– Niech to… – wymamrotał.
– Nic ci nie jest? – spytał Sellitto.
– Nic, nic – odburknął. – Pytałem, co jeszcze?
Cooper i Sachs rozsypali resztę materiału dowodowego na czystej płachcie papieru gazetowego. Nałożyli gogle powiększające i zaczęli go oglądać. Cooper zebrał kilka drobinek próbnikiem i położył na płytce.
– Mamy jakieś włókna – powiedział.
Chwilę później Rhyme oglądał na swoim monitorze drobne pasemka.
– Co o tym myślisz, Mel? Papier, prawda?
– Aha.
Mówiąc do mikrofonu, Rhyme kazał komputerowi przewinąć obraz włókien pod mikroskopem.
– Wygląda, jakby były dwa różne. Jeden biały albo szary. Drugi ma odcień zielony.
– Zielony? Pieniądze? – podsunął Sellitto.
– Być może.
– Masz ich tyle, żeby spróbować gazem? – spytał Rhyme. Chromatograf zniszczyłby włókna.
Cooper skinął głową i przystąpili do testów. Technik zaczął czytać z ekranu monitora.
– Nie ma bawełny, sodu, siarczanów ani siarczynów. Te substancje chemiczne dodawano przy rozpuszczaniu podczas produkcji papieru wysokiej jakości.
– To tani papier. Barwnik rozpuszczalny w wodzie. Farba nie jest na bazie oleju.
– Czyli – podsumował Rhyme – to nie pieniądze.
– Prawdopodobnie papier makulaturowy – rzekł Cooper.
Rhyme znów powiększył obraz. Na tle dużej mozaiki nie widać było żadnego szczegółu. Przez chwilę rozczarowany Lincoln żałował, że nie patrzy przez prawdziwy okular mikroskopu. Nic nie dorównywało wyrazistości przyrządów optycznych.
Jednak coś zauważył.
– Co to za żółte kropki, Mel? Klej?
Technik popatrzył w okular mikroskopu i oznajmił:
– Tak. Wygląda na klej z koperty.
Czyli prawdopodobnie Trumniarz dostał klucz w kopercie. Ale co mógł oznaczać zielony papier? Rhyme nie miał pojęcia. Sellitto zamknął klapkę telefonu.
– Rozmawiałem z Ronem Talbotem z Hudson Air. Zadzwonił do kilku miejsc. Zgadnijcie, kto wynajmuje ten hangar.
– Phillip Hansen – rzekł Rhyme.
– Aha.
– Sprawa zaczyna się kleić – powiedziała Sachs.
Rzeczywiście, pomyślał Rhyme, chociaż jego celem wcale nie było dostarczenie prokuraturze gotowego materiału do aktu oskarżenia przeciw Hansenowi. Chciał głowy Trumniarza.
– Coś jeszcze?
– Nic.
– W porządku, możemy przejść do następnego miejsca. Gniazdo snajpera. Tam był w poważnych opałach, być może przestał uważać.
Ale oczywiście wcale nie przestał uważać.
Przecież nie zostawił ani jednej łuski.
– Mamy odpowiedź – powiedział Cooper, oglądając ślady pod mikroskopem. – Włókna bawełniane. Łuski spadły na ściereczkę do naczyń.
Rhyme pokiwał głową.
– Jakieś odciski stóp?
– Nie. – Sachs wyjaśniła, że Trumniarz omijał odkryte błoto, chodząc po trawie, nawet kiedy uciekał do furgonetki.
– Ile odcisków palców?
– W gnieździe snajpera nie znalazłam żadnych – powiedziała. – W obu furgonetkach prawie dwieście.
Mogli je sprawdzić przez automatyczny system identyfikacji odcisków palców, który łączył bazy danych zawierające odciski palców kryminalistów, wojskowych i pracowników służby cywilnej całego kraju – mimo że byłaby to żmudna i czasochłonna operacja. Jednak Rhyme, opętany pragnieniem odnalezienia Trumniarza, nie chciał tym sobie zawracać głowy. Zresztą Sachs twierdziła, że w furgonetkach znalazła te same ślady bawełnianych rękawiczek, odciski w samochodach nie mogły więc raczej należeć do Trumniarza.
Cooper opróżnił plastykową torebkę, Oboje z Sachs pochylili się nad jej zawartością.
– Błoto, trawa, kamyczki… O, proszę. Zobacz, Lincoln. – Cooper położył coś na płytce i wsunął pod mikroskop. – Włosy – powiedział znad okularu. – Trzy, cztery, sześć, dziewięć… kilkanaście. Wygląda jak ciągły rdzeń.
Rdzeń to kanał biegnący przez środek niektórych włosów. U ludzi rdzeń włosowy albo nie istnieje, albo jest przerywany. Ciągły rdzeń oznaczał, że włosy pochodzą od zwierzęcia.
– Co o tym sądzisz, Mel?
– Sprawdzę w SEM-ie.
SEM to był elektronowy mikroskop skaningowy. Cooper ustawił skalę na tysiącpięćsetkrotne powiększenie i zaczął manipulować pokrętłami, dopóki na ekranie nie pojawił się jeden włos. Wyglądał jak białawy kłos z ostro zakończonymi łuskami, przypominającymi skórę ananasa.
– Kot – oznajmił Rhyme.
– Koty, w liczbie mnogiej – uściślił Cooper, spoglądając w mikroskop. – Wygląda na to, że dwa były krótkowłose, jeden czarny, a drugi dwubarwny. Trzeci żółtobrązowy, o długiej i miękkiej sierści. Pers czy coś takiego.
Rhyme parsknął.
– Z charakterystyki Trumniarza raczej nie wynika, żeby mógł być miłośnikiem zwierząt. Albo chce uchodzić za posiadacza kotów, albo stykał się z kimś, kto je ma.
– Mam jeszcze jakieś włosy – powiedział Cooper, wsuwając płytki pod obiektyw. – Ludzkie. Zaraz… dwa pasma, długości około sześciu cali.
– Łysieje, co? – zasugerował Sellitto.
– Kto wie? – rzekł sceptycznie Rhyme. Bez cebulki włosowej nie sposób określić płci właściciela włosa. Wiek, z wyjątkiem włosów niemowlęcia, był również niemożliwy do zidentyfikowania.
– Może to kierowcy furgonetki, tego malarza, Sachs? – spytał Rhyme. – Miał długie włosy?
– Nie, krótko obcięte. Blond.
– Co myślisz, Mel?
Technik oglądał włosy cal po calu.
– Farbowane.
– Trumniarz jest znany z tego, że często zmienia wygląd – powiedział Rhyme.
– No, nie wiem, Lincoln – rzekł Cooper. – Kolor farby jest zbliżony do naturalnego odcienia włosów. Gdyby chciał zmienić tożsamość, wybrałby coś bardziej odmiennego. Czekaj, widzę tu dwa kolory. Naturalna barwa to czerń. Farbowane na kasztanowo, później na ciemnofioletowo. Między jednym a drugim farbowaniem upłynęły dwa, może trzy miesiące… Lincoln, na włosach coś jeszcze jest. Chyba potraktuję jeden gazem.
– Zrób to.
Chwilę później Cooper czytał listę z komputera połączonego z chromatografem i spektrometrem.
– Jakiś kosmetyk.
Kosmetyki stanowiły ważne źródło informacji w badaniach kryminalistycznych; producenci znani byli z tego, że często zmieniali skład środków, chcąc wykorzystać nowe trendy. Dzięki temu łatwiej można było określić datę produkcji kosmetyku i miejsce dystrybucji.
– I co tu mamy?
– Chwileczkę. – Cooper sprawdzał skład chemiczny w bazie danych z nazwami własnymi produktów. Zaraz potem otrzymał odpowiedź. – Slim-U-Lite. Produkcji szwajcarskiej, importowana przez Jencon spod Bostonu. Zwykłe mydło na bazie detergentu, z dodatkiem olejków i aminokwasów. Było coś o tym w wiadomościach – Federalna Komisja Handlu przyczepiła się do firmy za twierdzenie, że środek likwiduje tłuszcz i cellulitis.
– Zastanówmy się nad tą osobą – zarządził Rhyme. – Sachs, co sądzisz?
– O nim?
– O niej. Tej, która mu pomaga i go kryje. Albo o tej, którą zabił, żeby się schować w jej mieszkaniu. A może ukradł jej samochód.
– Jesteś pewien, że to kobieta? – spytał z powątpiewaniem Sellitto.
– Nie. Ale nie mamy czasu na ostrożne spekulacje. Więcej kobiet niż mężczyzn przejmuje się cellulitisem. Więcej kobiet niż mężczyzn farbuje sobie włosy. Czekam na odważne wnioski! No!
– Ktoś z nadwagą – powiedziała Sachs. – Ma kłopoty z zaakceptowaniem swojego wyglądu.
– Może jakaś punkowa, nowa fala, czy jak dzisiaj się nazywają ci popaprańcy – podsunął Sellitto. – Moja córka pomalowała sobie włosy na fioletowo. I przekłuła… nie powiem nawet co. Może East Village?