Выбрать главу

– Ślady narzędzia?

Cooper spojrzał na niego zdziwiony. Ślady po narzędziach to charakterystyczne znaki, pozostawiane na miejscu zbrodni przez używane przez sprawców śrubokręty, szczypce, wytrychy, łomy i tak dalej. Kiedyś Rhyme’owi udało się ustalić osobę włamywacza tylko na podstawie drobnego nacięcia w kształcie litery V na mosiężnym zamku. Nacięcie pasowało do skrzywionego dłuta, które znaleziono u tego człowieka. Teraz mieli narzędzie, ale nie mieli pozostawionych przez nie śladów. Cooper nie rozumiał, co Rhyme ma na myśli.

– Mówię o śladach na ostrzu – powiedział zniecierpliwiony Rhyme. – Może Trumniarz przeciął coś charakterystycznego, coś, co pomoże nam ustalić jego kryjówkę.

– Aha. – Cooper obejrzał dokładnie ostrze nożyc. – Jest jakieś draśnięcie, ale sam zobacz… Widzisz coś szczególnego?

Rhyme nic nie zauważył.

– Zbierz wszystko z ostrza i uchwytu, zobacz, czy nie ma jakichś resztek.

Cooper umieścił drobiny w chromatografie.

– No, no – wymruczał, czytając wyniki. – Posłuchaj. Resztki RDX, asfaltu i sztucznego jedwabiu.

– Przewód detonatora – powiedział Rhyme.

– Przeciął go nożycami? – spytała Sachs. – Można to zrobić?

– Nie jest mocniejszy niż sznur od bielizny – rzekł z roztargnieniem Rhyme, wyobrażając sobie, czego może dokonać wybuch tysiąca galonów benzyny w okolicach dwudziestego posterunku.

Powinienem zmusić ich do wyjazdu, pomyślał. Percey i Brita Hale’a. Zastosować areszt prewencyjny i wysłać do Montany, gdzie by siedzieli do posiedzenia sądu przysięgłych. Pomysł z zasadzką to czyste wariactwo.

– Lincoln? – odezwał się Sellitto. – Musimy znaleźć tę cysternę.

– Mało czasu – powiedział Rhyme. – Będzie próbował dostać się do środka najwcześniej nad ranem. Najpierw musi wymyślić historyjkę z dostawą paliwa. Coś jeszcze, Mel? Mikroślady?

Cooper sprawdził filtr próżniowy.

– Ziemia, kawałeczki cegły. Czekaj… jakieś włókna. Pod chromatograf?

– Tak.

Technik zgarbił się nad ekranem.

– Włókno roślinne. Skład podobny do składu papieru. Jest jeszcze jakiś związek… NH4OH.

– Wodorotlenek amonowy – rzekł Rhyme.

– Amonowy? – spytał Sellitto. – Może się pomyliłeś co do składu bomby?

– Jakiś olej? – zapytał Rhyme.

– Brak śladów.

– Włókno z amoniakiem z uchwytu nożyc?

– Nie, z ubrania pobitego strażnika.

Rhyme zamyślił się. Poprosił Coopera, by umieścił włókno pod mikroskopem skaningowym.

– Duże powiększenie. W jaki sposób ta substancja przyczepiła się do włókna?

Ekran rozjaśnił się. Włókno wyglądało na nim jak pień drzewa.

– Chyba wtopiła się pod wpływem ciepła.

Kolejna zagadka. Papier i wodorotlenek amonowy…

Rhyme spojrzał na zegar. Za dwadzieścia trzecia.

Nagle zorientował się, że Sellitto o coś go pyta. Odwrócił głowę.

– Pytam – powtórzył detektyw – czy mamy rozpocząć ewakuację z okolicy posterunku? Chyba lepiej teraz, niż gdybyśmy mieli czekać do ostatniej chwili przed atakiem.

Przez dłuższą chwilę Rhyme wpatrywał się w niebieskawy pień drzewa na ekranie mikroskopu.

– Tak – odparł. – Musimy wszystkich stamtąd usunąć. Ewakuować budynki wokół posterunku. Zastanówmy się – cztery domy po każdej stronie komisariatu.

– Aż tyle? – Sellitto usiłował się roześmiać. – Myślisz, że naprawdę trzeba ich wszystkich ewakuować?

Rhyme popatrzył na detektywa i rzekł:

– Nie, zmieniłem zdanie. Tylko domy do najbliższych przecznic. Natychmiast. I sprowadź tu Haumanna i Dellraya. Nie obchodzi mnie, gdzie teraz są. Chcę, żeby się tu zaraz zjawili.

Rozdział siedemnasty

45 godzin – godzina dwudziesta druga

Niektórzy zdążyli się przespać.

Sellitto drzemał w fotelu. Wstał z niego bardziej pomięty niż zwykle, z rozczochranymi włosami. Cooper spał na dole.

Sachs spędziła noc na kanapie na dole albo w drugiej sypialni na górze. „Clinitron” już jej nie interesował.

Kochany Thom krzątał się z zaczerwienionymi oczyma, mierząc Rhyme’owi ciśnienie. Dom wypełniał aromat kawy.

Niedawno wzeszło słońce. Rhyme przyglądał się tablicom z listami dowodów. Wszyscy byli na nogach do czwartej, opracowując strategię schwytania Trumniarza i odpowiadając na liczne skargi od ewakuowanych mieszkańców.

Czy wszystko się uda? Czy Trumniarz wpadnie w pułapkę? Rhyme wierzył, że tak. Lecz nasuwało się jeszcze jedno pytanie, o którym Rhyme wolał nie myśleć, ale którego nie mógł uniknąć. Jakie będą skutki urządzonej zasadzki? Trumniarz był i tak wystarczająco niebezpieczny. Jak daleko się posunie, gdy zostanie osaczony?

Thom nalał kawę, po czym wszyscy usiedli nad mapą przyniesioną przez Dellraya. Rhyme, już w wózku, podjechał do stołu i przyjrzał się planowi.

– Wszyscy na miejscach? – spytał Sellitta i Dellraya.

Ludzie Haumanna z 32-E i jednostka specjalna FBI z południowych i wschodnich dzielnic byli gotowi. Zajmowali pozycje pod osłoną nocy, idąc kanałami, piwnicami i dachami domów w pełnym kamuflażu; Rhyme był przekonany, że Trumniarz obserwuje swój cel.

– Dziś na pewno nie będzie spał – mówił Rhyme.

– Jesteś pewien, Linc? – pytał Sellitto.

Pewien? – pomyślał rozdrażniony. Kto może być czegokolwiek pewien w przypadku Trumniarza?

Jego najniebezpieczniejszą bronią jest podstęp…

– Pewien na dziewięćdziesiąt dwa koma siedem procent – odrzekł drwiąco Rhyme.

Sellitto parsknął zgryźliwym śmiechem.

Rozległ się dzwonek u drzwi. Chwilę później w drzwiach salonu zjawił się krępy człowiek w średnim wieku, którego Rhyme nie znał.

Westchnienie Dellraya mogło sugerować, że zanosi się na większe kłopoty. Sellitto chyba też znał przybyłego i powściągliwie skinął mu głową.

Mężczyzna przedstawił się jako Reginald Eliopolos, zastępca prokuratora okręgowego. Rhyme przypomniał sobie, że to on prowadził sprawę Phillipa Hansena.

– Pan Lincoln Rhyme? Słyszałem o panu wiele dobrego. Mhm. – Krępy człowiek ruszył ku niemu, odruchowo wyciągając na powitanie rękę. Zaraz się jednak zorientował, że to bezcelowy gest, więc nie opuszczając ramienia, podał dłoń Dellrayowi, który uścisnął ją niechętnie.

– Fred, miło cię widzieć. – Choć zostało to powiedziane wesoło, oznaczało coś wręcz przeciwnego. Rhyme zastanawiał się, dlaczego traktują się nawzajem z chłodnym dystansem.

Prokurator nie zwrócił uwagi na Sellitta i Mela Coopera. Thom instynktownie wyczuł co i jak; nie zaproponował gościowi kawy.

– Mhm, mhm. Słyszałem, że prowadzicie jakąś poważną operację. Nie konsultujecie się za bardzo z górą, ale, do diabła, rozumiem, że niekiedy trzeba improwizować. Czasem nie warto czekać, żeby ktoś podpisywał dokument w trzech egzemplarzach. – Eliopolos podszedł do mikroskopu i zajrzał w okular. – Mhm, mhm – wymruczał, choć to, co zobaczył, nadal stanowiło dla Rhyme’a zagadkę.

– Może… – zaczął Rhyme.

– Do rzeczy? – Eliopolos obrócił się na pięcie. – Proszę bardzo. Pod budynkiem federalnym w centrum stoi opancerzona furgonetka. Chcę, żeby w ciągu godziny znaleźli się w niej świadkowie w sprawie Hansena. Percey Clay i Brit Hale. Zostaną zawiezieni do Shoreham na Long Island, obiektu strzeżonego przez FBI. Tam zaczekają na przesłuchanie przed sądem przysięgłych w poniedziałek. Kropka. Co wy na to?

– Sądzi pan, że to dobry pomysł?

– Mhm. Tak właśnie uważamy. Lepszy niż żeby byli przynętą w jakichś osobistych porachunkach departamentu nowojorskiego.