– Wiem, wiem – zawołał Dolg. – Przecież mieszkałem w Norwegii. Jakie to słowa?
Lilja starała się przypomnieć sobie dokładnie i zaczęła wolno recytować: „Nagle zobaczyłem go pośrodku grzmiącego wodospadu. Pół ryba, pół człowiek, srebrzyście biały z zielonym odcieniem, jak woda wokół niego; oczy mu płonęły niczym żarzący się w popiele ogień, wstrętne, a zarazem niezwykle przyciągające, było w nich zło, samotność, tęsknota… A może to tylko księżyc odbijał się w mokrych skałach przy wodospadzie? Dziś nie umiem powiedzieć.”
Dolg miał bardzo sceptyczną minę.
– Chciałaś mnie przekonać, że on, ten twój wielbiciel, był sympatyczny?
– Nie, był potworny. Ale, widzisz, ja otrzymałam coś w rodzaju odzewu. Bardzo silne wrażenie, jakby… Tak, jakby chciał powiedzieć „żałuję”.
– Że cię złapał i uprowadził?
– Nie, nie, aż tyle sumienia chyba w nim nie ma. Nie, myślę, że zamknięty w grotach miał mnóstwo czasu na zastanowienie się. I teraz żałuje, że szukał źródła zła.
Spojrzenie Dolga wyrażało powątpiewanie.
Ona jednak dzielnie brnęła dalej:
– Może on nie zaszedł zbyt daleko?
– Żeby stać się nieśmiertelny, musiał być blisko źródła.
– No tak – bąknęła Lilja zmieszana. – Podważyłeś moją teorię. Myślałam, że eliksir Madragów mógłby podziałać na niego oczyszczająco.
Wspinali się teraz na zbocze, Lilja przodem, bardzo się spieszyła, zaniepokojona losem i zdrowiem Gorama. Strasznie się bała.
– Jesteś dziewczyną o gorącym sercu, Liljo – powiedział Dolg. – Ale czy pomyślałaś, co by się stało, gdyby ten potwór cię nie puścił? Sądzę, że Goram nie byłby uszczęśliwiony, przecież chce cię mieć dla siebie.
Po raz pierwszy ktoś wyraził możliwość erotycznego związku między Lilją i Goramem, dziewczyna zaczerwieniła się więc po korzonki włosów. Na myśl o tym cale ciało zrobiło się dziwnie ciężkie. Oczywiście, sama wyobrażała sobie różne rzeczy, ale żeby ktoś mówił o tym tak otwarcie…?
– Ja… w ogóle nie myślałam o konsekwencjach – przyznała cicho. – Ale co się stało Goramowi?
– Myślę, że wygląda to lepiej, niż się na początku wydawało. Wbił stopę pod korzeń drzewa i przewrócił się na plecy, o własnych siłach nie mógł się wydobyć z pułapki. Baliśmy się, że mógł sobie uszkodzić kostkę, ale ja nie mogłem się nim zajmować, bo przecież musiałem ratować ciebie.
Dolg miał taki niezwykły, cudowny uśmiech. Lilja kochała na niego patrzeć. Odpowiedziała mu również pełnym wdzięczności uśmiechem.
W górze, na krawędzi rozpadliny, odwróciła, się żeby jeszcze raz popatrzeć, ale śnieg przesłaniał widok. „Wszystko wokół było białe, tylko tu i ówdzie pojawiał się niebieskawy cień. Może to skala, może otwarta woda, nie wiadomo.
Czy postąpiliśmy słusznie? zastanawiała się. Była pełna wątpliwości.
Nagle zdjął ją lęk. Goram jest sam, ranny, a po lesie błąkają się potwory! Co by to było, gdyby jeden z nich…?
Półprzytomny z bólu Goram leżał na ziemi prawie całkiem przysypany śniegiem.
Upadł na jakiejś pochyłości i znajdował się teraz w okropnej pozycji, z głową w dół, ze skręconą stopą wbitą pod korzeń i zaklinowaną tak, że w ogóle nie mógł nią poruszyć, nie mógł też zmienić pozycji na nieco znośniejszą.
Ale teraz nie miało to znaczenia, myślał tylko o Lilji, która została uprowadzona przez przerażające monstrum.
Jego Lilja. Jedyna miłość Gorama, której mimo wszystko będzie się musiał wyrzec.
Ale żadne z tych szlachetnych obietnic, powołanie, cnota i tak dalej, nic się teraz nie liczyło. Jedyne, czego pragnął, to móc jej powiedzieć, jak bardzo ją kocha, jak bardzo za nią tęskni w chwilach samotności, jak dręczy go niepewność, co jest właściwe oraz jak powinien postąpić. I jak to trudno być tak blisko niej podczas wyprawy, a nie móc wziąć jej w ramiona, przytulić, zamknąć ją w nich na wieki.
Jego wielka tęsknota. A zaczęło się przecież od przyjaźni, bez wielkiego zainteresowania. Owa tęsknota wciskała się podstępnie do serca, w końcu wypełniła je po brzegi, i teraz w każdej chwili życia Goram może myśleć tylko o jednym: Lilja, Lilja, gdzie jesteś? Wróć, żebym mógł cię jeszcze raz zobaczyć!
Być z nią na tej samej wyprawie! Przecież na początku tak strasznie się bronił, nic to jednak nie pomogło. Tęsknił, przeklinał, tęsknił jeszcze bardziej, pragnął ją widzieć i wiedział, że tej tęsknoty nigdy nie uciszy.
Widywać ją każdego dnia. Mieszkać w tej samej, ciasnej gondoli. Siedzieć obok niej przy ognisku w niebieskawym świetle wiosennego wieczoru, kiedy lody pękają z trzaskiem, a dzikie ptaki nad morzem wykrzykują własną tęsknotę, a on od czasu do czasu musi ogrzewać Lilji dłonie.
Nagle Goram nastawił uszu.
Słuchał, ale niczego nie słyszał. Mimo to mógłby przysiąc, że ktoś stoi za nim i obserwuje go z oddali. Nie mógł odwrócić głowy, bo przy każdym ruchu ból przeszywał całe ciało, wyczuwał jednak w pobliżu jakieś lodowato zimne zagrożenie. Jakby go polarny wiatr przenikał i pokrywał szronem, takie wyraźne było wrażenie obserwujących go, czujnych oczu. Nie było w tym ani odrobiny dobra czy miłosierdzia. Tylko zimna, wyrachowana pogarda.
Tak, to ostatnie Goram potrafił zrozumieć. Jego pozycja nie budziła szacunku. Była raczej upokarzająca, to najlepsze określenie.
Po chwili zauważył, że wrażenie zła ustępuje i on znowu leży sam, coraz szczelniej przysypywany śniegiem. Był już taki wychłodzony, że płatki śniegu nie topniały na jego twarzy. A co się stanie, jeśli Dolg i Lilja nie odnajdą go w zadymce?
Jeśli Lilja w ogóle wróci…
Goram jęknął boleśnie. Lilja, Lilja zaginęła. Porwał ją straszny wodny potwór i poniósł gdzieś na swoich ramionach, a on, Goram, nie był w stanie nic zrobić.
Jak będzie mógł po tym wszystkim żyć? A przecież dostał od Świętego Słońca życie wieczne.
Po co mu ono?
9
Lilja przyspieszała kroku. Goram nie wyszedł im na spotkanie. Im dłużej szli z Dolgiem, tym bardziej ją to niepokoiło.
Ślady wodnego potwora i Dolga były jeszcze widoczne, choć wyglądały jak lekkie wgłębienia w śniegu, w każdym razie zabłądzić nie mogli. Dziwaczne stopy potwora z błonami pławnymi zostawiały rozległe wgłębienia, ślady syna czarnoksiężnika były bardziej normalne.
Lilja zastanawiała się, jak ten człowiek – ryba radzi sobie na lądzie, więc Dolg wyjaśnił jej, że z pewnością należy do amfibii.
– Tak jak żaby, które mogą żyć i w wodzie, i na lądzie?
– Właśnie tak!
– Uff, biedny człowiek!
Kiedy w końcu dotarli na miejsce, Lilja padła przy Goramie na kolana i wybuchnęła szlochem.
– Tak strasznie się bałam! Myślałam, że ty…
– No już, już dobrze – uspokajał ją. – Dziękuję ci, Dolg, że całą i zdrową przyprowadziłeś ją do domu!
Dom? Ten wymarły las pełen czających się wszędzie potworów? I jeden ranny Lemuryjczyk, ten, który znaczy dla niej więcej niż cokolwiek na świecie.
Goram nie mógł wyrwać korzenia i sam się wydostać z pułapki, znajdował się bowiem w bardzo niewygodnej pozycji, uniemożliwiającej mu wszelki ruch. Teraz pracowali wszyscy troje, by go uwolnić. Kiedy się to już stało, Dolg ujął w dłonie stopę towarzysza i trzymał tak przez jakiś czas. Pomogło. Goram mógł iść o własnych siłach, potrzebował tylko trochę wsparcia. Na szczęście nie doznał poważnej kontuzji, po prostu skręcił nogę w kostce, a to jest zawsze bardzo bolesne.
Wprawdzie był nie do końca sprawny, ale nie chciał o tym mówić.
Dolg przedstawił mu teorię Lilji i jej pomysł, by spróbować pomóc potworowi z wodospadu. Goram jednak potraktował to równie sceptycznie jak Dolg, jeśli nie bardziej.