Dziś jednak było inaczej. Jego myśli zdawały się błądzić gdzieś daleko. Nie miała mu za złe zaciętego uporu – zawsze był taki. Ale nie podobało się jej, że myślami jest gdzie indziej. Usiadła na skraju łóżka.
– Sachs… Lon mi powiedział – zaczął. Zapewne poprosił ją do siebie właśnie w tej sprawie. – O tym, co się stało na lotnisku.
Wzruszyła ramionami.
– Nie mogłaś nic więcej zrobić. Naraziłabyś się na pewną śmierć. To dobrze, że się ukryłaś. Strzelił bardzo blisko i następny pocisk już by nie chybił.
– Miałam dwie, trzy sekundy. Mogłam go trafić. Wiem, że zmarnowałam szansę.
– Jesteś lekkomyślna, Sachs. Ta bomba…
Zamilkł na widok błysku w jej oczach.
– Chcę go dopaść, cena nie gra roli. Mam przeczucie, że chcesz tego samego. Też byś zaryzykował. – Po czym dodała zagadkowo: – Być może już ryzykujesz.
Podziałało lepiej, niż się spodziewała. Zamrugał oczami, odwracając wzrok. Nic jednak nie odpowiedział, pociągając szkocką przez słomkę.
Pod wpływem impulsu rzekła:
– Mogę o coś zapytać? Jeżeli nie, powiedz, żebym się zamknęła.
– Daj spokój, Sachs. Mamy przed sobą jakieś tajemnice? Nie sądzę.
Ze wzrokiem wbitym w podłogę powiedziała:
– Pamiętam, jak kiedyś mówiłam ci o Nicku. Co do niego czułam i tak dalej. Jak mi było ciężko po tym, co się między nami stało.
Skinął głową.
– Pytałam cię też, czy czułeś do kogoś coś podobnego, może do żony. Powiedziałeś, że tak, ale to nie była Blaine. – Uniosła oczy.
Przełknął to, choć nie od razu. Zorientowała się, że trafiła w czuły punkt.
– Pamiętam – odrzekł.
– Kto to był? Słuchaj, jeżeli nie chcesz o tym mówić…
– W porządku. Miała na imię Claire. Claire Tripper. Jak ci się podoba nazwisko?
– Pewnie musiała znosić podobne męki w szkole jak ja. Amelia Sachs-ofon, Amelia Seks… Jak ją poznałeś?
– No… – Zaśmiał się z własnej niechęci, by mówić dalej. – W wydziale.
– Była gliną? – zdziwiła się Sachs.
– Tak.
– Co się stało?
– To był… trudny związek. – Rhyme ze smutkiem pokręcił głową. – Miałem żonę, ona męża. Nic by z tego nie wyszło.
– Dzieci?
– Miała córkę.
– I zerwaliście?
– I tak by się nie udało, Sachs. Och, z Blaine i tak musieliśmy się rozwieść – inaczej byśmy się pozabijali. To była tylko kwestia czasu. Ale Claire… martwiła się o córkę – o męża, czy da sobie z nią radę, kiedy się rozwiodą. Nie kochała go, lecz to był dobry człowiek. Bardzo kochał dziewczynkę.
– Poznałeś ją?
– Jej córkę? Tak.
– Widujesz ją czasem? Claire?
– Nie. Było minęło. Już jej nie ma w policji.
– Zerwałeś z nią po wypadku?
– Nie, nie, przed.
– Ale wie, co się z tobą stało?
– Nie – odrzekł Rhyme po chwilowym wahaniu.
– Dlaczego jej nie powiedziałeś?
Milczenie.
– Miałem powody… To zabawne, że o niej wspomniałaś. Od dawna w ogóle o niej nie myślałem.
Posłał jej przelotny uśmiech i Sachs poczuła, jak jej ciało przeszywa ból – fizyczny ból, podobny do tego, który odcisnął na jej ciele siny ślad w kształcie Missouri. Bo Rhyme kłamał. Przecież myślał o tej kobiecie. Sachs nie wierzyła w kobiecą intuicję, ale wierzyła w intuicję gliniarza; za dużo przeszła, by lekceważyć takie przeczucia. Wiedziała, że Rhyme myślał o pani Tripper.
A jej uczucia? Śmiechu warte. Miała za mało cierpliwości, by odczuwać zazdrość. Nie była zazdrosna o pracę Nicka – który był tajniakiem i całe tygodnie włóczył się po ulicach. Nie była zazdrosna o dziwki i blond piękności, z którymi przesiadywał w knajpach podczas zadania.
Na co więcej mogła liczyć z Rhyme’em, pomijając zazdrość? Często rozmawiała o nim z jego matką. Powściągliwa starsza pani zwykle mawiała coś w rodzaju: „Dobrze, że jest pani miła dla takiego kaleki”.
I tylko tyle można było powiedzieć o związku, jaki ich łączył. Jaki mógł ich łączyć.
Mniej niż śmiechu warte.
Była jednak zazdrosna. Wcale nie o Claire.
O Percey Clay.
Sachs nie potrafiła zapomnieć, jak wyglądali oboje, kiedy ujrzała ich dzisiaj siedzących obok siebie w jego pokoju.
Jeszcze trochę szkockiej. Myślała o nocach, które spędziła z Rhyme’em w tym pokoju, rozmawiając z nim o pracy, pijąc tę doskonałą whisky.
No, pięknie. Zaczynam się rozklejać. Tego uczucia jestem dla odmiany jak najbardziej pewna. Precz z ckliwością.
Lecz zamiast się otrząsnąć, podlała swój rzewny nastrój alkoholem.
Percey nie była atrakcyjną kobietą, ale to nie miało znaczenia; Sachs po tygodniu spędzonym w Chantelle, agencji modelek na Madison Avenue, w której pracowała przez kilka lat, zrozumiała złudę urody. Mężczyźni uwielbiają patrzeć na piękne kobiety, ale nic ich nie odstrasza bardziej niż uroda.
– Masz ochotę na jeszcze jednego? – spytała.
– Nie.
Bezwiednie pochyliła się i złożyła głowę na poduszce. Zabawne, jak szybko przyzwyczajamy się do pewnych rzeczy, pomyślała. Naturalnie Rhyme nie mógł jej objąć i przyciągnąć do siebie. Zamiast tego przechylał w jej stronę głowę. Tak zasypiali już wiele razy.
Dziś wyczuła u niego sztywność i rezerwę.
Miała wrażenie, że go traci. I mogła jedynie próbować się do niego zbliżyć.
Sachs zwierzyła się kiedyś ze swoich uczuć do Rhyme’a przyjaciółce, Amy – matce jej chrześnicy. Kobieta zastanawiała się nad atrakcyjnością Lincolna. „Może chodzi o to, że on nie może się poruszać. Jest mężczyzną, ale nie ma nad tobą żadnej władzy. Być może to cię kręci” – rozmyślała głośno.
Sachs wiedziała jednak, że jest akurat odwrotnie. Przyciągał ją do niego fakt, że był mężczyzną, który miał nad nią absolutną władzę, mimo że nie mógł się poruszać.
Słyszała strzępy słów, kiedy mówił o Claire, a potem o Trumniarzu. Odchyliła głowę, by spojrzeć na jego wąskie usta.
Jej dłonie wyruszyły na wędrówkę.
Rhyme oczywiście nie był w stanie nic poczuć, lecz widział, jak jej smukłe palce zakończone obgryzionymi paznokciami suną po jego piersi, zmierzając niżej. Thom co dzień aplikował mu porcję ćwiczeń ruchowych i choć Rhyme nie był muskularny, miał ciało młodego człowieka. Jak gdyby proces starzenia ustał w dniu wypadku.
– Sachs?
Jej dłoń przesunęła się jeszcze niżej.
Zaczęła oddychać szybciej. Odchyliła koc. Thom ubrał go na noc w koszulkę. Podciągnęła ją i położyła ręce na jego piersi. Potem ściągnęła własną koszulę, rozpięła stanik i przycisnęła zaróżowione ciało do jego bladej skóry. Przypuszczała, że ciało Rhyme’a będzie zimne, ale nie. Było bardziej gorące niż jej. Przytuliła się mocniej.