Выбрать главу

– Nie słyszałeś o wspólnych psychozach?

Hamując przed światłami, powiedział:

– Wspólna psychoza? Czy to nie jest jakiś program opieki społecznej dla czubków z biednych rodzin, którzy nie mogą sobie pozwolić na własne psychozy?

– Żartujesz w takiej chwili?

– Szczególnie w takiej chwili.

– A masowa histeria?

– Nie zaliczam jej do moich ulubionych rozrywek.

– Chciałam powiedzieć, że to może właśnie ona.

– Nie. Niemożliwe – stwierdził. – Jest nas tylko dwoje. A to jeszcze nie jest masa.

Uśmiechnęła się.

– Boże, jak się cieszę, że tu jesteś. Nie zniosłabym samotnej walki.

– Już nigdy nie będziesz sama.

Położyła mu rękę na ramieniu.

Dojechali do kostnicy kwadrans po jedenastej.

* * *

W biurze koronera Hilary i Tony dowiedzieli się od sekretarki, że główny inspektor medyczny nie przeprowadził sekcji zwłok Bruno! W ubiegły czwartek i piątek przebywał w San Francisco, gdzie wygłaszał odczyt. Sekcję pozostawiono jego asystentowi, innemu lekarzowi należącemu do personelu inspektora.

Ta odrobina informacji dała Hilary nadzieję, że znajdą proste rozwiązanie tajemnicy powrotu Frye’a z grobu. Może asystent wyznaczony do tego zadania jest próżniakiem, leniwym człowiekiem, który, wolny od stałego nadzoru swojego zwierzchnika, pominął sekcję i sfałszował sprawozdanie.

Ta nadzieja rozwiała się, kiedy poznała Irę Goldfielda, młodego lekarza, o którym była mowa. Miał około trzydziestki, był przystojnym mężczyzną o przenikliwych niebieskich oczach i mnóstwie drobnych loczków koloru blond. Był przyjazny, energiczny, błyskotliwy i najwyraźniej zbyt zainteresowany swoim zawodem i zbyt mu oddany, aby wykonać mniej niż doskonałą pracę.

Goldfield zaprowadził ich do małego pomieszczenia konferencyjnego, które pachniało sosnowym środkiem dezynfekującym i dymem papierosowym. Usiedli przy prostokątnym stole zawalonym książkami medycznymi, stronami ze sprawozdań laboratoryjnych i wydrukami komputerowymi.

– Naturalnie – powiedział Goldfield. – Pamiętam go. Bruno Graham… nie… Gunther. Bruno Gunther Frye. Dwie rany cięte, jedna z nich nieco gorsza niż powierzchowna, druga bardzo głęboka i śmiertelna. Jedne z najlepiej wykształconych mięśni brzucha, jakie kiedykolwiek widziałem. – Mrugnął do Hilary i powiedział: – A tak… To pani jest tą kobietą, która… go zabiła.

– W obronie własnej – powiedział Tony.

– Ani sekundę w to nie wątpiłem – zapewnił go Goldfield. – Jako fachowiec twierdzę, że jest wysoce nieprawdopodobne, by panna Thomas mogła zainicjować uwieńczony powodzeniem atak na tego człowieka. Był ogromny. Zmiótłby ją, tak jak każdy z nas mógłby pchnąć małe dziecko. – Goldfield spojrzał ponownie na Hilary. – Na podstawie raportu o przestępstwie i tych doniesień prasowych, które czytałem, wiem, że Frye zaatakował panią, nie wiedząc, że pani trzyma nóż.

– To prawda. Myślał, że jestem bezbronna.

Goldfield skinął głową.

– Tak musiało być. Zważywszy różnice rozmiarów ciała, tylko w taki sposób mogła go pani pokonać, sama się przy tym poważnie nie raniąc. Mam na myśli naprawdę imponujące bicepsy, tricepsy i przedramiona tego człowieka. Dziesięć czy piętnaście lat temu mógł wziąć udział w zawodach kulturystycznych ze znacznym powodzeniem. Miała pani piekielne szczęście, panno Thomas. Gdyby pani go nie zaskoczyła, przełamałby panią na połowę. Prawie dosłownie na połowę. I to z łatwością. – Potrząsnął głową, owładnięty wrażeniem ciała Frye’a. – A o co chciała mnie pani zapytać w związku z nim?

Tony spojrzał na nią, a ona wzruszyła ramionami.

– To już chyba bezcelowe w tym punkcie, w jakim się znaleźliśmy.

Goldfield spoglądał to na jedno, to na drugie; na jego przystojnej twarzy malował się nieuchwytny, ośmielający uśmiech zaciekawienia.

Tony chrząknął.

– Zgadzam się z Hilary. To wydaje się bezcelowe… odkąd pana poznaliśmy.

– Kiedy tu przyszliście, wyglądaliście tak ponuro i tajemniczo – powiedział uprzejmie Goldfield. – Wzbudziliście moje zainteresowanie. Nie możecie mnie tak zostawić.

– Cóż – bąknął Tony – przyszliśmy tu, aby sprawdzić, czy sekcja istotnie miała miejsce.

Goldfield nie zrozumiał.

– Ale wiedzieliście, że tak, zanim chcieliście się ze mną zobaczyć. Sekretarka musiała wam powiedzieć…

– Chcieliśmy to usłyszeć z pana ust – powiedziała Hilary.

– Nadal nie pojmuję.

– Wiedzieliśmy, że zostało wypełnione sprawozdanie z sekcji – powiedział Tony. – Ale nie byliśmy pewni, czy sama praca została wykonana.

– Ale odkąd znamy pana – dodała szybko Hilary – nie mamy co do tego żadnych wątpliwości.

Goldfield przekrzywił głowę.

– Chcecie powiedzieć… myśleliście, że wypełniłem fałszywe sprawozdanie, nie trudząc się rozcinaniem Frye’a? – Nie wydawał się obrażony, tylko zdziwiony.

– Myśleliśmy, że może jest jakieś znikome prawdopodobieństwo – przyznał Tony. – Jakimś trafem…

– Nie przy takim inspektorze jak nasz – stwierdził Goldfield. – To twardy, stary sukinsyn. On nas trzyma w ryzach. Gdyby ktoś z nas nie zrobił swojej roboty, to by go powiesił. – W podniosłym tonie Goldfielda dawało się słyszeć, że głęboko podziwiał głównego inspektorka medycznego.

– Zatem nie ma pan wątpliwości, że Bruno Frye… nie żyje? – zapytała Hilary.

Goldiefld wybałuszył oczy na nią tak, jakby go właśnie poprosiła, by stanął na głowie i wyrecytował jakiś wiersz.

– Nie żyje? Oczywiście, że nie żyje!

– Dokonał pan całkowitej sekcji? – zapytał Tony.

– Tak. Rozciąłem go… – Goldfield urwał nagle, zastanawiał się jakieś dwie sekundy, potem powiedział: – Nie. To nie była całkowita sekcja w tym sensie, o jaki panu chyba chodzi. Nie jakaś akademicka, szczegółowa analiza każdej części ciała. Mieliśmy tu nadzwyczaj pracowity dzień. Mnóstwo nowych. I brakowało nam personelu. W każdym razie nie było potrzeby rozkrajać całego Frye’a. Kłuta rana podbrzusza była śmiertelna. Nie było powodu, aby rozcinać mu klatkę piersiową i sprawdzać serce. Nic byśmy nie zyskali ważeniem jego organów i grzebaniem mu w czaszce. Dokonałem bardzo dokładnego badania zewnętrznego i potem otworzyłem głębiej obydwie rany, aby ustalić rozmiary okaleczenia i żeby się upewnić, że przynajmniej jedna z nich była śmiertelna. Gdyby nie został zabity nożem w pani domu, w trakcie gdy panią atakował… gdyby okoliczności śmierci były mniej jasne, zrobiłbym z nim coś więcej. Było jednak oczywiste, że w tej sprawie nie będzie wnoszonych żadnych oskarżeń o popełnienie przestępstwa. Poza tym jestem absolutnie przekonany, że rana brzucha była przyczyną jego śmierci.

– Czy jest możliwe, że znajdował się jedynie w głębokiej śpiączce, kiedy go pan badał? – spytała Hilary.

– W śpiączce? Jakim cudem? Ależ skąd! – Goldfield wstał i przeszedł przez całą długość długiego, wąskiego pomieszczenia. – Frye’owi sprawdzono puls, oddech, aktywność źrenic i nawet fale mózgowe. Ten człowiek bezspornie nie żył, panno Thomas. – Powrócił do stołu i spojrzał na nią – Martwy jak kamień. Kiedy go widziałem, nie miał w sobie nawet tyle krwi, aby się w nim tliła jakakolwiek iskra życia. Nastąpiło zaawansowane zasinienie, czyli że reszta krwi, która pozostała w jego tkankach, spłynęła do najniższego punktu ciała – najniższego, czyli odpowiadającego w tym przypadku pozycji, w której umarł. W tych miejscach ciało jest nieco obrzmiałe i zaczerwienione. Tu nie ma mowy o pomyłce i nie można tego przeoczyć.

Tony odsunął swoje krzesło i wstał.