Выбрать главу

Frye odczekał jeszcze pięć minut.

Potem muzyka Benny Goodmana urwała się.

To była jedyna zmiana.

O 18.45 wysiadł z dodge’a i przeszedł przez ulicę do jej domu.

Bungalow stał na małym dziedzińcu, o wiele za blisko sąsiadów, aby odpowiadać zamiarom Bruna. Ale przynajmniej wzdłuż granic posesji rosło sporo drzew i krzaków; dzięki nim ganek frontu domu sprzątaczki był osłonięty przed oczyma ciekawskich, którzy mieszkali obok niej. Ale i tak musiał poruszać się szybko, wedrzeć się do bungalowu błyskawicznie, nie powodując zamieszania, zanim uda jej się krzyknąć.

Wszedł po dwóch stopniach na werandę. Deski podłogi odrobinę trzeszczały. Nacisnął dzwonek.

Otworzyła drzwi, uśmiechnęła się niepewnie.

– Tak?

Do drzwi był przyczepiony łańcuch – cięższy i mocniejszy od większości łańcuchów, ale nawet w jednej dziesiątej nie tak skuteczny, jak myślała. Mężczyzna o wiele słabszy od Bruno Frye’a wyrwałby go z zaczepów paroma solidnymi uderzeniami w drzwi. Bruno musiał jedynie raz walnąć mocno swym potężnym ramieniem w przeszkodę, w momencie gdy ona uśmiechając się powiedziała: „Tak?” Drzwi eksplodowały do wewnątrz, w powietrze poleciały drzazgi, a część rozerwanego łańcucha grzmotnęła o podłogę, wydając ostre dźwięczenie.

Wskoczył do środka i zatrzasnął za sobą drzwi. Był najzupełniej pewny, że nikt nie widział, jak się włamuje.

Kobieta leżała na wznak na podłodze, przewrócona przez drzwi. Nadal miała na sobie swój biały uniform. Zadarta do ud spódnica odsłoniła jej piękne nogi.

Ukląkł przy niej na jedno kolano.

Była oszołomiona. Otworzyła oczy i próbowała na niego spojrzeć, ale potrzebowała chwili, aby skupić wzrok.

Przyłożył czubek noża do jej gardła.

– Jeżeli krzykniesz – powiedział – to cię całą rozetnę. Zrozumiałaś?

Chaos zniknął z jej oczu o odcieniu ciepłego brązu, a w zamian pojawił się strach. Zaczęła się trząść. W kącikach jej oczu pojawiły się łzy, zabłysnęły, ale nie polały się.

Zniecierpliwiony nakłuł jej gardło czubkiem ostrza i tam pojawiła się maleńka kropla krwi.

Zwinęła się z bólu.

– Tylko bez wrzasków – powiedział. – Słyszysz?

– Tak – odpowiedziała z wysiłkiem.

– Będziesz posłuszna?

– Proszę. Proszę, niech mnie pan nie kaleczy.

– Nie chcę cię kaleczyć – powiedział Frye. – Jeśli będziesz cicho, jeśli będziesz miła i będziesz współpracować, to nie będę musiał cię kaleczyć. Ale spróbuj mi tylko krzyczeć albo uciekać, a potnę cię na kawałki. Rozumiesz?

– Tak – odpowiedziała bardzo cichym głosem.

– Będziesz grzeczna?

– Tak.

– Mieszkasz tu sama?

– Tak.

– Masz męża?

– Nie.

– Chłopaka?

– Nie mieszka tutaj.

– Oczekujesz go dziś wieczorem?

– Nie.

– Okłamujesz mnie?

– To prawda. Przysięgam.

Mimo ciemnej karnacji widać było, że zbladła.

– Jeśli mnie okłamujesz – powiedział – to potnę ci tę piękną buzię na wstążki.

Uniósł ostrze, wsadził jego czubek w jej policzek. Zamknęła oczy i zadrżała.

– Czy w ogóle kogoś oczekujesz?

– Nie.

– Jak ci na imię?

– Sally.

– W porządku, Sally, chcę ci zadać parę pytań, ale nie tutaj, nie tak.

Otworzyła oczy. Na rzęsach miała łzy. Jedna spłynęła jej po twarzy. Z trudem przełknęła ślinę.

– Czego pan chce?

– Mam kilka pytań na temat Katarzyny.

Zmarszczyła brwi.

– Nie znam żadnej Katarzyny.

– Znasz ją jako Hilary Thomas.

Jej zdziwienie pogłębiło się.

– Ta kobieta z Westwood?

– Sprzątałaś dzisiaj jej dom.

– Ale… ja jej nie znam. Nigdy jej nie widziałam.

– Sprawdzimy to.

– Kiedy to prawda. Nic o niej nie wiem.

– Może wiesz więcej, niż ci się wydaje.

– Nie. Naprawdę nie.

– No dalej – powiedział, z całej mocy starając się utrzymać uśmiech na twarzy i przyjacielską nutę w głosie. – Chodźmy do sypialni, gdzie będzie nam wygodniej.

Trzęsła się coraz mocniej, nieomal epileptycznie.

– Pan chce mnie zgwałcić, prawda?

– Nie, nie.

– Pan kłamie.

Frye był ledwie zdolny powściągnąć gniew. Był zły, że ona się z nim spiera. Był zły, że ona tak cholernie nie chce się ruszyć. Żałował, że nie może wepchnąć jej noża w brzuch i wypruć z niej informacji, ale oczywiście nie mógł tego zrobić. Chciał wiedzieć, gdzie ukrywa się Hilary Thomas. Wydawało mu się, że najlepszym sposobem dostania tej informacji to łamać tę kobietę tak, jak łamał gruby drut: wyginać ją w obydwie strony, dopóki nie pęknie; wyginać ją w jeden sposób groźbami i w inny pochlebstwami; przeplatać drobną przemoc z przyjaźnią i sympatią. Nawet nie brał pod uwagę możliwości, że ona zechce mu powiedzieć wszystko, co wie. W jego mniemaniu ona należała do spisku, bo była zatrudniona przez Hilary Thomas, czyli przez Katarzynę. Ta kobieta nie była zwykłym, postronnym świadkiem. Była pokojówką Katarzyny, konspiratorką, może nawet innym żywym trupem. Spodziewał się, że będzie ukrywała przed nim informacje i że wyda je dopiero pod przymusem.

– Obiecuję, że cię nie zgwałcę – powiedział miękko i czule. – Ale kiedy będę ci zadawał pytania, chcę, żebyś leżała płasko na wznak, żeby ci było trudniej się podnieść i uciec. Będę się czuł bezpieczniej, gdy będziesz leżała na wznak. Więc skoro masz się położyć, to możesz to równie dobrze zrobić na przyjemnym, miękkim materacu, a nie na twardej podłodze. Myślę wyłącznie o twojej wygodzie, Sally.

– Tu mi jest wygodnie – powiedziała nerwowo.

– Nie bądź głupia – powiedział. – Poza tym, gdyby ktoś wszedł na ganek, żeby zadzwonić do drzwi… mógłby nas usłyszeć i domyślić się, że coś tu jest nie tak. W sypialni będzie bardziej intymnie. Teraz się rusz. No ruszaj. Hopa – siup.

Wstała.

Trzymał nadal nóż przy jej ciele.

Weszli do sypialni.

* * *

Hilary niezbyt lubiła pić, ale była zadowolona, że ma pod ręką szklankę dobrej whisky, kiedy siedziała na kanapie w biurze Joshui Rhineharta i słuchała opowieści prawnika. Opowiadał jej i Tony’emu o pieniądzach utraconych w San Francisco, o człowieku podającym się za Frye’a, który zostawił ten dziwaczny list w skrytce sejfu – i o jego narastającej niepewności co do tożsamości martwego człowieka pochowanego w grobie Bruno Frye’a.

– Czy ma pan zamiar ekshumować ciało? – spytał Tony.

– Jeszcze nie – powiedział Joshua. – Jest parę rzeczy, którym chciałbym się najpierw przyjrzeć. Jeśli coś się przy tym ujawni, to mógłbym może zdobyć wyjaśnienia, po których otwieranie grobu nie byłoby już konieczne.

Opowiedział im o Ricie Yancy w Hollister i doktorze Nicholasie Rudge’u w San Francisco i zrekonstruował swoją niedawno odbytą rozmowę z Lathamem Hawthornem.

Pomimo ciepłego pomieszczenia i rozgrzewającej whisky Hilary była przemarznięta do kości.

– Ten Hawthorne chyba się nadaje do wariatkowa.

Joshua westchnął.

– Czasami myślę, że gdybyśmy powsadzali do wariatkowa wszystkich czubków, to mało kto zostałby na powierzchni.

Tony pochylił się do przodu.

– Czy wierzy pan, że Hawthorne naprawdę nie wiedział o sobowtórze?

– Tak – powiedział Joshua. – To ciekawe, ale naprawdę mu wierzę. Może być stuknięty na punkcie satanizmu, może nie jest zbyt moralny w niektórych kwestiach i może być nawet nieco niebezpieczny, ale nie odniosłem wrażenia, że to obłudnik. To pewnie zabrzmi dziwnie, ale myślę, że w większości spraw jest godny zaufania i raczej nie można było dowiedzieć się od niego czegoś ponadto. Być może doktor Rudge albo Rita Yancy będą wiedzieli coś konkretniejszego. Ale dość na tym. Teraz chciałbym posłuchać was obojga. Co się stało? Co wam kazało jechać taki kawał drogi do St. Helena?