Выбрать главу

Jej nienawiść do Earla i Emmy była teraz równie silna jak za ich życia, bo to przez nich nie potrafiła wyrazić swych uczuć przed Tonym. Zastanawiała się, co będzie musiała zrobić, by zerwać te pęta, które na nią nałożyli.

Leżała obok Tony’ego; obejmowali się tylko przez chwilę i nic nie mówili, bo nie trzeba było nic mówić.

Dziesięć minut później, o wpół do piątej nad ranem, powiedziała:

– Powinnam już jechać do domu.

– Zostań.

– Czy masz jeszcze na to siły?

– O nie, na Boga! Jestem zupełnie wyżęty. Po prostu chcę cię trzymać w objęciach. Śpij tutaj – powiedział.

– Jeśli zostanę, nie uśniemy.

– A ty masz jeszcze na to siły?

– Niestety, drogi człowieku, już nie. Ale mam jutro parę rzeczy do zrobienia i ty też. I jesteśmy za bardzo podnieceni i za bardzo pełni siebie, żeby odpocząć, jeśli będziemy we wspólnym łóżku. Będziemy się tak stale dotykać, rozmawiać i w ten sposób nie pozwolimy sobie zasnąć.

– Cóż – powiedział – musimy się nauczyć przebywać z sobą całe noce. Bo uważam, że spędzimy ich wiele w jednym łóżku, mam rację?

– Jasne, że wiele – powiedziała. – Pierwsza noc jest najgorsza. Dostosujemy się, gdy zniknie urok nowości. Ja zacznę chodzić do łóżka w lokówkach i z kremem na twarzy.

– A ja zacznę palić cygara i oglądać Johnny’ego Carsona.

– Odrażające – powiedziała.

– Oczywiście, minie trochę czasu, zanim wszelka nowość się zestarzeje.

– Trochę tak – zgodziła się.

– Jakieś pięćdziesiąt lat.

– Albo sześćdziesiąt.

Opóźniali rozstanie przez następne piętnaście minut, ale w końcu Hilary wstała i ubrała się. Tony nałożył na siebie jeansy.

W salonie, kiedy szli do drzwi, zatrzymała się, zapatrzyła na jeden z jego obrazów i powiedziała:

– Chcę zawieźć sześć twoich najlepszych prac do Wyanta Stevensa i zobaczyć, czy się tobą zajmie.

– Nie zajmie się.

– Chcę spróbować.

– To jedna z najlepszych galerii.

– Dlaczego zaczynać od dołu?

Patrzył na nią, ale wydawał się widzieć kogoś innego.

– Może powinienem skoczyć – powiedział wreszcie.

– Skoczyć?

Opowiedział jej o pełnej entuzjazmu radzie, jakiej udzielił mu Eugene Tucker, czarny eks – więzień, który teraz projektował ubrania.

– Tucker ma rację – powiedziała. – A to nawet nie jest skok. To tylko mały podskok. Nie odchodzisz z pracy w policji czy coś podobnego. Tylko sprawdzasz wodę.

Tony wzruszył ramionami.

– Wyant Stevens odrzuci mnie kategorycznie, ale myślę, że niczego nie stracę, jeśli stworzę mu taką szansę.

– On cię nie odrzuci – powiedziała. – Wybierz sześć obrazów, które uważasz za najbardziej reprezentatywne dla swojej twórczości. Spróbuję nas umówić z Wyantem albo jeszcze dzisiaj albo na jutro.

– Wybierz je teraz sama – powiedział. – I zabierz je z sobą. Kiedy będziesz miała możliwość zobaczyć się ze Stevensem, to mu je pokażesz.

– Ale jestem pewna, że będzie chciał cię poznać.

– Jeśli mu się spodoba to, co zobaczy, to wtedy będzie chciał mnie poznać. A jeśli mu się naprawdę spodoba, to ja będę szczęśliwy, mogąc go poznać.

– Tony, naprawdę…

– Po prostu nie chcę być przy tym, kiedy ci będzie mówił, że to dobre prace, ale wykonane jedynie przez utalentowanego amatora.

– Jesteś niemożliwy.

– Rozsądny.

– Już taki pesymista.

– Realista.

Nie miała czasu, aby obejrzeć wszystkie sześćdziesiąt płócien, które były zgromadzone w salonie. Była zaskoczona, kiedy się dowiedziała, że ma jeszcze ponad pięćdziesiąt innych pochowanych w szafach, jak również setkę rysunków wykonanych piórkiem i tuszem, prawie tyle samo akwareli i niezliczoną ilość ołówkowych szkiców. Pragnęła obejrzeć je wszystkie, ale dopiero wtedy, gdy będzie wypoczęta i w pełni zdolna je docenić. Wybrała sześć z dwunastu obrazów, które wisiały na ścianach salonu. Aby je ochronić, starannie poowijali je w kawałki starego prześcieradła, które Tony podarł specjalnie w tym celu.

Założył koszulę i buty i pomógł jej znieść pakunki do bagażnika samochodu.

Zatrzasnęła bagażnik. Spojrzeli na siebie; żadne z nich nie chciało się żegnać.

Stali na skraju plamy światła rzucanego z wysokości dwudziestu stóp przez lampę sodową. Obdarzył ją cnotliwym pocałunkiem. Noc była chłodna i cicha. Na niebie świeciły gwiazdy.

– Niedługo będzie świt – powiedział.

– Czy chcesz ze mną zaśpiewać „Dwoje śpiących ludzi”?

– Jestem kiepskim śpiewakiem – powiedział.

– Wątpię. – Przytuliła się do niego. – Sądząc z doświadczenia, jesteś doskonały we wszystkim, co robisz.

– O ty zepsuta!

– Staram się.

Znowu się pocałowali i otworzył przed nią drzwi samochodu.

– Nie idziesz dzisiaj do pracy? – zapytała.

– Nie. Nie po… Franku. Powinienem się zgłosić i napisać raport, ale to mi zajmie tylko jakąś godzinę. Biorę parę dni wolnego. Będę miał dużo czasu.

– Zadzwonię po południu.

– Będę czekał – powiedział.

Odjechała pustymi ulicami wczesnego poranka. Kiedy przejechała parę przecznic, w brzuchu zaczęło jej burczeć z głodu i przypomniała sobie, że w domu nie ma nic na śniadanie. Miała zamiar pójść do sklepu po wyjściu pracownika towarzystwa usług telefonicznych, ale wtedy dostała wiadomość od Michaela Savatino i pośpieszyła do Tony’ego. Skręciła w lewo za następnym rogiem i pojechała do nocnego sklepu po jajka i mleko.

* * *

Tony obliczył sobie, że Hilary nie potrzebuje więcej jak dziesięć minut, aby dojechać do domu pustymi ulicami, ale odczekał kwadrans, zanim zadzwonił, by sprawdzić, czy nic jej się nie stało po drodze. Jej telefon nie dzwonił. Usłyszał jedynie serię komputerowych dźwięków – pikanie i bzykanie, z których składał się język tych mądrych maszyn – potem parę szczęknięć, trzasków i puknięć, wreszcie płytki, daleki świst niezrealizowanego połączenia. Odłożył słuchawkę, wykręcił numer ponownie, starannie wybierając każdą cyfrę, ale znowu bez rezultatu.

Był pewien, że nowy numer zastrzeżony, który dla niej załatwił, jest właściwy. Kiedy mu go podawała, sprawdził dwukrotnie, czy go dobrze zapisał. A ona odczytywała go z kopii zamówienia na wykonanie usługi, którą miała w torebce, więc nie było możliwości, że mogła się pomylić.

Połączył się z telefonistką w centrali i powiedział, jaki ma kłopot. Próbowała sama wykręcić ten numer, ale też nie mogła uzyskać połączenia.

– Czy słuchawka jest odłożona? – zapytał.

– Wydaje mi się, że nie.

– Co może pani zrobić?

– Zgłoszę, że telefon jest zepsuty – powiedziała. – Nasz wydział napraw zajmie się tym.

– Kiedy?

– Czy numer należy do starszej albo niepełnosprawnej osoby?

– Nie – powiedział.

– Więc podlega normalnej procedurze usługowej – powiedziała. – Jeden z naszych pracowników od napraw zajmie się nim około ósmej rano.

– Dziękuję.

Odłożył słuchawkę. Siedział na brzegu łóżka i wpatrywał się w zamyśleniu w zmierzwioną pościel, w której leżała Hilary. Spojrzał na kartkę z jej nowym numerem.

Zepsuty?

Przypuszczał, że pracownik mógł się pomylić, kiedy wczoraj po południu podłączał aparaty Hilary. Możliwe. Ale nieprawdopodobne. Zupełnie niemożliwe.

Nagle przypomniał sobie o anonimowym rozmówcy, który ją molestował. Zazwyczaj mężczyzna, który robił takie rzeczy, był słaby, nieudolny, zahamowany seksualnie; nieomal bez wyjątku był niezdolny do nawiązania normalnego związku z kobietą i na ogół był typem zbyt introwertycznym i pełnym lęków, aby usiłował dokonać gwałtu. Zazwyczaj. Nieomal bez wyjątku. Na ogół. Ale czy to do pomyślenia, że ten świr miałby być tym jednym na tysiąc, który jest niebezpieczny?