Выбрать главу

Hilary i Tony opowiedzieli na zmianę wydarzenia z ostatnich paru dni. Kiedy skończyli, Joshua zapatrzył się przez chwilę na Hilary, potem potrząsnął głową i powiedział:

– Ma pani diabelnie dużo odwagi, młoda damo.

– Wcale nie – powiedziała. – Jestem tchórzem i boję się śmiertelnie. Od dłuższego czasu boję się śmiertelnie.

– Banie się nie oznacza, że pani jest tchórzem – powiedział Joshua. – Wszelka odwaga opiera się na strachu. Zarówno tchórz, jak i bohater działają ze strachu i z konieczności. Jedyna różnica miedzy nimi jest taka, że tchórz poddaje się swojemu strachowi, a osoba odważna triumfuje, mimo że się boi. Gdyby pani była tchórzem, to uciekłaby pani na miesięczne wakacje do Europy, na Hawaje albo w inne takie miejsce i liczyłaby, że czas rozwiąże zagadkę Frye’a. Ale pani przyjechała tutaj, do rodzinnego miasta Bruna, gdzie może pani oczekiwać, że znajdzie się w jeszcze większym niebezpieczeństwie niż w Los Angeles. Niewiele podziwiam w tym świecie, ale naprawdę podziwiam pani śmiałość.

Hilary zarumieniła się. Spojrzała na Tony’ego, potem na swoją szklankę z whisky.

– Gdybym była odważna – powiedziała – to zostałabym w mieście i zastawiła na niego pułapkę, używając siebie jako przynęty. Tu naprawdę niewiele mi grozi. W końcu on jest zajęty szukaniem mnie w LA. I nie ma sposobu, by odkrył, dokąd pojechałam.

* * *

Sypialnia.

Sally obserwowała go z łóżka czujnym i pełnym strachu wzrokiem.

Obszedł pokój, zaglądając pod drodze do szuflad. Potem wrócił do niej.

Miała wiotkie i naprężone gardło. Paciorek krwi ściekł po wdzięcznym łuku ciała na kołnierzyk.

Zauważyła, że on wpatruje się w krew i sięgnęła w górę jedną ręką, dotknęła, spojrzała na swe pobrudzone palce.

– Nie martw się – powiedział. – To tylko draśnięcie.

Sypialnia Sally na tyłach schludnego, małego bungalowu była całkowicie udekorowana odcieniami ziemi. Trzy ściany pomalowano na beżowo; czwarta była pokryta tapetą o wzorze tkaniny z juty. Dywan miał czekoladowobrązowy kolor. Narzuta na łóżko i dopasowane zasłony kawowokremowy abstrakcyjny deseń – łagodne esy – floresy w naturalnych odcieniach, które koiły wzrok. Mahoniowe meble z wysokim połyskiem błyszczały tam, gdzie padała na nie przytłumiona, bursztynowa łuna, pochodząca od jednej z miedzianych lampek nocnych stojących na bocznych szafkach.

Leżała na wznak, miała złączone nogi, ręce wyciągnięte przy bokach, zaciśnięte pięści. Nadal miała na sobie biały uniform naciągnięty teraz skromnie na kolana. Długie orzechowobrązowe włosy rozpościerały się wokół jej głowy jak aureola. Była naprawdę ładna.

Bruno usiadł na skraju łóżka obok niej.

– Gdzie jest Katarzyna?

Zamrugała. Łzy wymknęły się z kącików jej oczu. Płakała cicho, bojąc się krzyczeć, zawodzić albo jęczeć, była pewna, że najlżejszy dźwięk mógłby sprawić, że on ugodzi ją nożem.

Powtórzył pytanie:

– Gdzie jest Katarzyna?

– Mówiłam panu, nie znam nikogo o imieniu Katarzyna – powiedziała.

Mówiła urywanym, drżącym głosem; każde słowo wymagało oddzielnego wysiłku. Jej zmysłowa dolna warga trzęsła się podczas mówienia.

– Wiesz, o kogo mi chodzi – rzucił ostro. – Nie igraj sobie ze mną. Ona teraz nazywa się Hilary Thomas.

– Proszę, proszę… niech mnie pan puści.

Trzymał nóż przy jej prawym oku, czubkiem mierząc prosto w rozszerzoną źrenicę.

– Gdzie jest Hilary Thomas?

– O Boże – jęknęła trzęsąc się. – Niech pan posłucha, proszę pana, to jest jakieś nieporozumienie. Pomyłka. Popełnia pan wielką pomyłkę.

– Chcesz stracić oko?

Zza linii włosów wypłynęła jej strużka potu.

– Chcesz być w połowie ślepa? – zapytał.

– Nie wiem, gdzie ona jest – powiedziała Sally głosem błagającym o litość.

– Nie okłamuj mnie.

– Ja nie kłamię. Przysięgam, że nie.

Wpatrywał się w nią przez kilka sekund.

W tej chwili jej górna warga pokryła się już cała maleńkimi plamkami potu.

Odjął nóż od jej oka.

Sprawiło jej to widoczną ulgę.

Zaskoczył ją uderzeniem w twarz drugą dłonią, uderzeniem tak silnym, że dał się słyszeć szczęk jej zębów i jej oczy wywróciły się w głąb czaszki.

– Suka.

Tym razem polało się wiele łez. Wydawała ciche dźwięki skamlenia.

– Musisz wiedzieć, gdzie ona jest – powiedział. – Ona cię wynajęła.

– Pracujemy dla niej regularnie. Ona tylko zadzwoniła i poprosiła o specjalne sprzątanie. Nie powiedziała, gdzie jest.

– Czy ona była w domu, kiedy tam przyjechałaś?

– Nie.

– Czy był ktoś w domu, kiedy tam przyjechałaś?

– Nie.

– Więc jak tam weszłyście?

– Co?

– Kto dał wam klucz?

– Och. A tak – powiedziała, rozpromieniając się odrobinę, dopatrując się w tym jakiejś szansy dla siebie. – Jej agent. Agent literacki. Musieliśmy najpierw zatrzymać się przy jego biurze, żeby dostać klucz.

– Gdzie to jest?

– W Beverly Hills. Powinien pan porozmawiać z jej agentem, jeśli chce się pan dowiedzieć, gdzie ona jest. To z nim powinien się pan spotkać. On będzie wiedział, gdzie ją znaleźć.

– Jak on się nazywa?

Zawahała się.

– Śmieszne nazwisko. Widziałam je napisane… ale nie jestem pewna, czyje sobie dokładnie przypomnę…

Przyłożył jej znowu nóż do oka.

– Topelis – powiedziała.

– Przeliteruj.

Przeliterowała.

– Ja nie wiem, gdzie jest panna Thomas. Ale ten pan Topelis będzie wiedział. Na pewno będzie wiedział.

Odjął nóż od jej oka.

Przedtem zesztywniała i teraz odrobinę się poruszyła.

Patrzył na nią. Coś drgnęło w jego myślach, jakieś wspomnienie, potem uprzytomnił sobie okropną prawdę.

– Twoje włosy – powiedział. – Masz ciemne włosy. I twoje oczy. Są takie ciemne.

– Co w tym złego? – spytała zaniepokojona, wyczuwając nagle, że jeszcze nie jest bezpieczna.

– Masz te same włosy i oczy, taką samą cerę jak ona – powiedział Frye.

– Nie rozumiem, ja nie wiem, o co tu chodzi. Pan mnie straszy.

– Myślałaś, że możesz mnie oszukać? – Uśmiechał się do niej szeroko, zadowolony z siebie, że nie dał się ogłupić jej sprytnym podstępem.

Wiedział. Wiedział.

– Wyobrażałaś sobie, że wyjdę zobaczyć się z tym Topelisem – powiedział Bruno – a wtedy ty będziesz mogła mi się wymknąć.

– Topelis wie, gdzie ona jest. On wie. Ja nie. Naprawdę nic nie wiem.

– To ja wiem, gdzie ona teraz jest – powiedział Bruno.

– Jeśli pan wie, to może mnie pan już puścić.

Roześmiał się.

– Zmieniłaś ciało, nie?

Patrzyła na niego.

– Co?

– Wydostałaś się jakoś z tej Thomas i opanowałaś tę dziewczynę, nie?

Już nie płakała. Jej strach płonął tak mocno, że wypalił wszystkie łzy.

Suka.

Plugawa suka.

– Naprawdę myślisz, że możesz mnie nabrać? – zapytał. Zaśmiał się znowu, zachwycony. – Po tym wszystkim, co mi zrobiłaś, jak mogłaś myśleć, że cię nie rozpoznam?

W jej głosie dał się słyszeć paniczny lęk.

– Nic panu nie zrobiłam. Pan nie mówi do rzeczy. Och Jezu. O Boże, Boże. Czego pan chce ode mnie?