– I co teraz? – spytała przygnębiona.
– Teraz skończysz pakować walizkę i pojedziemy do mojego mieszkania. Ja zadzwonię do biura i pogadam z Harrym Lubbockiem.
– Kto to jest?
– Mój szef. Kapitan Lubbock. Zna mnie cholernie dobrze i obydwaj szanujemy się nawzajem. Harry wie, że ja nie siadam na gałęzi, dopóki jej najpierw nie sprawdzę. Poproszę go, żeby jeszcze raz przyjrzeli się postaci Bruno Frye’a, a szczególnie jego życiorysowi. A poza tym Harry mógłby mocniej przycisnąć szeryfa Laurensky’ego. Nie martw się. Coś z tego wyjdzie. Podejmę jakieś działania.
Ale czterdzieści pięć minut później, kiedy Tony zadzwonił ze swojej kuchni, nie otrzymał żadnej zadowalającej odpowiedzi od kapitana Lubbocka. Kapitan wysłuchał wszystkiego, co Tony miał do powiedzenia, i nie wątpił, że Hilary jest przekonana, że widziała Bruno Frye’a, ale nie potrafił znaleźć wystarczającego powodu dla wszczęcia śledztwa w sprawie Frye’a, skoro przestępstwo zostało popełnione ileś dni po śmierci tego człowieka. Nie miał ochoty rozważać tego przypadku jednego na milion, że koroner się pomylił i że Frye cudem przetrwał pełną utratę krwi, sekcję zwłok oraz późniejsze zamrożenie w kostnicy. Harry był wyrozumiały, spokojny i bezgranicznie cierpliwy, ale było jasne, że uważa spostrzeżenia Hilary za niewiarygodne, a jej postrzeganie za zniekształcone przez strach i histerię.
Tony usiadł przy niej na jednym z trzech stołków i przekazał to, co powiedział Lubbock.
– Histeria! – wzruszyła ramionami Hilary. – Boże, mdli mnie, jak słyszę to słowo! Wszyscy myślą, że uległam panice. Wszyscy są tak cholernie pewni, że zredukowałam się do bełkoczącego przygłupa. Cóż, ze wszystkich mężczyzn i kobiet, jakich znam, jest najmniej prawdopodobne, żebym to właśnie ja straciła głowę w takiej sytuacji.
– Zgadzam się z tobą – powiedział Tony. – Ja tylko ci przekazuję, jak Harry na to patrzy.
– Niech go jasna cholera!
– A żebyś wiedziała.
– I twoje poparcie nic nie znaczy?
Tony skrzywił się.
– On uważa, że przez to, co stało się z Frankiem, nie jestem zupełnie sobą.
– Czyli uważa, że histeryzujesz.
– Jestem po prostu niespokojny. Trochę wyprowadzony z równowagi.
– Naprawdę tak powiedział?
– Tak.
Przypomniawszy sobie, że Tony użył takich samych słów, aby ją opisać, kiedy po raz pierwszy usłyszał jej opowieść o chodzącym trupie, powiedziała:
– Może na to zasłużyłeś.
– Może tak.
– Co powiedział Lubbock, kiedy usłyszał o groźbach, o kołku w sercu, ustach napełnionych czosnkiem, o tym wszystkim?
– Zgodził się, że to zadziwiający zbieg okoliczności.
– Tylko to? Tylko zbieg okoliczności?
– Na razie – powiedział Tony – on tak będzie na to patrzył.
– Cholera.
– Nie powiedział tego wprost, ale jestem absolutnie pewien, że myśli, że ci powiedziałem już w zeszłym tygodniu o tym, co znaleziono w furgonetce Frye’a.
– Przecież nie powiedziałeś.
– Wiesz, że nie, i ja wiem, że nie. Ale sądzę, że tak to będzie dla wszystkich wyglądało.
– Ale czy nie mówiłeś, że jesteście z Lubbockiem blisko, że żywicie do siebie wzajemny szacunek.
– Bo tak jest – odparł Tony. – Ale jak ci powiedziałem, on uważa, że właśnie teraz nie jestem sobą. Wyobraża sobie, że mi się ułoży w głowie za parę dni czy za tydzień, kiedy minie szok po śmierci mojego partnera. Myśli, że potem zmienię decyzję, co do poparcia twojego zeznania. Ja jestem pewien, że tego nie zrobię, bo jestem przekonany, że ty nie wiedziałaś o książkach okultystycznych i innych gratach w furgonetce Frye’a. I mam też przeczucie, bardzo silne przeczucie, że Frye w jakiś sposób wrócił. Bóg wie jak. Ale potrzebuję więcej niż przeczucia, żeby wpłynąć na Harry’ego i nie mogę go winić za sceptycyzm.
– A na razie?
– A na razie wydział zabójstw nie interesuje się sprawą. Nie podchodzi pod nasze kompetencje. Będzie potraktowana jak każde inne włamanie i usiłowanie gwałtu, dokonane przez kogoś notowanego albo nie notowanego.
Hilary zmarszczyła brwi.
– Co oznacza, że niewiele zostanie zrobione.
– Obawiam się, że niestety to prawda. Policja nie może zrobić prawie nic w przypadku takiej skargi. Tego typu sprawy są rozwiązywane, o ile w ogóle, długo po czasie, kiedy złapią faceta na gorącym uczynku, podczas włamania i rabowania innego mieszkania albo dokonywania napaści na inną kobietę, i jeśli on się przyzna do wielu dawnych, nie rozwiązanych spraw.
Hilary wstała ze stołka i zaczęła chodzić po małej kuchence.
– Tu się dzieje coś dziwnego i przerażającego. Nie mogę czekać cały tydzień, aż ty przekonasz Lubbocka. Frye powiedział, że wróci. Będzie bezustannie próbował mnie zabić, aż wreszcie któreś z nas zginie – będzie na zawsze i nieodwracalnie martwe. On może wyskoczyć zewsząd, nie wiadomo kiedy.
– Nic ci nie grozi, jeśli tu będziesz mieszkać, dopóki nie rozwiążemy zagadki – powiedział Tony. – Albo przynajmniej dopóki nie wystąpimy z czymś, co przekona Harry’ego Lubbocka. Tu będziesz bezpieczna. Frye – o ile to jest Frye – nie będzie wiedział, gdzie cię znaleźć.
– Skąd możesz być tego pewien? – zapytała.
– Nie jest wszechwiedzący.
– Na pewno?
Tony zachmurzył się.
– Czekaj no chwilę. Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że on dysponuje jakąś nadprzyrodzoną mocą albo że jest jasnowidzem czy kimś takim.
– Nie mam zamiaru ci tego mówić, ale też nie zamierzam tego wykluczać – powiedziała. – Zrozum, kiedy już raz zaakceptujemy fakt, że Frye jakimś cudem żyje, to jak możesz wykluczyć cokolwiek? Mogę nawet zacząć wierzyć w krasnoludki, skrzaty i świętego Mikołaja. Ale chodziło mi o to, że on mógł nas śledzić.
Tony podniósł brwi.
– Śledzić nas od twojego domu?
– To jest możliwe.
– Nie. Nie jest.
– Jesteś pewien?
– Kiedy do ciebie przyjechałem, uciekł.
Przestała chodzić, stanęła na środku kuchni, objęła się ramionami.
– Może gdzieś się przyczaił w okolicy, tylko obserwował i czekał, by zobaczyć, co zrobimy i dokąd się udamy.
– Wysoce nieprawdopodobne. Nawet gdyby został w pobliżu, kiedy tam przyjechałem, to na pewno się zmył, kiedy zobaczył, że nadciąga policyjny wóz patrolowy.
– Nie możesz tego założyć – powiedziała Hilary. – W najlepszym przypadku mamy do czynienia z szaleńcem. W najgorszym, stoimy w obliczu czegoś nieznanego, czegoś tak odległego od naszego rozumienia, że nie da się oszacować rozmiarów tego niebezpieczeństwa. Cokolwiek to jest, nie możesz oczekiwać, by Frye rozumował i zachowywał się, jak przeciętny człowiek. Kimkolwiek jest, na pewno nie jest przeciętny.
Tony wpatrywał się w nią przez chwilę, potem otarł twarz gestem zmęczenia.
– Masz rację.
– Dalej jesteś absolutnie pewien, że nas tu nie śledził?
– Cóż… nie sprawdzałem, czy mamy ogon – powiedział Tony. – Zupełnie mi to nie przyszło do głowy.
– Ani mnie. Aż do teraz. Więc jest możliwe, że może być przed domem i obserwuje właśnie teraz mieszkanie.
Ten pomysł zaniepokoił Tony’ego. Wstał.
– Musiałby być piekielnie bezczelny, żeby się poważyć na taki wyczyn.
– On jest bezczelny!
Tony skinął głową.
– Tak. Znowu masz rację. – Przez chwilę stał zamyślony, potem wyszedł z kuchni.
Poszła za nim.
– Dokąd idziesz?
Przeszedł przez salon w kierunku drzwi wejściowych.
– Zostań tu, a ja się rozejrzę.
– Nie ma mowy – powiedziała stanowczo Hilary. – Idę z tobą.