Potem mógłby dalej polować na tę sukę.
Mógłby odciąć jej głowę.
Wyciąć jej serce. Przebić je kołkiem.
Zabić ją. Zabić ją raz na zawsze.
Ale najpierw musi zasnąć.
Wyciągnął się na podłodze furgonetki, wdzięczny, że słońce przesącza się przez szybę nad przednimi siedzeniami do części bagażowej. Bał się spać w ciemności.
Krucyfiks leżał w pobliżu.
I dwa ostre drewniane kołki.
Napełnił małe lniane woreczki czosnkiem i przymocował po jednym nad każdymi drzwiami.
Te przedmioty mogły go chronić przed Katarzyną, ale wiedział, że nie ustrzegą go przed koszmarem. Przyjdzie do niego jak zawsze podczas snu, tak jak przez całe życie, a on obudzi się z krzykiem uwięzłym w krtani. Jak zawsze nie będzie mógł sobie przypomnieć, o czym był ten sen. A po przebudzeniu usłyszy szepty, głośne, ale niezrozumiałe szepty i poczuje, że coś mu wędruje po ciele, po całym ciele i po twarzy, usiłując się dostać do jego ust i nosa, jakieś straszne coś; i podczas tych paru minut, których potrzeba, aby te wrażenia ustały, będzie gorąco żałował, że nie jest martwy.
Bał się snu, ale potrzebował go.
Zamknął oczy.
Jak zwykle hałas w porze lunchu w głównej sali jadalnej baru „Caseya” był nieomal ogłuszający.
Ale w innej części restauracji, za owalnym barem, było kilka osłoniętych lóż, pozamykanych z trzech stron jak wielkie konfesjonały i w nich odległy gwar rozmów sali jadalnej był do zniesienia; działał jak tło zapewniające jeszcze większą prywatność niż same przytulne loże.
W połowie lunchu Hilary podniosła wzrok znad jedzenia i powiedziała:
– Już wiem.
Tony odłożył swojego sandwicza.
– Co wiesz?
– Frye musi mieć brata.
– Brata?
– To wszystko wyjaśnia.
– Myślisz, że zabiłaś Frye’a w tamten czwartek i że ubiegłej nocy to jego brat cię zaatakował?
– Takie podobieństwo spotyka się tylko u braci.
– A ten głos?
– Mogli odziedziczyć taki sam głos.
– Może taki niski głos można odziedziczyć – powiedział Tony. – Ale takie chrzęszczenie, jakie opisałaś? Czy to też można odziedziczyć?
– Dlaczego nie?
– Zeszłej nocy mówiłaś, że takiego głosu można nabawić się jedynie wskutek poważnego uszkodzenia gardła albo rodząc się ze zdeformowaną krtanią.
– Więc się myliłam – powiedziała. – Albo może obydwaj bracia urodzili się z taką samą deformacją.
– Przypadek jeden na milion.
– Ale nie niemożliwy.
Tony łyknął piwa, potem powiedział:
– Może bracia mogą odziedziczyć taką samą budowę ciała, te same rysy twarzy, ten sam kolor oczu, ten sam głos. Ale czy mogą wspólnie posiadać ten sam komplet psychotycznych urojeń?
Spróbowała smaku piwa, zastanawiając się nad tym jednocześnie.
– Poważna choroba psychiczna jest wynikiem oddziaływania otoczenia.
– Tak się uważało kiedyś. Ale już nie ma co do tego takiej pewności.
– Cóż, na poparcie mojej teorii przypuśćmy, że zachowanie psychotyczne jest produktem otoczenia. Bracia mogli być wychowywani w jednym domu przez tych samych rodziców – w dokładnie takim samym otoczeniu. Czy nie da się przyjąć, że mogli ulec tej samej psychozie?
Poskrobał się po brodzie.
– Może. Pamiętam…
– Co?
– Chodziłem na uniwersyteckie kursy psychologii dewiacyjnej w ramach programu studiów w dziedzinie zaawansowanej kryminologii – powiedział Tony. – Starali się nas nauczyć, jak rozpoznawać i traktować różne przypadki psychopatii. To był dobry pomysł. Jeśli policjant potrafi rozróżnić poszczególne typy chorób umysłowych, kiedy po raz pierwszy napotyka osobę niespełna rozumu, i jeśli rozumie chociaż trochę, jak myśli i reaguje psychopata danego typu, wówczas są większe szansę, że wykona lepiej zadanie. Widziałem wiele filmów o chorych umysłowo; wśród nich niewiarygodne studium matki i córki, które obydwie cierpiały na schizofrenię paranoidalną. Miały te same urojenia.
– A widzisz! – ekscytowała się Hilary.
– Ale to był nadzwyczaj rzadki przypadek.
– Ten też jest taki.
– Nie jestem pewien, ale tamten mógł być jedynym takim dotychczas wykrytym.
– Ale to jest możliwe.
– Warte przemyślenia, jak sądzę.
– Brat…
Zabrali się do swoich sandwiczów i zaczęli znowu jeść; każde z nich wpatrywało się w zamyśleniu w swoje potrawy. Nagle Tony powiedział:
– Cholera! Właśnie sobie przypomniałem coś, od czego w teorii o bracie powstaje wielka dziura.
– Co?
– Chyba czytałaś relacje prasowe z ostatniego piątku i soboty.
– Nie wszystkie – powiedziała. – To coś… nie wiem… to żenujące czytać o sobie w roli ofiary. Przebrnęłam przez jeden artykuł i wystarczyło.
– I nie przypominasz sobie, co było w tym artykule?
Zmarszczyła brwi, próbując się domyślić, o czym on mówi, a potem sobie przypomniała.
– A tak. Frye nie miał brata.
– Ani brata, ani siostry. Nikogo. Był jedynym spadkobiercą winnic po śmierci swojej matki, ostatnim członkiem rodziny Frye’ów, końcem linii.
Hilary nie chciała się wyrzec idei brata. To wyjaśnienie było jedynym, które nadawało sens ostatnim dziwacznym wydarzeniom. Ale nie mogła też ukrywać swojej niepewności.
Kończyli jeść w milczeniu.
Wreszcie Tony powiedział:
– Nie możemy wiecznie trzymać cię przed nim w ukryciu. I nie możemy tak siedzieć i czekać, aż on cię znajdzie.
– Nie podoba mi się pomysł, że jestem przynętą w pułapce.
– W każdym razie w LA nie znajdziemy odpowiedzi.
Przytaknęła.
– To samo pomyślałam.
– Trzeba pojechać do St. Helena.
– I porozmawiać z szeryfem Laurenskym.
– Z Laurenskym i wszystkimi, którzy znali Frye’a.
– Możemy potrzebować paru dni – powiedziała.
– Jak ci już mówiłem, mam mnóstwo zaległego urlopu i chorobowego. Kilka tygodni. I po raz pierwszy w życiu nie jest mi szczególnie pilno wracać do pracy.
– W porządku – zgodziła się. – Kiedy wyjeżdżamy?
– Im szybciej, tym lepiej.
– Nie dzisiaj – powiedziała. – Oboje jesteśmy piekielnie zmęczeni. Potrzebujemy snu. Ponadto chciałabym podrzucić twoje obrazy Wyantowi Stevensowi. Muszę zrobić przygotowania dla agenta ubezpieczeniowego, żeby wycenił zniszczenia w moim mieszkaniu, i chcę przekazać mojej agencji usługowej, żeby doprowadzili do porządku te ruiny, kiedy mnie nie będzie. I jeśli nie dam rady rozmawiać z ludźmi z Warner Brothers na temat Godziny wilka w tym tygodniu, to muszę przynajmniej przygotować usprawiedliwienie – albo powiedzieć Wally’emu Topelisowi, jak mnie ma usprawiedliwić.
– A ja muszę złożyć ostateczny raport z tej strzelaniny – powiedział Tony. – Miałem to zrobić dziś rano. I będą mnie musieli, naturalnie, przesłuchać. Zawsze jest dochodzenie, kiedy ginie policjant – albo kiedy ktoś ginie przez niego. Ale raczej nie wyznaczą dochodzenia wcześniej niż na przyszły tydzień. Gdyby tak było, to pewnie przesuną je na moją prośbę.
– Więc kiedy wyjeżdżamy do St. Helena?
– Jutro – powiedział. – Pogrzeb Franka jest o dziewiątej. Chcę na nim być. Sprawdźmy wiec, czy jest jakiś samolot około południa.
– Tak będzie chyba dobrze.
– Mamy mnóstwo do zrobienia. Lepiej ruszajmy.
– Jeszcze jedna rzecz – powiedziała Hilary. – Myślę, że nie powinniśmy zostawać u ciebie na noc.
Sięgnął przez stół i ujął jej rękę.
– Jestem pewien, że tam cię nie dostanie. Jeśli spróbuje, to masz mnie, a ja mam służbowy rewolwer. Może być zbudowany jak mister universum, ale broń wyrównuje wszystkie różnice.