A te szepty, które wdzierały się do jego snu co noc, te okropne szepty, które go tak przerażały…
Pojął nagle, że gdyby się mocno skoncentrował, gdyby tylko przeszukał uważnie wspomnienia ze swego dzieciństwa, to odkryłby, czym są szepty, co one oznaczają… Przypomniał sobie parę ciężkich, drewnianych drzwi umieszczonych w ziemi. Przypomniał sobie Katarzynę otwierającą te drzwi, wpychającą go do kryjącej się za nimi ciemności. Przypomniał sobie, jak zatrzaskiwała i ryglowała je za nim, pamiętał stopnie prowadzące w dół, w głąb ziemi.
Nie!
Przycisnął ręce do uszu, jakby mógł zablokować niechciane wspomnienia równie łatwo, jak mógł się odgrodzić przed nieprzyjemnym hałasem.
Ociekał potem. Trząsł się jak najęty.
– Nie – powiedział. – Nie, nie, nie!
Od tak dawna, jak sięgał pamięcią, zawsze chciał wykryć, kto szeptał w jego nocnych koszmarach. Pragnął się dowiedzieć, co te szepty próbują mu przekazać, bo może wtedy udałoby mu się przepędzić je raz na zawsze ze swego snu. Ale gdy dotarł już do granicy poznania, odkrył wiedzę bardziej przerażającą i niszczycielską od samej tajemnicy i wiedziony paniką odepchnął od siebie to złowieszcze objawienie, zanim ono zdołało do niego dotrzeć.
Furgonetka znowu wypełniła się szeptami, ich sykiem i natrętnym szmerem.
Bruno krzyknął ze strachu i kołysał się tam i z powrotem na podłodze.
Znowu wpełzały na niego dziwne rzeczy. Próbowały wejść na ręce, piersi i plecy. Próbowały wejść na twarz. Próbowały się wcisnąć między wargi i zęby. Próbowały wemknąć mu się przez nozdrza.
Skowycząc i wijąc się, Bruno strzepywał je, zbijał, młócił pięściami własne ciało.
Ale to urojenie żywiło się ciemnością, a w furgonetce było za dużo światła, aby te groteskowe halucynacje utrzymały się przy życiu. Widział, że niczego nie ma na jego ciele, i panika stopniowo ustępowała, zostawiając w nim samą słabość.
Przez kilka minut siedział bez ruchu, oparty plecami o ścianę furgonetki, ocierając spoconą twarz chusteczką, wsłuchując się w swój coraz to wolniejszy, urywany oddech.
Zdecydował wreszcie, że czas już zacząć znowu szukać tej suki. Ona tam była – ukryła się gdzieś w mieście i czeka. Musi ją znaleźć i zabić, zanim ona zrobi to pierwsza.
Krótki moment jasności umysłu – błysk olśnienia – zniknął, jakby go nigdy nie było. Zapomniał o pytaniach i wątpliwościach. Znowu był całkowicie przekonany, że Katarzyna powróciła od umarłych i że trzeba ją powstrzymać.
Później, po szybkim lunchu, pojechał do Westwood i zaparkował w pewnej odległości od domu Hilary Thomas. Wrócił do części bagażowej furgonetki i obserwował jej mieszkanie przez mały, dekoracyjny otwór w boku dodge’a.
Przy kolistej drodze wjazdowej przed domem Thomas stała handlowa furgonetka. Była pomalowana na biało i miała niebiesko – złote napisy na bokach:
MAIDS UNLIMITED
COTYGODNIOWE SPRZĄTANIE
WIOSENNE PORZĄDKI
SPRZĄTANIE PO PRZYJĘCIACH
MYCIE OKIEN
W domu pracowały trzy kobiety w białych uniformach. Wielokrotnie wędrowały do furgonetki i z powrotem, aby najpierw wnieść zmywaki na kijach, miotły, odkurzacze, wiadra, zwoje szmat i wynieść plastykowe wiadra pełne śmieci, potem znowu wnieść maszynę do parowego czyszczenia dywanów, a z kolei wynieść fragmenty mebli, które porozbijał Bruno Frye podczas swojej wczorajszej rozróby o brzasku.
Chociaż trzymał wartę przez całe popołudnie, nawet przez moment nie dojrzał Hilary Thomas i był przekonany, że nie ma jej w domu. W rzeczy samej spodziewał się, że ona nie wróci, dopóki nie będzie pewna, że jest bezpieczna, dopóki nie będzie wiedziała na pewno, że on nie żyje.
– Ale to nie ja umrę – powiedział głośno, przyglądając się domowi. – Słyszysz mnie, ty suko? To ja cię pierwszy przyskrzynię. Ja cię dopadnę, zanim tobie uda się zrobić to ze mną. Odetnę ci tę twoją pieprzoną głowę.
W końcu, krótko po piątej, sprzątaczki wyniosły swój sprzęt i załadowały go na tył furgonetki. Zamknęły dom na klucz i odjechały.
Pojechał za nimi.
Były jego jedynym śladem wiodącym do Hilary Thomas. Ta suka je wynajęła. One muszą wiedzieć, gdzie ona jest. Jeśli uda mu się dopaść na osobności którąś ze sprzątaczek i zmusić ją do mówienia, to dowie się, gdzie się ukryła Katarzyna.
„Maids Unlimited” mieściło się w jednopiętrowym, otynkowanym budynku przy brudnej, bocznej uliczce w pobliżu Pico. Furgonetka, którą śledził Frye, wjechała na parking za budynkiem i przystanęła w rzędzie ośmiu innych furgonetek, na których niebiesko – złotymi literami wymalowano nazwę firmy.
Frye minął rząd identycznych białych furgonetek, dojechał do końca przecznicy, okrążył puste skrzyżowanie i skierował się z powrotem w stronę, z której przyjechał. Wysiadł na czas, aby zobaczyć trzy kobiety wchodzące do otynkowanego budynku. Żadna z nich nie mogła go zauważyć ani wiedzieć, że jego dodge to ta sama furgonetka, którą było widać z domu Thomas przez cały dzień. Zaparkował przy krawężniku, naprzeciwko agencji wynajmującej sprzątaczki, pod palmą, której liście szeleściły na wietrze, i czekał, aż ponownie pojawi się któraś z kobiet.
Przez następne dziesięć minut z „Maids Unlimited” wychodziło wiele sprzątaczek w białych uniformach, ale żadna z nich nie była w domu Hilary Thomas tego popołudnia. Potem zobaczył kobietę, którą rozpoznał. Wyszła z budynku i podeszła do jaskrawożółtego datsuna. Była młoda, koło dwudziestki i miała proste brązowe włosy, które sięgały jej prawie do pasa. Szła z ramionami wygiętymi do tyłu i wyprostowaną głową, stawiając energiczne, sprężyste kroki. Wiatr oblepiał jej biodra i uda uniformem i targał jego brzegiem ponad zgrabnymi kolanami. Wsiadła do datsuna i wyjechała z parkingu, skręciła w lewo, pojechała w stronę Pico.
Frye zawahał się, nie mogąc zdecydować, czy ona jest właściwym tropem; nie wiedział, czy nie powinien poczekać na pozostałe dwie. Ale coś mu kazało wybrać właśnie tę kobietę. Zapuścił dodge’a i ruszył spod krawężnika.
Dla niepoznaki starał się, aby inne pojazdy dzieliły go od żółtego datsuna. Jechał w ślad za nią ulica za ulicą tak dyskretnie, jak to było możliwe, a ona była zupełnie nieświadoma, że ktoś ją śledzi.
Jej dom znajdował się w Culver City, w odległości zaledwie paru przecznic od studiów filmowych MGM. Mieszkała w starym bungalowie, pełnym ciekawych elementów architektonicznych, przy ulicy, na której stało wiele takich samych bungalowów. Parę z nich było zniszczonych, wymagających remontu, szarych, zawilgoconych i ponurych; ale większość była utrzymywana z wyraźną dumą, świeżo pomalowana, z okiennicami o kontrastujących barwach, ozdobiona małymi werandami, czasami z witrażowym oknem, gdzieniegdzie znajdowały się drzwi z szybkami w ołowianych ramach, lampy powozowe i dachówki. Nie była to zamożna dzielnica, ale miała bogate oblicze.
W domu sprzątaczki było ciemno, kiedy do niego dojechała. Weszła do środka i zapaliła światła w pokojach od frontu.
Brano zaparkował dodge’a po drugiej stronie ulicy, gdzie mrok zalegał ciemniejszy niż dopiero co zapadła noc. Zgasił przednie światła, wyłączył silnik i odsunął szybę. W okolicy panował bezruch i nieomal idealna cisza. Jedyne dźwięki wytwarzały drzewa, reagujące na uporczywy, jesienny wiatr, z rzadka przejeżdżające samochody i jakieś oddalone stereo czy radio grające muzykę swingową. To był Benny Goodman z lat czterdziestych, ale tytuł umknął pamięci Brana; orkiestrowa melodia docierała do niego fragmentarycznie na tle szumu wiatru. Siedział za kierownicą i czekał, słuchał i obserwował.
Około 18.40 Frye zorientował się, że młoda kobieta nie ma męża ani też mieszkającego z nią chłopca. Gdyby dzielił z nią mieszkanie jakiś mężczyzna, to najprawdopodobniej wróciłby do tego czasu z pracy.