Выбрать главу

Jego prędkość spadła do czterdziestu mil na godzinę, zwiększył ją do sześćdziesięciu. Postanowił więcej nie przyśpieszać. Jeśli wpakuje jeepa na latarnię uliczną albo pokoziołkuje w nim i w ten sposób zginie, to raczej nie pomoże tym Hilary.

Natomiast nadal nie podporządkowywał się przepisom ruchu drogowego. Jechał zbyt brawurowo jak na tę niemałą ilość zakrętów, które brał z rozpędem, aby wjeżdżać na wiodące na wschód ulice, znowu wdzięczny, że z przeciwnej strony nie nadjeżdżają inne pojazdy. Wszystkie sygnały ruchu były przeciwko niemu, niczym perwersyjny sprzeciw losu, ale ignorował je. Nie przejmował się, że może dostać mandat za przekroczenie szybkości czy brawurową jazdę. Jeśli zostanie zatrzymany przez policjantów w mundurach, błyśnie im swoją odznaką i zabierze ich do Hilary. Modlił się jednak o to, by nie mieć okazji do zdobywania takich posiłków, bo to oznaczało zatrzymywanie się, przedstawianie i wyjaśnianie, że zachodzi taka pilna potrzeba. Gdyby go ściągnęli na bok, to straciłby co najmniej minutę.

Miał przeczucie, że minuta stanowi kwestię życia albo śmierci Hilary.

* * *

Widząc Bruno Frye’a wchodzącego przez sklepione przejście, Hilary pomyślała, że chyba traci rozum. Ten człowiek nie żyje. Nie żyje! Dwukrotnie pchnęła go nożem, widziała jego krew. Widziała go również w kostnicy – zimnego, żółto – szarego i bez życia. Została przeprowadzona sekcja zwłok. Wystawiono świadectwo zgonu. Martwi ludzie nie chodzą. A jednak powraca z grobu, wynurza się z ciemności pokoju jadalnego jak wybitnie nieproszony gość, w jednej dłoni, ubranej w rękawiczkę, trzyma nóż i dąży do skończenia z tym, co zaczął w ubiegłym tygodniu; to przecież niemożliwe, on tu nie może być.

Hilary zamknęła oczy i siłą woli nakazywała mu zniknąć. Ale sekundę później, kiedy zmusiła się, by popatrzeć znowu, on tam ciągle był.

Nie była w stanie się ruszyć. Chciała pobiec, ale wszystkie jej kończyny – biodra, kolana, kostki – były zesztywniałe, zablokowane i nie znalazła siły, aby je zmusić do ruchu. Była słaba i wątła jak bardzo stara kobieta, pewna, że gdy jej się uda uruchomić stawy i zrobić krok, to się przewróci.

Nie mogła mówić, ale w jej wnętrzu rozlegał się krzyk.

Frye zatrzymał się w odległości mniejszej niż piętnaście stóp, jedną nogą zaczepił o śnieżną watę wydartą z obić zdemolowanych foteli. Miał ziemistą twarz, trząsł się gwałtownie, znajdował się najwyraźniej na skraju histerii.

Czy martwi mogą histeryzować?

Chyba postradała rozum. Na pewno. Doszczętnie zwariowała. Ale wiedziała też, że to nieprawda.

Duch? Przecież nie wierzyła w duchy. A poza tym, czy duch nie powinien być niematerialny, przezroczysty albo przynajmniej półprzeźroczysty? Czy zjawa może być tak stała jak ten spacerujący trup, równie przekonująco i przerażająco prawdziwa jak on?

– Ty suko! – wykrzyknął. – Ty śmierdząca suko!

Jego głos był niewątpliwie twardy, niski i chrzęszczący.

Przecież, pomyślała idiotycznie, jego struny głosowe już powinny zacząć gnić. Rozkład już powinien zatkać mu gardło.

Czuła, jak rodzi się w niej piskliwy śmiech i z całych sił postarała się nad nim zapanować. Gdyby teraz zaczęła się śmiać, mogłaby już nigdy nie przestać.

– Zabiłaś mnie – powiedział groźnie, nadal balansując na granicy histerii.

– Nie – powiedziała. – Och, nie, nie.

– Zabiłaś! – krzyknął, gładząc swój nóż. – Zabiłaś mnie! Nie kłam teraz. Myślisz, że nie wiem? O Boże! Czuję się taki obcy, taki samotny, zupełnie samotny, taki pusty. – Jego wściekłość była pomieszana z prawdziwą udręką duchową. – Taki pusty i przerażony. I to wszystko przez ciebie.

Powoli przemierzał te parę jardów, które ich dzieliły, przestępując ostrożnie przez gruz.

Hilary widziała, że oczy tego martwego człowieka nie są ani puste, ani pokryte mlecznymi kataraktami. Te oczy były niebiesko – szare i bardzo żywe – i pełne lodowatego gniewu.

– Tym razem umrzesz na zawsze – mówił podchodząc coraz bliżej. – Tym razem już nie wrócisz.

Próbowała się przed nim cofać, zrobiła jeden niezdecydowany krok, ale uginały się pod nią nogi. Nie upadła jednak. Zostało jej więcej siły, niż myślała.

– Tym razem – powiedział Frye – podejmę wszystkie środki ostrożności. Nie dam ci szansy powrotu. Mam zamiar wyciąć ci twoje pieprzone serce.

Zrobiła kolejny krok, ale to nic nie zmieniało; nie mogła uciec. Nie starczy jej czasu na dobiegnięcie do drzwi i otworzenie obydwu zamków. Jeśli będzie próbowała to zrobić, on ją dopadnie w sekundę i wsadzi jej nóż miedzy łopatki.

– Wbiję ci kołek w twoje pieprzone serce.

Gdyby pobiegła do schodów i próbowała wydostać pistolet ze swojej sypialni, na pewno nie będzie miała tyle szczęścia, co ostatnim razem. Tym razem on ją złapie, zanim wbiegnie na górę.

– Odetnę twoją cholerną głowę.

Zamajaczył nad nią w odległości wyciągniętego ramienia.

Nie miała dokąd uciekać, ani gdzie się schować.

– Wytnę ci język. Napcham ci czosnku do twoich pieprzonych ust. Napcham ci tyle czosnku, abyś nie mogła sobie wyprosić drogi powrotnej z piekła.

Słyszała głośne bicie swego serca. Potworny strach nie pozwalał jej oddychać.

– Wytnę ci te pieprzone oczy.

Znowu zastygła, niezdolna poruszyć się ani o cal.

– Wyrwę ci oczy i je rozgniotę, abyś nie widziała drogi powrotnej.

Frye uniósł nóż wysoko nad jej głową.

– Odetnę ci ręce, abyś nie mogła wymacać drogi powrotnej.

Nóż zawisł tam na wieczność, a strach odebrał Hilary poczucie czasu. Złowieszczy czubek broni przykuwał jej wzrok, nieomal ją hipnotyzując.

– Nie!

Na tnącej krawędzi wycelowanego ostrza zaiskrzyły się ostre krążki światła.

– Suka.

A potem nóż zaczął spadać, prosto ku jej twarzy, migocząc światłem odbitym od stali, opadał coraz niżej posuwistym, morderczym hakiem.

W jednym ręku trzymała torbę z zakupami. Nie zastanawiając się nawet, co powinna robić, jednym szybkim i instynktownym ruchem schwyciła oburącz torbę i wystawiła ją w kierunku opadającego noża, rozpaczliwie próbując zablokować śmiertelny cios.

Ostrze wbiło się w zakupy, nakłuwając kartonik z mlekiem.

Frye zawył z wściekłości.

Ociekająca mlekiem torba wysunęła się Hilary z ręki. Upadła na podłogę, wyrzucając z siebie potok mleka, jajek, małych cebulek i kawałków masła.

Nóż wypadł trupowi z dłoni. Próbował go odzyskać.

Hilary podbiegła do schodów. Wiedziała, że tylko opóźnia to, czego nie uda się jej uniknąć. Zdobyła dwie albo trzy sekundy, nic więcej, żadnej przewagi, aby się uratować.

Rozległ się dzwonek przy drzwiach.

Zaskoczona przystanęła przed schodami i obejrzała się.

Frye wyprostował się z nożem w ręku.

Ich oczy się spotkały; Hilary widziała w jego wzroku błysk niezdecydowania.

Frye ruszył w jej kierunku, ale z mniejszą niż dotychczas pewnością siebie. Oglądał się nerwowo w stronę przedsionka i frontowych drzwi.

Dzwonek zadzwonił ponownie.

Przytrzymując się balustrady, cofając w górę schodów, Hilary wzywała pomocy, wrzeszcząc z całej siły.

Na zewnątrz jakiś mężczyzna krzyknął:

– Policja!

To był Tony.

– Policja! Otwierać drzwi!

Hilary nie pojmowała, skąd on się wziął. Nigdy nie była tak ucieszona, słysząc czyjś głos, jak w tej chwili.

Frye zatrzymał się, kiedy usłyszał słowo „policja”, spojrzał na Hilary, przeniósł wzrok na drzwi, potem znowu na nią. Obliczał swoje szansę.

Ona nie przestawała krzyczeć.