– To jasne, że musimy go jeszcze raz odszukać – powiedział Goram. – Ale jaką widzisz dla niego przyszłość, gdybyśmy się nad nim ulitowali? W ogóle podejrzewam, że on świadomie starał się na ciebie wpłynąć, żeby się potem rzucić także na nas.
Lilja nie znajdowała na to odpowiedzi. Wiedziała tylko, że w tym strasznym potworze musi też istnieć jakaś dusza. Dusza, która cierpiała przez setki lat. Ale w jakim stanie jest teraz? Nikt nie potrafiłby na to odpowiedzieć.
– Jestem głodny – oznajmił Dolg.
Lilja i Goram również, jak się okazało. Ale śnieg wciąż sypał, a oni nie odnaleźli wzgórza, na którym zostawili gondolę i smaczne jedzenie, jakie w niej mieli. Na szczęście pojawiła się nadzieja, pamiętali bowiem, gdzie mniej więcej w stosunku do wodospadu znajduje się to wzgórze.
– Nie uważacie, że odnalezienie gondoli to teraz najważniejsza sprawa? – zapytał Goram. – Potrzebujemy jedzenia, ciepła, wypoczynku, a także suchych ubrań i opatrzenia ran. Potem będziemy mogli znowu podjąć polowanie na potwory.
Wszyscy uznali, że to wspaniała propozycja. Ożywieni myślą o przytulnej gondoli, powlekli się przez głębokie zaspy. Wiało teraz porządnie i wiatr zawodził smutne pieśni w koronach drzew, a śnieg zacinał w twarze.
Goram nie chciał pokazać, jak bardzo się boi, ale trzymał Lilję przy sobie, próbował też osłaniać ją przed największym wiatrem. Ponieważ mimo wszystko mieli już wiosnę, to powietrze nie było specjalnie zimne. Uznali, że wszystko się więc ułoży, zwłaszcza jeśli odnajdą gondolę i nie będą musieli spędzić nocy pod gołym niebem.
Ale wędrówka mogła być za trudna dla dziewczyny, która nie miała takiego treningu, jak większość członków grupy „Poszukiwaczy Przygód” z Królestwa Światła.
Goram widział, że Lilja jest bardzo zmęczona, a także wstrząśnięta strasznymi przeżyciami, dzielnie jednak szła naprzód i nie narzekała.
I nagle… znowu usłyszeli te stłumione odgłosy.
– Nie – jęknął Dolg. – Najpierw musimy odzyskać siły!
Wiedzieli jednak, że nie powinni zaprzepaścić szansy schwytania jednej ze złych istot. Trudno byłoby ją ponownie odnaleźć, już i tak stracili człowieka – rybę.
Rozglądali się uważnie dookoła. Goram obejmował Lilję, chroniąc ją przed nieoczekiwanym atakiem. Bardzo mu się nie podobało to, co słyszeli. Przede wszystkim dlatego, że było to coś absolutnie nieznajomego. Nigdy jeszcze nie słyszał czegoś podobnego, a jako Strażnik należący do elity miał sporo doświadczenia.
Po chwili odgłosy ucichły. Wędrowcy znajdowali się na kamiennym osypisku, tylko że pod śniegiem kamienie były niewidoczne. Instynktownie zaczęli się wycofywać.
To nie było to samo miejsce co przedtem, ale osypisko miało liczne odgałęzienia.
A może jest tak, jak mówi Lilja? Że pod kamieniami znajdują się groty i korytarze.
Przygotowali pistolety z usypiającymi pociskami, obraz złej kobiecej twarzy mieli świeżo w pamięci.
Dolg szepnął:
– Gdyby tu była Indra, to z pewnością starałaby się ją sprowokować. Wołałaby pewnie coś w rodzaju: „Ach, tak, ukrywasz się, ty wstrętna poczwaro, ty stara paskudna czarownico!”
Goram słuchał z uśmiechem.
– Tak, Indra niczego się nie boi.
Ze zdumieniem stwierdzili, że Lilja postanowiła oddać im przysługę. Znalazła jakąś gałąź i zanim zdążyli zaprotestować, wetknęła ją pod najbliższy kamień i wrzasnęła na cały głos:
– Więc to tak? Siedzisz tam i gdaczesz, ty stara potworo! Chcesz nas przestraszyć, ty Babo Jago!
Przerażony Goram odciągnął ją jednym szarpnięciem od kamienia.
– Nie jesteś Indrą, Liljo! Nie wolno ci robić takich rzeczy!
Twarz mu zbielała.
Spod kamieni dobiegło potworne gdakanie, mamrotanie, gulgotanie. Rozlegało się coraz bliżej.
Dolg pochylił się nad szczeliną z pistoletem gotowym do strzału.
Teraz dało się słyszeć jakieś wściekłe miauczenie, przywodzące na myśl koty w marcu, ale najwyraźniej się oddalało. Dolg odskoczył zaszokowany.
– A niech to diabli – wykrztusił. – To najgorsze, co przyszło mi oglądać!
– Udało ci się strzelić?
– Nie, zniknęła, zanim… Spójrz w górę, Lilja!
Za późno! Stworzenie o budzącym grozę wyglądzie wypadło z innego otworu. Zdążyli dostrzec długie, poziomo ułożone ciało, jak u czworonogów, ale z mnóstwem nóg po obu bokach, dziwacznych, sterczących, długich jak u pająka, zgiętych w kolanach. Głowa była ludzka, to ta sama okropna kobieta, którą widzieli przedtem.
Poruszała się błyskawicznie, ledwo zdążyli się zorientować, w którą stronę zmierza, gdy pierwsze pary rąk, czy nóg, czy co to było, wytrąciły mężczyznom pistolety. Niemal równocześnie potwór zwrócił się do Lilji i zadał jej cios. Nie tak, jak to robi skorpion, ta istota nie uderzała ogonem, ale błyskawicznym ruchem odwróciła się i zaatakowała żądłem umieszczonym w tylnej części ciała.
Goram zdążył chwycić Lilję, żeby ją odciągnąć, ale i tak została trafiona w udo. Wrzasnęła przeraźliwie z bólu i strachu, czuła bowiem, że ciało jej drętwieje.
Dolg złapał jakąś gałąź i zdzielił nią bestię po gębie. Najwyraźniej nie przywykła do oporu, bo natychmiast z gniewnym syczeniem odskoczyła na osypisko. Dolg rozpaczliwie szukał pistoletów, one jednak zniknęły gdzieś daleko pod śniegiem.
Goram był całkowicie przybity i załamany, utracił wszelką wolę walki. Klęczał na śniegu i trzymał w ramionach swoją najdroższą przyjaciółkę. Przytulał twarz do jej bladego policzka, całował jej czoło i płakał nad jej losem. Cichy szloch niósł się ku górom i wracał odbity od skał niczym żałobna pieśń nad tysiącami pomordowanych ludzi.
Jedynym człowiekiem, który teraz mógłby pomóc Lilji, był Dolg. On jednak wszystkie swoje siły koncentrował na trzymaniu w szachu bestii. Ponieważ pojawiła się znowu, tym razem wyżej, gotowa w każdej chwili rzucić się całym swoim długim, zniekształconym cielskiem, z tymi poruszającymi się nieustannie, koślawymi nogami. Przypominała wielką osę pozbawioną skrzydeł, za to wyposażoną w długie rzędy wysokich, pajęczych nóg.
Wyglądało jednak na to, że żywi pewien respekt dla Dolga, wyjątkowego, na pozór bardzo młodego człowieka o czarnych, smutnych oczach. On zaś wciąż stał w tym samym miejscu i emanował taką siłą, jakiej Goram nigdy jeszcze u niego nie widział. Widocznie Dolg jest bardziej niezwykły, niż się przypuszcza.
Bestia na zboczu zazwyczaj chyba się nikim nie przejmuje. Teraz sprawiała wrażenie jakby zakłopotanej.
Dolg zaczął do niej przemawiać, prawdopodobnie po to, by skłonić ją do odstąpienia od morderczego ataku, do którego się z całą pewnością szykowała.
Goram słyszał, że Dolg mówi w swoim skandynawskim języku, nie wiedział tylko, czy to norweski, czy islandzki, monstrum mówiło w swoim. Sądząc po melodii i akcencie Goram, ulokowałby je gdzieś w Europie południowo – wschodniej. Tamtych dwoje rozumiało się nawzajem, on także mógł śledzić rozmowę, ponieważ i on, i Dolg mieli aparaciki mowy.
Musiał siedzieć tam, gdzie był. Najchętniej pobiegłby szukać gondoli, by położyć nareszcie Lilję w bezpiecznym miejscu. Ale nie mógł. Gdy tylko się poruszył, ogromna bestia natychmiast odwracała się w jego stronę, gotowa do ataku.
Tak więc Goram siedział jak skamieniały.
Nie wiedział nawet, czy Lilja jeszcze żyje. Jego serce pogrążone było w czarnej rozpaczy.
Słyszał, że Dolg prowadzi z bestią ożywioną dyskusję.
– Jestem najpiękniejsza – syczała kobieta. – Jestem najsilniejsza. Wszyscy mężczyźni mnie pożądają, ale ja ich nie chcę.