Выбрать главу

Przystanął, trzymając rękę na klamce.

– Jeśli Frye tam jest i pilnie nas strzeże, to będziesz znacznie bezpieczniejsza, jeśli tu zostaniesz.

– A jeśli tu zostanę, żeby czekać na ciebie, i potem to nie ty tu wrócisz?

– Jest biały dzień – powiedział Tony. – Nic mi się nie stanie.

– Zbrodnie nie są popełniane wyłącznie w nocy – zauważyła Hilary. – Notorycznie mordują kogoś w biały dzień. Jesteś policjantem, więc to wiesz.

– Mam służbowy rewolwer. Będę ostrożny.

Potrząsnęła głową. Była nieugięta.

– Nie mam zamiaru tu siedzieć i obgryzać paznokci. Chodźmy.

Wyszedłszy z mieszkania, stanęli przy balustradzie zewnętrznego przejścia i patrzyli z góry na pojazdy, stojące na parkingu należącym do tego bloku. O tej porze dnia nie było ich tam wiele. Większość ludzi wyjechała do pracy już godzinę temu. Oprócz niebieskiego jeepa Tony’ego stało tam siedem samochodów. Jasny blask słońca iskrzył się na ich chromowanych karoseriach i zamieniał niektóre szyby w lustra.

– Chyba je wszystkie rozpoznaję – powiedział Tony. – Należą do ludzi, którzy tu mieszkają.

– Na pewno?

– Tak.

– Widzisz kogoś siedzącego w środku?

Zmrużył oczy.

– Nie dam rady zobaczyć, bo słońce odbija się od szyb.

– Chodźmy przyjrzeć się bliżej – powiedziała.

Na parkingu stwierdzili, że samochody są puste. W okolicy nie włóczył się też nikt obcy.

– To oczywiste – powiedział Tony. – Nawet jeśli jest tak bezczelny, to nieprawdopodobne, by trzymał wartę tuż pod naszymi drzwiami. A skoro jest tylko jedna droga wjazdowa do tych mieszkań, to może mieć nas na oku z odległości.

Wyszli na chodnik i popatrzyli w jedną i drugą stronę ocienionej drzewami ulicy. Była to dzielnica luksusowych apartamentów i domków jednorodzinnych – prawie wszystkim brakowało odpowiednich parkingów i dlatego nawet w powszedni ranek wzdłuż obydwu krawężników stały drugie szeregi samochodów.

– Chcesz je wszystkie sprawdzić? – spytała Hilary.

– To strata czasu. Jeśli ma lornetkę, to może obserwować ten podjazd z odległości czterech przecznic. Musielibyśmy obejść po cztery przecznice w każdym kierunku, a wtedy on mógłby po prostu ruszyć i odjechać.

– Ale jeśli to zrobi, to go wypatrzymy. Nie będziemy go oczywiście mogli zatrzymać, ale przynajmniej będziemy mieli pewność, że nas śledził. I będziemy wiedzieli, jaki ma samochód.

– Nie wtedy, gdy nam się zerwie w odległości dwóch albo trzech przecznic – powiedział Tony. – Nie będziemy dostatecznie blisko, żeby się upewnić, że to on. Ponadto będzie mógł wysiąść z samochodu, pójść sobie na spacer i wrócić, kiedy już odejdziemy.

Hilary wydawało się, że powietrze jest ołowiane. Czuła jego pozorny ciężar, gdy chciała głębiej odetchnąć. Zapowiadał się bardzo gorący dzień, niezwykły jak na koniec września i miał to być też dzień wilgotny, niezwykły jak na Los Angeles, w którym powietrze jest prawie zawsze suche. Niebo było dalekie, czyste i tak błękitne jak płomyk gazu. Znad chodnika wzbijały się już skręcone, widmowe węże upału. Lekka bryza unosiła ze sobą cienki, melodyjny śmiech; to dzieci bawiły się nad basenem, znajdującym się za domkiem jednorodzinnym po drugiej stronie ulicy.

W taki dzień jak ten trudno było utrzymać wiarę w żywe trupy.

Hilary westchnęła i zapytała:

– No to jak sprawdzimy, czy on tu jest i czy nas obserwuje?

– Nie ma takiego sposobu.

– Bałam się, że to powiesz.

Hilary spojrzała w głąb ulicy, pocentkowanej światłem i cieniami. W blasku słońca czaił się horror. Strach skryty za zasłoną z pięknych drzew palmowych, jasno otynkowanych ścian i dachów pokrytych hiszpańskimi dachówkami.

– Aleja Paranoi – powiedziała.

– Miasto Paranoi, dopóki to się nie skończy.

Zawrócili z ulicy i przeszli przez makadamowy parking, znajdujący się z przodu budynku.

– Co teraz? – zapytała.

– Myślę, że obydwoje powinniśmy się przespać.

Hilary nigdy nie czuła się tak zmęczona. Piekły i szczypały ją oczy z braku odpoczynku; podrażniło je również silne słońce. W ustach czuła mdły posmak tektury; na zębach zgromadził się przykry osad, a język był porośnięty futrem. Bolały ją wszystkie kości, mięśnie i ścięgna od stóp do czubka głowy i nie pomagała świadomość, że przynajmniej w połowie jest to konsekwencja wyczerpania emocjonalnego, a nie fizycznego.

– Wiem, że powinniśmy się przespać – powiedziała. – Ale czy naprawdę uważasz, że dasz radę zasnąć?

– Doskonale cię rozumiem. Jestem piekielnie zmęczony, a mój umysł cwałuje. Nie wyłączy się tak łatwo.

– Mam jedno albo dwa pytania, które chciałabym zadać koronerowi – powiedziała. – Czy komuś, kto zrobił sekcje. Może jak uzyskam te odpowiedzi, to będę mogła uciąć sobie drzemkę.

– Dobrze – powiedział Tony. – Zamknijmy mieszkanie na klucz i od razu pojedźmy do kostnicy.

Kilka minut później, podczas jazdy niebieskim jeepem Tony’ego, sprawdzali, czy mają „ogon”, ale nikt ich nie śledził. Nie oznaczało to oczywiście, że Frye nie siedział w którymś z samochodów zaparkowanych przy obrośniętej drzewami ulicy. Jeśli ich wcześniej śledził od domu Hilary, nie musiał teraz jechać w ślad za nimi, bo już znał miejsce ich kryjówki.

– A jeśli się włamie, kiedy nas nie będzie? – zapytała Hilary. – Jeśli się tam ukryje i będzie czekał, aż wrócimy?

– Mam dwa zamki przy drzwiach – powiedział Tony. – Jeden z nich to najlepszy zatrzask, jaki można kupić za pieniądze. Musiałby porąbać drzwi. Innym sposobem byłoby wybicie jednego z okien, które wychodzą na balkon. Jeśli tam będzie czekał na nasz powrót, to będziemy o tym wiedzieć dużo wcześniej, zanim wejdziemy do środka.

– A jeśli znajdzie inny sposób?

– Nie ma takiego – powiedział Tony. – Aby się dostać przez któreś z pozostałych okien, musiałby się wspiąć na piętro i to na oczach wszystkich. Nie martw się. Baza w domu jest bezpieczna.

– A może uda mu się przeniknąć przez drzwi. No wiesz – powiedziała drżącym głosem. – Jak duch. Albo zamieni się w smoka i wciśnie przez dziurkę od klucza.

– Nie wierz w takie brednie – powiedział Tony.

Skinęła głową.

– Masz rację.

– On nie ma nadprzyrodzonej mocy. Musiał wybić szybę, żeby wejść do twojego domu zeszłej nocy.

Kierowali się do centrum miasta, coraz bardziej grzęznąc w gęstym ruchu ulicznym.

Zmęczenie sięgające do szpiku kości osłabiło u Hilary zazwyczaj silne umysłowe zabezpieczenia przeciwko szkodliwej chorobie zwątpienia w samą siebie. Po raz pierwszy, odkąd zobaczyła Frye’a wychodzącego z pokoju jadalnego, zaczęła się zastanawiać, czy rzeczywiście widziała to, co jej się wydawało, że widziała.

– Czy ja zwariowałam? – spytała Tony’ego.

Spojrzał na nią przelotnie, potem znowu na ulicę.

– Nie. Nie zwariowałaś. Coś widziałaś. Nie zdemolowałaś sama domu. Nie wyobraziłaś sobie ot tak, że włamywacz wygląda jak Bruno Frye. Przyznaję, że tak z początku myślałem. Ale teraz wiem, że nic ci się nie poplątało.

– Ale… chodzący trup? Czy można to uznać?

– Jest równie trudno to uznać, jak każdą inną teorię, że dwóch nie związanych z sobą maniaków, obydwu cierpiących na te same urojenia, obydwu opanowanych przez obsesję psychotycznego strachu przed wampirami, zaatakowało cię w ciągu jednego tygodnia. Prawdę powiedziawszy uważam, że łatwiej jest przyjąć, że Frye jakimś cudem żyje.

– Może zaraziłeś się tym ode mnie.

– Czym znowu?

– Szaleństwem.

Uśmiechnął się.

– Szaleństwo to nie to, co zwykłe przeziębienie. Nie można go rozsiewać przez kaszel albo pocałunek.