Выбрать главу

Amerykanie nazywali Gaspara Delgado El Diablo – Diabeł. Nie tylko ze względu na jego wyczyny, ale głównie od nazwy góry mieszczącej jaskinię, w której miał swą główną siedzibę.

W roku 1888 El Diablo został w końcu ujęty przez szeryfa okręgu Santa Carla.

Na głośnym procesie, który zdaniem hiszpańskojęzycznej części ludności był sfabrykowany, został skazany na śmierć przez powieszenie. Dwa dni przed egzekucją przyjaciele dopomogli mu w brawurowej ucieczce w biały dzień. El Diablo wspiął się na dach więzienia, przeskoczył na dach odległego o parę metrów budynku, a stamtąd wprost na grzbiet czekającego nań jego czarnego konia.

Ranny w czasie ucieczki i ścigany przez oddział szeryfa, dotarł jednak do swej kryjówki w jaskini w Jęczącej Dolinie. Ludzie szeryfa obstawili wszystkie znane wyjścia z jaskini, ale nie weszli do środka. Uważali, że głód i cierpienia wskutek odniesionych ran zmuszą El Diablo do opuszczenia jaskini.

Tak więc stali na posterunku przez kilka dni i nocy, ale El Diablo nie pokazywał się. Przez cały czas czuwania słyszeli dziwny zawodzący dźwięk dochodzący z głębi jaskini. Oczywiście sądzili, że jest to, spotęgowany echem, jęk rannego bandyty. W końcu szeryf nakazał swoim ludziom spenetrowanie jaskini. Przeszukali każdy tunel w skale, każdą grotę i nie znaleźli absolutnie nic. Po czterech dniach tych poszukiwań zabrali się do przetrząsania okolicy. Nie znaleziono jednak najmniejszego śladu po El Diablo. Ani jego, ani jego ciała, ani ubrań, ani broni, ani konia, ani pieniędzy – nic.

Nigdy więcej nie widziano El Diablo. Niektórzy mówili, że jego ukochana, Dolores de Castillo, weszła do jaskini sekretnym wejściem, pomogła mu uciec i razem zbiegli do Południowej Ameryki, by zacząć nowe życie. Inni twierdzili, że jego przyjaciele, używając czarów, uprowadzili go ze strzeżonej jaskini i ukrywali to na jednym ranczu, to na drugim.

Większość jednak uważała, że El Diablo nigdy nie opuścił jaskini, ukrył się w niej tak dobrze, że Amerykanie nie zdołali go znaleźć, i wciąż tam przebywa! Przez wiele lat, ilekroć w okolicy dokonano jakiegoś niewyjaśnionego gwałtu lub rabunku, mówiono, że sprawcą jest El Diablo, pędzący przez noc na swym wielkim, czarnym koniu. Słyszano również owe jęki, dochodzące gdzieś z głębi jaskini, którą nazwano Jaskinią El Diablo.

Potem – kończył swą opowieść profesor Walsh – jęki nagle ustały. Hiszpańska ludność mówiła, że El Diablo jest już znużony i zaniechał swych nocnych najazdów, ale żyje nadal w jaskini i czeka chwili, kiedy będzie naprawdę potrzebny.

– Doprawdy? – zdziwił się Pete. – Ludzie myślą, że on wciąż żyje tam, w jaskini?

– Czy to możliwe? – zapytał Bob.

– No cóż, chłopcy, jest dużo nieścisłości w związku z postacią El Diablo – powiedział profesor. – Przeprowadziłem wiele badań. Na przykład wszystkie rysunki pokazują go noszącego pistolet na prawym biodrze, a jestem pewien, że był leworęki!

Jupiter skinął głową w zamyśleniu.

– Często historie o legendarnych postaciach są nie bardzo zgodne z prawdą.

– Właśnie – przytaknął profesor. – Wersja oficjalna głosiła, że jego rany nie były śmiertelne. Tak więc, wziąwszy pod uwagę, że miał tylko osiemnaście lat w roku 1888, jest absolutnie możliwe, że El Diablo wciąż żyje!

ROZDZIAŁ 4. Dochodzenie rozpoczyna się

– To śmieszne, profesorze! – wykrzyknął pan Dalton. – Miałby teraz około stu lat. Trudno sobie wyobrazić, by taki starzec ganiał po polach!

– Nie dałby pan wiary, jak żwawi mogą być starzy ludzie – powiedział spokojnie profesor. – Są doniesienia o ludziach w południowej Rosji, na Kaukazie, którzy mając sto lat i więcej są pełnosprawni. Poza tym nasz staruszek nie robi nic poza wydawaniem jęków.

– To prawda – przytaknął Jupiter.

– Jest także zupełnie możliwe, że El Diablo miał potomstwo – kontynuował profesor. – Być może jego wnuk usiłuje wskrzesić legendę przodka, napędzając strachu amerykańskim farmerom.

– To jest możliwe – powiedział Dalton mniej sceptycznie. – Nasi poprzednicy nie użytkowali Jęczącej Doliny, ja zaś chciałbym wybudować tam zagrodę dla bydła. Być może jakiś potomek El Diablo nie życzy sobie, by ktoś wkraczał na teren objęty legendą.

– Jess, to może być wyjaśnienie zagadki! – wykrzyknęła pani Dalton. – Pamiętasz? Nasi starsi meksykańscy pracownicy sprzeciwiali się zagospodarowaniu Jęczącej Doliny, jeszcze nim zaczęły się te jęki.

– Oni też pierwsi nas opuścili – podjął pan Dalton. – Jutro pójdę porozmawiać z szeryfem. Może wie coś o potomkach El Diablo.

– Może chcielibyście państwo zobaczyć podobiznę El Diablo? – zapytał profesor Walsh.

Wyjął mały obrazek z portfela i podał zgromadzonym. Była to fotografia portretu i ukazywała młodego człowieka, niemal chłopca, o płonących ciemnych oczach i dumnej twarzy. Nosił wysokie czarne sombrero z szerokim rondem, krótki czarny żakiet, czarną koszulę z wysokim kołnierzykiem, czarne spodnie, obcisłe górą z rozszerzającymi się nogawkami, i czarne lśniące buty o spiczasto zakończonych noskach.

– Czy zawsze ubierał się na czarno? – zapytał Bob.

– Zawsze – odparł profesor. – Mawiał, że jest w żałobie po swych rodakach i swym kraju.

– Był tylko zwykłym bandytą, jutro pogadam z szeryfem, żeby sprawdził, czy jakiś głupiec nie stara się kontynuować jego wyczynów – powiedział pan Dalton. – Ranczo nie może obsłużyć się samo i jakkolwiek interesujący jest El Diablo, muszę wracać do roboty. A wy, chłopcy, jesteście pewnie zmęczeni po waszej wędrówce. Czeka nas jutro ciężka praca. Ojciec Pete'a mówił, że chcecie dowiedzieć się wszystkiego o prowadzeniu rancza. No, najlepszy sposób zdobywania wiedzy to praca.

– Doprawdy, nie jesteśmy zmęczeni – zaprotestował Jupiter. – Prawda, chłopaki?