– Ale równie dobrze skrytka mogła być pusta, zanim się do niej zabrał – powiedział szybko Preston.
– Do zobaczenia rano, panie Preston.
Joshua odłożył słuchawkę i zapatrzył się na telefon.
Wreszcie dopił swą whisky.
Sobowtór Bruno Frye’a? Dubler?
Przypomniał sobie, jak mu się wydawało, że widział światło w domu Bruna o trzeciej w nocy w poniedziałek. Dostrzegł je pod drodze z łazienki do łóżka, ale kiedy założył okulary, światła już nie było. Myślał wtedy, że oczy spłatały mu figla. Ale może światło świeciło się naprawdę. Może ten człowiek, który obrabował konta w Pacific United przebywał w domu Frye’a i czegoś szukał.
Joshua był wczoraj w tym domu, zrobił jego szybki, pięciominutowy obchód, żeby się upewnić, czy wszystko jest tak, jak powinno, i nie zauważył niczego podejrzanego.
Dlaczego Bruno Frye miał tajne konta w San Francisco?
Czy rzeczywiście jest jakiś dubler, sobowtór?
Kto? I dlaczego?
A niech to diabli!
Najwidoczniej nadzór nad całkowitym i ostatecznym uregulowaniem finansów Frye’a nie miał być tak krótkim i łatwym zadaniem, jak przedtem myślał.
We wtorek, o szóstej wieczorem, kiedy Tony wjechał jeepem w ulicę biegnącą obok jego domu, Hilary poczuła się bardziej rozbudzona niż przez cały dzień. Od nagłego przypływu energii weszła w ten szczególny stan pomieszania żwawości z pieczeniem w oczach, który przychodzi po nie przespanej dobie. Jakby ciało i umysł nagle zdecydowały, że zrobią, co mogą z tej narzuconej im przytomności; i skutkiem jakiejś chemicznej sztuczki, materia i duch uległy odnowie. Przestała ziewać. Jej wzrok, zamazany na krawędziach, znowu się przejaśnił. Ustąpiło bolesne zmęczenie. Wiedziała jednak, że to tylko krótkotrwałe odroczenie wyczerpania. Za jakąś godzinę lub dwie ten zadziwiający wzlot zakończy się nagłym i nieuchronnym upadkiem, całkiem podobnym do nagłego spadku z amfetaminowego szczytu energii i wtedy będzie już za bardzo wykończona, by się utrzymać na nogach.
Udało się jej i Tony’emu pomyślnie załatwić wszystkie sprawy, które wymagały zadbania – umowa z inspektorem ubezpieczeniowym, sprzątnięcie domu, raport dla policji i całą resztę. Jedyną rzeczą, która nie poszła gładko był przystanek przy galerii Wyanta Stevensa w Beverly Hills. Nie było ani Wyanta, ani jego asystentki, Betty, a pulchna, młoda kobieta pozostawiona na stanowisku nie miała chęci wziąć obrazów Tony’ego pod swoją opiekę. Nie miała zamiaru brać na siebie odpowiedzialności, ale Hilary ostatecznie przekonała ją, że nikt nie wniesie przeciwko niej oskarżenia, jeśli któreś z płócien zostanie pobrudzone albo rozdarte. Hilary napisała list do Wyanta z opisem sylwetki artysty i potem razem z Tonym pojechali do Topelis & Associates, aby poprosić Wally’ego o usprawiedliwienie jej przed Warner Brothers. Teraz już nic nie leżało im na sumieniu. Jutro, po pogrzebie Franka Howarda, wsiądą o 11.55 do samolotu, który miał ich zawieźć do San Francisco na czas, aby zdążyli się przesiąść na samolot kursujący regularnie do Napa.
A potem wynajętym wozem do St. Helena.
I potem znajdą się na rodzinnej ziemi Bruno Frye’a.
I co wtedy?
Tony zaparkował jeepa i zgasił silnik.
– Zapomniałam się zapytać, czy udało ci się znaleźć pokój w hotelu – powiedziała Hilary.
– Sekretarka zrobiła dla mnie rezerwacje, kiedy kłębiłaś się z Wallym w jego gabinecie.
– Obok lotniska.
– Tak.
– Mam nadzieję, że nie dwa oddzielne łóżka.
– Jedno królewskie.
– Dobrze – powiedziała. – Chcę, żebyś mnie obejmował, zanim odpłynę w sen.
Przechylił się i pocałował ją.
Przez dwadzieścia minut spakowali dwie walizki Tony’ego i znieśli wszystkie cztery sztuki bagażu do jeepa. Hilary z ledwością zdołała w tym czasie opanować paraliżujący ją lęk, obawiała się, że Frye wyskoczy z cienia albo wyjdzie zza rogu szczerząc zęby.
Nie pojawił się.
Pojechali na lotnisko okrężną trasą pełną wyboi i zakrętów. Hilary obserwowała samochody jadące za nimi.
Nikt ich nie śledził.
Dotarli do hotelu o 19.30. Ze staromodną elegancją, która rozbawiła Hilary, Tony zameldował ich jako męża i żonę.
Ich pokój był na ósmym piętrze. To było spokojne wnętrze o wystroju w odcieniach zieleni i błękitu.
Kiedy wyszedł goniec hotelowy, stanęli przy łóżku, objęli się tylko na chwilę, milcząco dzieląc się swym zmęczeniem i resztkami sił.
Żadne z nich nie czuło się na siłach, aby wyjść na kolację. Tony zamówił ją do pokoju i operator służby hotelowej powiedział, że usługa zostanie wykonana za pół godziny.
Wzięli prysznic wspólnie. Namydlali się i opłukiwali nawzajem z przyjemnością, choć nie była to przyjemność zupełnie seksualna. Byli zbyt zmęczeni, aby się kochać. Wspólna kąpiel była tylko relaksująca, czuła i miła.
Zjedli klubowe sandwicze i frytki.
Wypili pół butelki gamay rosę.
Rozmawiali krótką chwilę.
Owinęli lampę ręcznikiem kąpielowym i zostawili na noc zapalone światło, ponieważ – po raz drugi w życiu – Hilary bała się spać w ciemności.
Zasnęli.
Osiem godzin później, o 5.30 nad ranem, Hilary przebudziła się ze złego snu, w którym Earl i Emma ożyli, tak jak Bruno Frye. Wszyscy troje ścigali ją po pustym korytarzu, który zwężał się coraz bardziej i bardziej, i bardziej…
Nie mogła z powrotem usnąć. Leżała w zamglonym, bursztynowym świetle przenośnej lampy nocnej i obserwowała Tony’ego pogrążonego we śnie.
O 6.30 obudził się, odwrócił do niej, zamrugał, dotknął jej twarzy, piersi i zaczęli się kochać. Na krótką chwilę zapomniała o Bruno Frye’u, ale później, kiedy ubierali się, by wyjść na pogrzeb Franka, strach błyskawicznie powrócił.
– Naprawdę uważasz, że powinniśmy pojechać do St. Helena?
– My musimy pojechać – powiedział Tony.
– Ale co się tam z nami stanie?
– Nic – odpowiedział. – Nic takiego.
– Nie jestem taka pewna – wyznała.
– Sprawdzimy, o co w tym wszystkim chodzi.
– Bo po prostu – powiedziała z zakłopotaniem – mam uczucie, że lepiej, żebyśmy nie wiedzieli.
Katarzyna zniknęła.
Ta suka zniknęła.
Ta suka się schowała.
Bruno obudził się w granatowym dodge’u we wtorek o 18.30, wyrwany z koszmaru, którego nigdy nie mógł sobie jakoś przypomnieć, przerażony bezsłownymi szeptami. Coś po nim pełzało, po ramionach i twarzy, we włosach, nawet pod ubraniem, usiłując się wedrzeć do wnętrza jego ciała, próbując wniknąć tam przez uszy, usta i nos, coś niewypowiedzianie plugawego i złego. Krzyczał i drapał się jak oszalały, aż wreszcie przypomniał sobie, gdzie jest; wtedy okropne szepty zamarły i to urojone pełzające coś znikło. Przez kilka minut leżał zwinięty na boku, w ciasnej pozycji embrionalnej i płakał z ulgą.
Godzinę później, zjadłszy posiłek u MacDonalda, pojechał do Westwood. Przejechał obok jej domu kilkanaście razy, potem zaparkował w pewnym oddaleniu przy ulicy, w plamie cienia między latarniami ulicznymi. Obserwował jej dom przez całą noc.
Zniknęła.
Miał lniane woreczki z czosnkiem, ostre drewniane kołki, krucyfiks i buteleczkę ze święconą wodą. Miał dwa bardzo ostre noże i małą siekierę, którą mógł odrąbać jej głowę. Miał odwagę, wolę i determinację.
Ale ona zniknęła.
Kiedy po raz pierwszy zrozumiał, że wymknęła się i może nie wrócić przez wiele dni albo tygodni, wściekł się. Przeklinał ją i płakał z frustracji.