesteś mi winna dwie poważne odpowiedzi.

– Strzelaj.

– Gdzie się urodziłaś?

– W Chicago.

– Tam się wychowałaś?

– Tak.

– A rodzice?

– Nie wiem, kim są moi rodzice. Wyklułam się z jajka. Kaczego jajka. To był cud. Musiałeś o tym czytać. Jest nawet w Chicago jeden kościół katolicki nazwany od tego wydarzenia. Nasza Pani z Kaczego Jajka.

– To dopiero jest głupie.

– Dziękuję.

– Rodzice? – zapytał ponownie.

– To niesprawiedliwe – powiedziała. – Nie możesz pytać dwa razy o to samo.

– Kto tak powiedział?

– Ja.

– Czy to takie straszne?

– Co?

– To, co ci zrobili rodzice?

Próbowała ominąć pytanie.

– Skąd pomysł, że zrobili mi coś strasznego?

– Już cię o to wcześniej pytałem. Pytałem cię też o twoje dzieciństwo. Zawsze unikałaś tych pytań. Zawsze bardzo gładko i sprytnie zmieniasz temat. Myślałaś, że nie zauważę, ale ja zauważyłem.

Miał najbardziej przenikliwy wzrok, z jakim się kiedykolwiek zetknęła. Był nieomal zatrważający.

Zamknęła oczy, żeby nie mógł w nie patrzeć.

– Opowiedz mi – powiedział.

– Byli alkoholikami.

– Obydwoje?

– Tak.

– Byli źli?

– O tak.

– Bili cię?

– Tak.

– I?

– I nie chcę o tym teraz mówić.

– To mogłoby ci pomóc.

– Nie. Tony, proszę. Jestem szczęśliwa. Jeśli będziesz mnie zmuszał, żebym mówiła… o nich… nie będę już taka szczęśliwa. To taki piękny wieczór. Nie psuj go.

– Prędzej czy później będę się chciał o tym dowiedzieć.

– Dobrze – powiedziała. – Ale nie dzisiaj.

Westchnął.

– W porządku. Pomyślmy… Kto jest twoją ulubioną osobowością telewizyjną?

– Żaba Kermit.

– Kto jest twoją ulubioną ludzką osobowością telewizyjną?

– Kermit Żaba – powiedziała.

– Tym razem pytałem o ludzką.

– Moim zdaniem jest bardziej ludzki niż ktokolwiek w telewizji.

– Cenna uwaga. A skąd ta blizna?

– Czy Kermit ma bliznę?

– Pytam o twoją bliznę.

– Brzydzisz się nią? – zapytała, znowu próbując przekręcić sens pytania.

– Nie – powiedział. – Tylko czyni cię jeszcze piękniejszą.

– Naprawdę?

– Naprawdę.

– A czy miałbyś coś przeciwko temu, gdybym cię sprawdziła na moim detektorze kłamstw?

– A masz tutaj detektor kłamstw?

– Ależ oczywiście – powiedziała. Sięgnęła w dół i wzięła w dłoń jego sflaczałego członka. – Mój detektor kłamstw działa na całkiem prostych zasadach. Nie ma szansy, że dokona niewłaściwego odczytu. Bierzemy po prostu główną wtyczkę – ścisnęła jego organ – i umieszczamy go w gniazdku B.

– Gniazdko B?

Ześlizgnęła się w dół łóżka i wzięła go do ust. Po paru sekundach nabrzmiał pulsującą, sztywną gotowością. Po paru minutach ledwie był w stanie się opanować.

Spojrzała na niego i uśmiechnęła się szeroko.

– Nie kłamałeś.

– Powtórzę to. Jesteś zaskakująco rozwiązłą ulicznicą.

– Domagasz się znowu mojego ciała?

– Domagam się znowu twojego ciała.

– A co z moim umysłem?

– Czy to nie część zawartości?

Tym razem ona była na górze, umiejscowiła się na nim, poruszała się w przód i w tył, z boku na bok, w górę i w dół. Uśmiechnęła się do niego, kiedy sięgnął do jej rozkołysanych piersi i potem już nie rejestrowała pojedynczych ruchów ani poszczególnych pieszczot; wszystko rozmazało się w stały i płynny ruch pełen nieziemskiego uniesienia; ruch, który nie miał ani początku, ani końca.

O północy poszli do kuchni i przygotowali sobie bardzo późną zimną kolację, składającą się z sera, resztek kurczaka, owoców i schłodzonego wina. Przynieśli wszystko do sypialni i trochę jedli, trochę nawzajem się karmili, a potem stracili zainteresowanie jedzeniem, zanim zdołali zjeść jego większość.

Zachowywali się jak para nastolatków uległych obsesji swoich ciał i obdarzonych błogosławieństwem pozornie niewyczerpanych sił życiowych. Kiedy kołysali się w rytmicznej ekstazie, Hilary czuła wyraźnie, że nie jest tak, że tylko dali się opętać serii aktów miłosnych; wiedziała, że jest to ważny rytuał, niewyczerpana ceremonia, która uzdrawiała z lęków od dawna ją nurtujących. Powierzała samą siebie drugiemu człowiekowi z oddaniem, które uważała za niemożliwe jeszcze tydzień temu, bo odłożyła dumę na bok, poniżyła się przed nim, składała mu siebie w ofierze, ryzykując odrzuceniem, upokorzeniem i degradacją, żywiąc kruchą nadzieję, że on jej nie wykorzysta. I nie zawiodła się. Robili wiele rzeczy, które mogły być degradujące z niewłaściwym partnerem, ale z Tonym każdy akt był oczyszczający, unoszący, wspaniały. Nie była jeszcze w stanie powiedzieć mu, że go kocha, nie tymi słowami, ale mówiła to, gdy błagała go w łóżku, by robił z nią to, co chce, gdy pozostawiała się bez ochrony, gdy otwierała się dla niego całkowicie, aż wreszcie, gdy klęczała przed nim i swymi wargami i językiem wysysała resztę słodyczy z jego lędźwi.