– Linia jest nieczynna. Pewnie odciął zewnętrzne przewody. Będziemy musieli skorzystać z telefonu sąsiada, aby to zgłosić.
– Ja tego nie zgłoszę.
– Nie martw się – powiedział. – Wszystko się zmieniło. Teraz już poprę twoje zeznanie.
– Już za późno – powiedziała ostrym tonem.
– O czym ty mówisz?
Nie odpowiedziała. Zdjęła bluzkę z wieszaka z takim impetem, że wieszak upadł z łomotem na dno szafy.
– Już chyba nie planujesz mieszkać w hotelu i wynajmować prywatnych detektywów.
– Ależ tak. Właśnie to mam zamiar zrobić – powiedziała składając bluzkę.
– Przecież powiedziałem, że już ci wierzę.
– A ja powiedziałam, że już jest za późno. Za późno, żeby to coś zmieniło.
– Dlaczego jesteś taka uparta?
Hilary nie reagowała. Włożyła złożoną bluzkę do walizki i wróciła do szafy po inne ubrania.
– Słuchaj – powiedział Tony – ja tylko wyraziłem parę zupełnie zrozumiałych wątpliwości. Tych samych wątpliwości, które miałby każdy w takiej sytuacji. W rzeczy samej, ty wyraziłabyś takie same wątpliwości, gdybym to ja powiedział, że widziałem spacerującego trupa. Gdyby nasze role były odwrócone, to sądzę, że i ty zachowałabyś się sceptycznie. Ja bym się na ciebie nie wściekał. Dlaczego jesteś taka cholernie drażliwa?
Wróciła od szafy z następnymi dwiema bluzkami i zaczęła składać jedną z nich. Nie patrzyła na Tony’ego.
– Ufałam ci… we wszystkim – odpowiedziała.
– Ja nie zawiodłem twojego zaufania.
– Jesteś taki jak wszyscy.
– A to, co się stało wcześniej w moim mieszkaniu, czy to nie było coś wyjątkowego?
Nie odpowiedziała mu.
– Czy chcesz mi powiedzieć, że to, co czułaś dzisiejszej nocy – nie tylko ciałem, ale sercem, umysłem – czy chcesz mi powiedzieć, że to samo odczuwałaś z innymi mężczyznami?
Hilary próbowała go zniechęcić. Nie odrywała wzroku od swojej pracy, ułożyła drugą bluzkę w walizce, zaczęła składać trzecią. Drżały jej ręce.
– No bo dla mnie to było coś wyjątkowego – ciągnął Tony, usiłując sprawić, by odtajała. – To było doskonałe. Nigdy nie myślałem, że może być tak dobrze. Nie chodzi tylko o seks. To bycie razem. To dzielenie się sobą. Wniknęłaś do mojego wnętrza, jak żadna inna kobieta. Zabrałaś część mnie samego, kiedy wyszłaś z mojego mieszkania tej nocy; fragment mojej duszy, fragment mojego serca, cząstkę mojego istnienia. Do końca życia już nie będę całością, dopóki nie będę z tobą. Więc jeśli myślisz, że tak zwyczajnie pozwolę ci odejść, to czeka cię spora niespodzianka. Nieźle zawalczę, żeby cię przytrzymać, moja pani.
Przestała składać bluzkę. Wzięła ją tylko w ręce i wpatrywała się w nią.
Nic w jego całym życiu nie wydawało mu się nawet w połowie tak ważne, jak poznanie jej myśli.
– Kocham cię – powiedział.
Nadal wpatrując się w bluzkę, odpowiedziała drżącym głosem:
– Czy zawsze dotrzymuje się zobowiązań? Czy dwoje ludzi do końca dotrzymuje danych sobie nawzajem obietnic? Czy kiedy ktoś mówi „kocham cię”, to czy rzeczywiście tak myśli? Skoro moi rodzice mogli w jednej chwili wylewać potoki słów na temat miłości, a minutę później zbić mnie na kwaśne jabłko, to komu, u diabła, mam ufać? Tobie? Dlaczego? Czy to wszystko nie zakończy się rozczarowaniem i cierpieniem? Czy nie tak wszystko się kończy? Lepiej, jak zostanę sama. Sama mogę o siebie znakomicie zadbać. Nic mi się nie stanie. Ja już nie chcę być więcej krzywdzona. Mdli mnie od tego. Śmiertelnie mdli! Nie chcę składać zobowiązań i podejmować ryzyka. Nie mogę. Po prostu nie mogę.
Tony podszedł do niej, schwycił ją za ramiona, zmusił, by na niego spojrzała. Drżała jej dolna warga. W kącikach jej pięknych oczu zbierały się łzy, ale je powstrzymywała.
– Czujesz to samo do mnie, co ja do ciebie – powiedział. – Wiem to. Czuję. Jestem tego pewien. Nie odwracasz się ode mnie dlatego, że wątpiłem w twoją opowieść. To naprawdę nie ma z tym nic wspólnego. Odwracasz się ode mnie dlatego, że zakochałaś się i boisz się tego. Boisz się z powodu swoich rodziców. Z powodu tego, co ci zrobili. Dlatego, że cię bili. Z powodu tych wszystkich rzeczy, o których mi jeszcze nie opowiedziałaś. Uciekasz od swoich uczuć do mnie, ponieważ twoje zniszczone dzieciństwo upośledziło cię emocjonalnie. Ale ty mnie kochasz. Kochasz. I wiesz o tym.
Nie mogła mówić. Potrząsała głową: nie, nie, nie.
– Nie mów mi, że to nieprawda – powiedział. – Jesteśmy sobie potrzebni, Hilary. Ja potrzebuję ciebie, bo całe życie bałem się podejmować jakiekolwiek ryzyko – z pieniędzmi, z karierą, z moim malarstwem. Zawsze byłem otwarty dla ludzi, zmieniałem związki, ale nigdy nie zmieniałem okoliczności. Z tobą, czy dzięki tobie, po raz pierwszy chcę na próbę odejść na kilka kroków od bezpieczeństwa państwowej posady. I teraz, kiedy poważnie myślę o tym, by żyć z malarstwa, nie mam od razu poczucia winy czy lenistwa, jak dotychczas. Nie słyszę od razu wykładu papy o pieniądzach, odpowiedzialności i okrucieństwach losu, jak dotychczas. Kiedy marzę o życiu artysty, to nie zaczynam automatycznie przeżywać na nowo kryzysów finansowych, przez jakie przeszła moja rodzina, ani tych czasów, kiedy brakowało nam jedzenia, kiedy prawie nie mieliśmy dachu nad głową. Wreszcie jestem w stanie zostawić to za sobą. Jeszcze nie jestem tak silny, aby zwolnić się z pracy i zanurkować. Co to, to nie. Jeszcze nie. Ale dzięki tobie potrafię sobie wyobrazić, że jestem malarzem na całym etacie, mogę się tego serio spodziewać, a to jest coś, czego nie potrafiłem zrobić jeszcze tydzień temu.
Po jej twarzy spływały teraz łzy.
– Jesteś taki świetny – wtrąciła. – Jesteś wspaniałym, wrażliwym artystą.
– A ty potrzebujesz mnie w takim samym stopniu, jak ja ciebie – powiedział. – Beze mnie będziesz budowała coraz grubszą i mocniejszą skorupę. Ty zawsze potrafiłaś podjąć każde ryzyko – z pieniędzmi, z karierą. Ale nie umiałaś korzystać z szansy, jaką dają ludzie. Widzisz? Stanowimy w tym względzie przeciwieństwo. Uzupełniamy się nawzajem. Możemy się tyle od siebie nauczyć. Możemy pomagać sobie w rozwoju. Tak jakbyśmy dotąd byli tylko połową człowieka i teraz odkryli swoje brakujące połowy. Ja jestem twój. Ty jesteś moja. Miotaliśmy się całe życie, szukaliśmy po omacku, próbując się odnaleźć.
Hilary upuściła żółtą bluzkę, którą zamierzała zapakować do walizki i objęła go ramionami.
Tony przytulił ją, pocałował jej słone wargi.
Przez chwilę tylko się obejmowali. Żadne z nich nie potrafiło przemówić.
Wreszcie on powiedział:
– Popatrz mi w oczy.
Podniosła głowę.
– Masz takie ciemne oczy.
– Powiedz mi – powiedział.
– Co ci powiedzieć?
– To, co chcę usłyszeć.
Pocałowała go w kąciki ust.
– Powiedz mi – prosił.
– Kocham… cię.
– Jeszcze raz.
– Kocham cię, Tony. Kocham. Naprawdę kocham.
– Czy to było takie trudne?
– Tak. Dla mnie tak.
– Będzie łatwiejsze, im częściej to będziesz powtarzać.
– Muszę pamiętać, by to często ćwiczyć – powiedziała. Uśmiechała się i płakała jednocześnie.
Tony poczuł narastające w nim napięcie, gwałtownie rozszerzającą się bańkę w piersi, jakby miał dosłownie pęknąć ze szczęścia. Pomimo tej nieprzespanej nocy był pełen energii, zupełnie rozbudzony, głęboko świadom, że trzyma tę wyjątkową kobietę w swoich ramionach, że czuje jej ciepło, jej słodkie kształty, jej zwodniczą subtelność, giętkość jej umysłu i ciała, delikatną woń jej perfum, przyjemny, zwierzęcy zapach jej czystych włosów i skóry.