Выбрать главу

– Klnę się na Harsa – rzekł z respektem barczysty strażnik – ten chłopak nie przesiedział całego życia nad książką, na pewno nie!

Nagle dobra passa skończyła się. Egert spojrzał na ostrze I zadrżał, uświadamiając sobie, iż jest to zabójcze narzędzie i wyobrażając przebite ciało. Nikt jednak nie zauważył jego zmieszania, gdyż studenteria, wydobywszy się z osłupienia, zaczęła objawiać gwałtowną euforię.

Okrążyli Solla, ściskali mu dłoń, klepali po plecach. Strażnicy podchodzili kolejno i gratulowali z poważnymi minami. Poszli przepić odegrane pieniądze do „Jednookiej Muchy”. Do triumfujących studentów dołączyła para dziewek, zachwyconych urodą i dzielnością jasnowłosego Egerta.

Impreza na cześć Egerta w studenckiej knajpce przeciągnęła się do północy. Egert poznał dawną przyjaciółkę Lisa, rozchichotaną panienkę imieniem Farri. Drocząc się, krzywiła z urazą usteczka, by zaraz potem rzucić się miłemu na szyję, jednocześnie kokietując pozostałych, by wzbudzić zazdrość kochanka. Skończyło się to tak, że Lis przeprosił Egerta wraz z całą kompanią i wziąwszy dziewczynę za rękę, zniknął z nią gdzieś na zapleczu.

Od tej chwili wieczerza przestała Egerta bawić. Z trudem uwolnił się od oblegających go panienek i wydostał na ciemną ulicę. Ledwie skręcił za róg, natknął się na człeka w obszernej opończy. Twarz była skryta pod kapturem.

– Dobry wieczór, Soll – rozległo się w ciemnościach.

Głos brzmiał sympatycznie i należał bez wątpienia do Fagirry. Egert cofnął się o krok. Podczas kilku miesięcy, jakie minęły od jego wizyty w Wieży Łaszą, zdążył przekonać sam siebie, że bractwo przestało się nim interesować i nie chce go już przyjąć w swoje szeregi, pojawienie się znajomego zakonnika było więc jak grom z jasnego nieba.

– Zdziwił się pan? – rzekł Fagirra, uśmiechając się w cieniu kaptura. – Cieszę się, iż mogą panu obwieścić, że pierwsza próba, próba dochowania tajemnicy, zakończyła się sukcesem. Dał pan radę… Musimy porozmawiać. Lepiej oddalmy się od gwarnego tłumu.

Z „Jednookiej Muchy” istotnie dobywały się śmiechy i wrzaski, przemieszane z pijackimi śpiewkami, Egertowi wydały się jednak bliskie, niczym matczyna kołysanka.

– Tak – wymamrotał bez przekonania – oczywiście…

Wziąwszy Solla pod rękę, Fagirra wciągnął go do jakiegoś cichego zaułka. Młodzieniec obawiał się, że za chwilę otworzy się przed nimi kolejne tajne przejście do Wieży Łaszą.

Mnich zatrzymał się. W mroku błysnęły jego białe zęby.

– Cieszę się, że pana widzę, Soll, w dobrym zdrowiu i nastroju… Mamy mało czasu. Wkrótce, zgodnie z wolą Łaszą, staniemy się współpracownikami, braćmi. Na razie wystarczy, by się pan dowiedział, że świat się zmienia, a właściwie już się zmienił. Ludzie zbyt daleko odeszli od Łaszą, na własną zgubę. Rozumie pan, Egercie? Co za głupcy… Miejski sędzia słuchał rad naszego Mistrza, jest jednak obecnie ciężko chory, a kto wie, jak zachowa się jego następca? Już teraz słyszy się głosy wrogie Łaszowi… Na własną zgubę to mówią, Egercie, na zgubę!

Młodzieniec słuchał mnicha, niewiele rozumiejąc i nawet nie próbując zrozumieć, gorączkowo zastanawiając się jednocześnie, czego może chcieć od niego zakonnik.

– Nadchodzi czas próby… dla wszystkich mieszkańców, Egercie. Jakiej konkretnie, dowiesz się w chwili wyświęcenia. Trzeba zdążyć pojednać się z Łaszem, zanim nadejdzie… to, co nieuniknione. Przeżyjesz to z nami, podczas gdy inni zginą marnie…

Mnich mówił coraz szybciej i żarliwiej, jego oczy błyszczały w ciemnościach. Z każdym jego słowem Soll odczuwał coraz większy przestrach, jakby usłyszał nad spokojnie śpiącym miastem łopot ogromnych skrzydeł anioła śmierci.

– Wkrótce, Egercie… ale masz jeszcze czas. Powinieneś przejść drugą próbę. Zgodnie z wolą Łaszą będzie zarazem ostatnia. Wieża skryje cię, gdy zostaniesz wyświęcony, przed tym… co tutaj nastąpi. Jesteś gotów posłuchać?

– Tak – odparł Egert mimowolnie.

Fagirra pochylił kaptur ku twarzy Solla.

– Posłuchaj. Oto warunki ostatniej próby. Po pierwsze, milczeć, jak poprzednio. Po drugie, co najważniejsze, masz patrzeć i słuchać. Będziesz naszymi oczami i uszami, Egercie. Sam Mistrz będzie odbierał twoje raporty. Spotykasz na uniwersytecie naszych zwolenników i wrogów. Musimy zorientować się, kto jest kim. Mistrza interesuje szczególnie pan dziekan i jego piękna córka. Patrzeć i słuchać. Z pewnością zostałeś wtajemniczony w plany związane z pisanym przez niego dziełem?

Egert poczuł się jakby oblany wrzątkiem, co sprawiło, że całkiem zapomniał o strachu. Czuł jak palą go uszy i policzki i cieszył się, że zakonnik nie może tego dojrzeć w mroku. No cóż, dawny Soll, osławiony kawarreński zabijaka, zakończyłby tę rozmowę w jednej chwili. Dawny Soll umarł jednak, a ten ze szramą mógł tylko szepnąć drżącym głosem:

– Niestety, przeceniacie moje możliwości. Nic nie wiem o planach pana dziekana.

Fagirra ujął go przyjacielsko za ramię.

– To właśnie próba, Soll. Trudna próba, nie przeczę. Zapewne niełatwo będzie się tego dowiedzieć, ale przecież nie będzie to niemożliwe, nieprawdaż?

– Nie wiem – szepnął Egert. – Nie jestem pewien.

– Soooll – przeciągnął z wyrzutem mnich – mój drogi przyjacielu… Zrobiłeś już pierwszy krok, byłeś świadkiem – tajnego obrzędu… Okazano ci zaufanie. Czy nie należy go potwierdzić? Przeżywasz teraz chwilę słabości, a cena za nią może się okazać wielka, by nie rzec, nieludzka… Nie poddawaj się lękowi, bo to pogorszy sytuację. Wierz mi, rozmawiam z tobą jak z naszym przyszłym bratem. Łatwiej ci będzie składać raporty Mistrzowi, czy też mnie na początek?

Egert z trudem opanowywał targające nim dreszcze. Ponieważ dłonie mnicha nadal spoczywały na jego ramionach, tamten doskonale to wyczuwał.

– Tobie – szepnął Egert, pragnąc, żeby się to wreszcie skończyło.

Fagirra milczał chwilę, potem rzekł łagodnie:

– Bardzo dobrze. Sam cię odnajdę. Twoim zadaniem jest patrzeć i słuchać. I jak najwięcej pytać, wypytywać, ale bez przesady. Dziekan jest mądry…

Chciał już odejść, ale wstrzymał się jeszcze.

– Nie powinieneś robić z tego problemu, Egercie. Potem zrozumiesz. Podajemy ci pomocną dłoń, dając niebywałą szansę. Pojmiesz to później, na razie musisz nam zaufać. Rozumiesz?

Egertowi zabrakło sił na odpowiedź.

Historia z kindżałami stała się słynna na uniwersytecie i sprawiła, że nawet całkiem nieznani dotychczas Sollowi studenci podchodzili do niego, by uścisnąć mu prawicę i spytać o cokolwiek. Rozpoczął się rok akademicki. Egert nie opuszczał wykładów, lecz było mu bardzo ciężko.

Po ostatnim spotkaniu z Fagirra postanowił przestać włóczyć się po mieście, choć wcale nie było pewne, czy mury uniwersyteckie ochronią go przed sługami zakonu Łaszą. Egert dobrze wiedział, że strach zdradza go na każdym kroku i czyni bezwolną ofiarą każdego, kto chciałby się czegoś o nim dowiedzieć, zwłaszcza o jego przeszłości. Zakon Łaszą wie albo się domyśla, że młodzieniec jest tchórzem, co oznacza, że stał się ich zakładnikiem i jego wrodzona duma ani szlachectwo go nie zbawią, w chwili, gdy ugną się pod nim drżące kola na, suchy język uwięźnie w ustach, aby w końcu wymamrotać słowa zdrady…

Przeciągły, donośny dźwięk z Wieży wprawiał go w przerażenie.

Pewnego dnia zebrał się w sobie i postanowił pójść do dziekana, przyznać się do wszystkiego. Kiedy zbliżał się do gabinetu, ujrzał oczami duszy twarz Fagirry i usłyszał jego świszczący szept, zapowiadający przyszłe nieszczęścia. Egert zdołał wydobyć z siebie tylko jedno pytanie: Co się stanie… albo co się nie stanie… w najbliższej przyszłości?