Dolg najwyraźniej ją drażnił, raz po raz musiał uskakiwać w tył, gdy groziła, że zaatakuje.
– Kiedy to mężczyźni cię pożądali?
– Teraz, oczywiście, ty beznadziejny ignorancie!
– A który to jest rok?
– Co za głupie pytania! O co ci chodzi?
Dolg sam nie wiedział. Musiał po prostu przeciągać to wszystko, chciał zyskać na czasie, zastanowić się, coś wymyślić. Nie miał jednak nic do pomocy, nie sądził, by islandzkie runy podziałały na coś tak przeżartego złem, jak ten potwór na górze.
– Kim ty jesteś?
Pytanie bardzo ją zirytowało. Prychnęła ochryple i zamierzała się na niego rzucić, ale Dolg wciąż trzymał przed sobą gałąź. Widocznie nie chciała, żeby ją znowu uderzył w twarz. Może się bała, że uszkodzi jej niezwykłą urodę.
Bestia nieoczekiwanie wysyczała odpowiedź:
– Jestem Elzebet, potężna hrabina, wszyscy to wiedzą. Udało mi się zachować młodość, kąpałam się bowiem we krwi młodych dziewic. U stóp mojego zamku pogrzebano tysiące tych istot, które zadręczyłam osobiście za pomocą nożyczek. Teraz tam wracam.
To musiało być dawno, dawno temu, pomyślał Dolg.
– Chyba widzisz, jaka jestem młoda – powiedziała bardzo z siebie zadowolona.
Chciałbym mieć lusterko, pomyślał. Wtedy byś inaczej śpiewała.
– Zyskałam właśnie nowe źródło świeżej krwi. To ta gąska. Rozkoszna kąpiel dobrze mi zrobi!
Goram mocniej przycisnął Lilję, gotów bronić jej życia do ostatniego tchu.
Dolg również zbladł, ciągnął jednak spokojnie:
– Po co przyszłaś do Góry Czterech Wiatrów?
Złe ślepia rozbłysły.
– Tu można zdobyć władzę nad wszystkimi głupimi ludźmi i nad całym światem. A do tego wieczne życie i wieczną młodość. Jestem właśnie w drodze do źródła. Jeszcze tylko kawałek.
Czy ona nie ma poczucia czasu, żadnej orientacji? zastanawiał się Dolg. Mówił jednak dalej bardzo spokojnie:
– Ja mam czterysta lat, a nigdy nie szukałem tego wstrętnego źródła.
Bestia podeszła bliżej, zsuwała się po kamieniach. Z tej odległości wyglądała jeszcze straszniej, jak najgorszy senny koszmar. Zółtoblada, o wodnistych szarych oczach, które już dawno zmętniały. Twarz poorana zmarszczkami, groteskowa. Spróchniałe zęby cuchnęły na odległość, wargi zaczynały przemieniać się w potężne szczęki jak u drapieżnych owadów. Wyglądała na kilkaset lat, co też pewnie było prawdą, nie miała w sobie nic łagodnego, nic, co mogłoby wzbudzać choćby cień sympatii. Włosy długie i żółtoszare, ale tak przerzedzone, że sterczało tylko kilka kosmyków na łysej czaszce. Najbardziej odpychające było jednak zło ziejące z jej oczu.
– Jak znalazłeś źródło młodości? – zapytał nieludzki, tym razem jakby przymilny głos. – I gdzie?
– Tego się nigdy nie dowiesz.
Dolg nie wiedział, jak się to wszystko skończy. Chociaż zawodzenie Gorama ucichło, dosłownie wyczuwał rozpacz towarzysza, że nie może mu pomóc i że nie może nic zrobić dla Lilji. Pistolety ze znieczulającymi pociskami leżały poza ich zasięgiem. Nie mieli naprawdę nic, czym mogliby się bronić, a wstrętna bestia gotowa była użądlić Dolga w każdej chwili. Chciała tylko przedtem poznać jego tajemnicę, a mianowicie, jak zdołał zachować młodość.
To była teraz jego ostatnia deska ratunku, ostatnie źdźbło, którego mógł się chwycić.
– A dlaczego nie doszłaś do źródła zła? – zapytał.
– Powierz mi swoją tajemnicę, piękny młodzieńcze, to ci powiem.
– Tak, tak, nigdy nie dotarłaś do źródła – skonstatował.
Straszna gęba pociemniała w potwornym gniewie.
– Gdzie znajdę wieczną młodość? – ryknęła bestia.
– Dlaczego nie dotarłaś do źródła? – upierał się Dolg, chociaż zaczynał się bać nie na żarty. Bo gdyby posunął się za daleko…?
Potwór tłukł śnieg tylną częścią swego cielska tak, że biały puch rozsypywał się gwałtownie na wszystkie strony; pajęcze nogi tupały wściekle. W końcu bestia wrzasnęła z furią:
– Bo jakiś idiota pozamykał wszystkie bramy. Byłam właśnie w kamiennym piekle, już miałam się stamtąd wydostać, zresztą już prawie byłam na zewnątrz, gdy nagle ciemności zapadły nad źródłem zła i popłynęła stamtąd zwyczajna, zasrana woda!
Aha, pomyślał Dolg. To mamy wyjaśnienie, dlaczego człowiek – ryba wykształcił skrzela!
Kobieta, nie panując już nad sobą, krzyczała dalej:
– Nie mogłam ani iść naprzód, ani wracać. Udało mi się w końcu znaleźć jakąś półkę nad kamieniami. Woda tam nie sięgała.
– I tak stałaś się stworem, który pełza między i pod kamieniami.
Kolejny syk zabrzmiał złowieszczo. Lepiej zachować ostrożność.
Shira, myślał Dolg, to Shira zdołała dotrzeć do źródła jasnej wody i sprawiła, że Góra Czterech Wiatrów na zawsze pogrążyła się w morzu.
No ale ta Elzebet? Ona musiała się znaleźć w grotach na wiele lat przed Shirą.
I nie udało jej się, ale nie chciała się do tego przyznać.
Kiedy rozmawiali, Dolg zdołał tak wymanewrować bestię, że była teraz odwrócona plecami do Gorama. Strażnik natychmiast zrozumiał intencje przyjaciela i z Lilją w ramionach ostrożnie wstał, gotów ruszać na poszukiwanie gondoli oraz czegoś, co by zapewniło im wszystkim bezpieczeństwo, uratowało Dolga.
Ale diabelska baba musiała chyba mieć oczy na karku, natychmiast zorientowała się w sytuacji i błyskawicznie niczym łasica zbiegła z osypiska. Dolg nie zdążył unieść gałęzi, gdy przemknęła obok niego i rzuciła się na Lilję, nowe źródło świeżej krwi.
Goram wrzeszczał i próbował uciekać z dziewczyną, ale nie miał na to szans. Dolg rozpaczliwie szukał pistoletów, wszystko na próżno.
I wtedy nad bestią pojawiła się wielka płaska stopa, uniosła się w górę, a potem opadła, łamiąc i miażdżąc tysiące członków.
Do akcji wkroczył wielbiciel Lilji.
10
– Dziękuję – powiedział absolutnie szczerze Goram do ociekającego wodą olbrzyma.
Wodny stwór nie zdążył nawet zareagować, kiedy cała sytuacja ponownie się zmieniła.
Elzebet, na ułamek sekundy przed tym, jak jej cielsko zostało zmiażdżone, zdołała przekoziołkować po świeżym śniegu, zebrała siły i wbiła żądło z nogę olbrzyma. Ten wydał z siebie przeciągłe, żałosne wycie i runął na śnieg.
– Goram! – zawołał Dolg. – Połóż teraz Lilję pod drzewami. Ciebie boli noga, więc ja co sił pobiegnę szukać gondoli. Teraz powinno mi się udać, bo pojaśniało, śnieg nie pada już taki gęsty. Przyniosę swoją torbę, bo na ten jad zwyczajna odtrutka nie wystarczy. Wrócę do was szybciej niż wiatr. A ty tymczasem spróbuj poszukać pistoletów.
– Ci dwoje chyba już nie żyją – odkrzyknął Goram.
– Gdyby wodny potwór nie żył, to Lilja także musiałaby umrzeć!
To wystarczyło, Goram natychmiast zabrał się do szukania, rozglądał się nerwowo wokół, gdy nagle uświadomił sobie coś, o czym obaj już dawno powinni byli pomyśleć. I pomyśleliby, gdyby nie byli tacy wytrąceni z równowagi przez potwory.
Przecież Lilja także miała pistolet! Goram odnalazł miejsce, w którym siedziała przed atakiem bestii, i wystarczyło, że rozgarnął nogą śnieg, a ukazała się broń.
Zdarza się niekiedy, że nasz mózg robi się całkowicie pusty, myślał niezadowolony z siebie. Jedyną pociechą był fakt, że Dolg też na to nic wpadł.
Podszedł do znieczulonego wodnego monstrum. Popatrzył na niewiarygodną zjawę, potem wycelował w jej ramię i strzelił.
– Przykro mi, przyjacielu, ale inaczej nie możemy – mruknął. – Nie wiemy, jakie masz plany w stosunku do Lilji, sądzę, że tak czy inaczej nie mógłbym się z tobą zgodzić.